„To my zapraszamy je do źródła pożywienia”. Na widok szczura nasza wyobraźnia galopuje i kreśli czarne scenariusze. Co zrobić, jeśli zaatakuje, ugryzie, przeniesie chorobę? W gonitwie myśli zapominamy, że gryzonie te żyją obok nas od setek lat. Jak zatem reagować na obecność szczurów w miastach? Prawo mówi jedno, praktyka drugie, a emocje społeczne są podzielone. W rozmowie z portalem TVP. Info eksperci rozprawiają się z mitami na temat miejskich szczurów. Wiosną w największych miastach w Polsce pojawiły się billboardy, plakaty i spoty reklamowe, które przekonywały, że szczury są czyste, rodzinne i empatyczne. Ogólnopolską kampanię „Jestem szczurem” przeprowadziła Fundacja Mushika. Kampanii towarzyszył raport pt. „Nieznani mieszkańcy miasta. Raport o szczurach wolno żyjących”. Marta Gostkiewicz: Dlaczego zdecydowaliście się na przygotowanie kampanii i raportu dotyczącego właśnie szczurów? Dr Olga Kazalska, dyrektorka Fundacji Mushika: Jako Fundacja Mushika opiekujemy się wszystkimi zwierzętami, natomiast szczególną uwagę poświęcamy tym niewidocznym, pomijanym przez system, społeczeństwo, prawo. Dlatego nasz pierwszy program merytoryczny poświęciłyśmy szczurowi wolno żyjącemu. Zebrałyśmy aktualną bazę naukową i aktualną wiedzę na temat tych zwierząt. Podczas prac nad raportem doszłyśmy do zaskakujących wniosków. Na przykład okazało się, że szczury wolno żyjące to dokładnie ten sam gatunek szczurów, który żyje zarówno w laboratoriach, jak i w naszych domach. Równie zaskakujący okazał się aspekt prawny. Prawo chroni szczury wolno żyjące tak, jak każde inne zwierzęta kręgowe. Obowiązuje w stosunku do nich generalny zakaz zabijania.Można zabijać zwierzęta kręgowe tylko w jednym z przypadków enumeratywnie wymienionych w ustawie o ochronie zwierząt. W przypadku szczurów można domniemywać, że chodzi o kwestię zagrożenia sanitarnego. Natomiast ustawa o ochronie zwierząt jasno mówi, że musi wystąpić realne i poważne zagrożenie sanitarne dla ludzi i zwierząt. W praktyce nie sprawdzamy, czy takie zagrożenie istnieje, a jeśli tak, czy jest poważne.Zagrożenie sanitarne ze strony szczurów? „Od 30 lat nikt tego nie analizował”Podam skrajny przykład – ktoś w domu zauważył ślady szczura i jest pewny, że ma do czynienia tylko z jednym szczurem. Czy już istnieje zagrożenie sanitarne? Czy szczur przebiegający w parku po zmierzchu jest zagrożeniem sanitarnym? Trudno powiedzieć, bo nikt tego nie analizował od 30 lat. Od czasu powodzi we Wrocławiu nikt nie sprawdzał poziomu zagrożenia sanitarnego ze strony szczurów. Szczury mogą przenosić do 53 patogenów różnych chorób, podczas gdy kot domowy 40, a pies 60-70. Natomiast powstaje pytanie, czy rzeczywiście przenoszą i jakie? Oczywiste wydaje się stwierdzenie, że szczur to rezerwuar chorób. Funkcjonuje wiele mitów, np. że szczury mogą przenosić wściekliznę. Tymczasem szczury nie mogą transmitować tego wirusa. Podnoszona jest kwestia salmonellozy. Zarówno raporty Światowej Organizacji Zdrowia jak i Polskiej Akademii Nauk od lat nie łączą tych chorób ze szczurami, ale ze spożyciem mięsa i jajek. Wymienia się również leptospirozę. Tymczasem z danych raportowanych do Unii Europejskiej wynika, że w Polsce rocznie średnio są trzy – cztery przypadki leptospirozy wśród ludzi. Nie można wykluczyć, że szczura nie było w łańcuchu zakażenia, ale też nie ma na to żadnych dowodów. „Szukamy sposobów, aby nie wchodzić sobie w drogę”Wiele przekonań o szczurach nie bazuje na prawdzie i faktach. Np. to, że szczur chce nas zaatakować i ugryźć. Oczywiście, kiedy zagonimy szczura do kąta i on czuje się w klinczu, atak jest dla niego jedyną szansą na ucieczkę. Zaatakować może też bardzo chory szczur albo samica, która broni młodych. Zdarzają się przypadki, że chcemy się pozbyć szczurzego gniazda i wkładamy do niego ręce, narażając się na atak. Absolutnie zdajemy sobie sprawę, że nie chcemy mieć szczurów w naszych domach. Zgodnie z koncepcją human-wildlife coexistence, czyli harmonijnego współistnienia człowieka z dziką przyrodą wierzymy, że trzeba poszukiwać sposobów na to, żeby nie wchodzić sobie w drogę. Stąd projekt etycznej deratyzacji.Czytaj też: Gryzonie wielkości kotów. Epidemia „szczurzej gorączki” w SarajewieCzy karmniki deratyzacyjne, pułapki lepowe powinno się ograniczyć i jakimi metodami zastąpić? Nasza analiza prawna jasno wskazuje, że stosowanie pułapek lepowych i doprowadzenie w ten sposób do śmierci zwierzęcia, jest niezgodne z prawem. Ustawa o ochronie zwierząt co do zasady zabrania zabijania zwierząt. Jeśli dopuszcza, np. z powodu poważnego, realnego zagrożenia sanitarnego, to nawet wówczas mamy prawny obowiązek wybrać taki sposób, który spowoduje najmniej cierpienia fizycznego i psychicznego. Jest to zasada humanitarnego traktowania zwierząt.Pułapki lepowe zakazane w niektórych krajach UEPrzyglądając się praktykom deratyzacji w Polsce zauważamy, że stosuje się kilka metod. Najbardziej powszechne, stosowane przez profesjonalną branżę deratyzacyjną, są trutki. Trutki są tworzone na bazie antykoagulantów. Zdarza się, że w domach używamy pułapek mechanicznych lepszej lub gorszej jakości. Na rynku można też dostać pułapki elektryczne. Śmiem twierdzić, że większość dostępnych na polskim rynku jest gorszej jakości, czyli nie zapewniają szybkiej i bezbolesnej śmierci. Natomiast pułapki lepowe są w Polsce niestety powszechnie dostępne. W sześciu krajach europejskich zostały już zakazane lub dostęp do nich został ograniczony. Często nie zdajemy sobie sprawy, że pułapka lepowa, tak jak i trutka, zawiera atraktant. Jest to substancja smakowa, zapachowa, która ma skusić gryzonia do zjedzenia trutki lub przylepienia się do lepa. Pułapka lepowa nie wybiera, nie selekcjonuje zwierzęcia, które się w nią złapie. Dlatego łapią się w nią insekty, ale też ptaki, nietoperze, żaby, jaszczurki – często z gatunków zagrożonych. Naprawdę ogromna liczba zwierząt. Jest to bardzo powszechny problem. Śmierć następuje nie z powodu otrucia organizmu substancją chemiczną, tak jak w przypadku trutek. Zwierzę umiera przez kilka lub kilkanaście dni z głodu, odwodnienia, stresu. Czasem po prostu nie wytrzymuje serce. Czasem śmierć powodują obrażenia odniesione w trakcie prób wydostania się z pułapki. Łamią się pióra, odrywają się kawałki skóry. Jest to bardzo długa agonia w bólu. Naszym zdaniem wywołuje zupełnie zbędne cierpienie. Petycja przeciw pułapkom lepowym. „Powinny być zakazane wzorem innych państw”Dlatego razem z wrocławskim Stowarzyszeniem Ochrony Zwierząt EKOTRAŻ zbieramy podpisy pod petycją przeciw pułapkom lepowym. Naszym zdaniem te pułapki powinny być w Polsce po prostu zakazane, wzorem innych państw. Nie powinniśmy ich produkować, sprzedawać ani dystrybuować. Natomiast nie chcemy poprzestać jedynie na krytyce obecnych metod. Dlatego zaczęłyśmy szukać alternatywy dla trutek – skutecznego sposobu na pozbycie się gryzoni z naszych domów bez konieczności ich zabijania. Czy udało się znaleźć inne metody, aby pozbyć się szczurów i myszy z naszego otoczenia? Szukałyśmy długo etycznych i zarazem skutecznych sposobów na „kulturalne” wyprowadzenie szczurów z budynków. Znalazłyśmy etycznego deratyzatora aż w Szkocji. Firma Humane Wildlife Solutions od 13 lat zajmuje się etycznym ograniczeniem konfliktów ludzi ze zwierzętami – nie tylko ze szczurami, ale także z gołębiami, lisami, kunami itp.Kevin Newell, który prowadzi tę firmę, ma na koncie dziesiątki tysięcy interwencji. Zaprosiłyśmy go do Polski. Uszczelniłyśmy z nim pięć budynków – trzy w Warszawie i dwa we Wrocławiu. Każdy z nich jest inny, bo chciałyśmy sprawdzić skuteczność metody w różnych warunkach. Czytaj też: Chłopiec połknął trutkę na myszy. Wezwano śmigłowiec LPRWyprosiliśmy kulturalnie szczury z budynku z wielkiej płyty na warszawskich Bielanach, gdzie jest 120 mieszkań. Wyprowadziliśmy populację szczurów z piwnic 400-letniego klasztoru Dominikanów na ul. Freta. W zabytkowej willi obok działa Fundacja Sto Pociech, która prowadzi dzienną opiekę nad dziećmi. Okazało się, że były tam myszy, więc uszczelniliśmy także ten budynek. We Wrocławiu uszczelniliśmy bardzo duży budynek biurowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego przy samej Odrze oraz kilkudziesięcioletni budynek biurowo-usługowy, który EKOSTRAŻ dostała od miasta i w którym funkcjonuje obecnie azyl dla zwierząt. We wszystkich tych budynkach zgłaszano obecność gryzoni. Najpierw wykonaliśmy pracę detektywistyczną, która trwała zazwyczaj dwie, trzy godziny. Z latarką sprawdzaliśmy w piwnicach, ciemnych zakamarkach, gdzie są dziury, ślady zgryzień, odchody. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, z jakim gatunkiem mamy do czynienia. Po tym, jak wysypuje się miał ze ściany w piwnicy, dowiedzieliśmy się, z której strony gryzonie wchodzą, a z której wychodzą. Rozpoznawaliśmy ślady łapek, świetnie widoczne w piwnicy, gdzie kurz odkładał się na rurach i półkach. Dzięki temu poznaliśmy szlaki zwierząt. Gryzonie są bardzo przyzwyczajone do utartych ścieżek. Szczury zakładają nory do 25 metrów od źródła pożywienia. Na co dzień nie wędrują, tylko osiedlają się tam, gdzie mają źródło pożywienia. Jeśli je stracą, przeniosą się w poszukiwaniu innego. W jednym przypadku miały źródło pożywienia w zsypie ze śmieciami. W drugim regularnie przegryzały plastikową rurę, którą wypływały resztki z kuchni. W kolejnym przypadku ptaki codziennie dostawały do budki jedzenie. Obok był plastikowy kosz na odpady bio, w którym była wygryziona na dole, okrągła dziura. W każdym przypadku trzeba było odciąć im dostęp do pożywienia. Okazało się, że uszczelnienie tych przestrzeni i dziur było bardzo proste i tanie.Czy w takim razie na polskim rynku można by zaimplementować takie rozwiązanie na szerszą skalę? Mam na to ogromną nadzieję. Nie trzeba do tego eksperta ze Szkocji. Wystarczy wyposażyć się w trzy materiały z marketu budowlanego – piankę montażową, stalową siatkę o małych oczkach o szerokości do 0,6 cm i wełnę stalową. Mysz może przecisnąć się przez szczelinę większą niż 0,6 cm. Natomiast szczur jest w stanie przecisnąć się przez otwór wielkości dwuzłotówki. To są niebywale elastyczne, sprawne fizycznie zwierzęta. Dzięki temu przetrwały obok nas tyle lat. Akcję przeprowadziliśmy na przełomie maja i czerwca, ale całą wiedzą podzielimy się wkrótce na stronie kampanii JestemSzczurem.pl. Już teraz można tam pobrać dwa proste poradniki, stworzone razem z Humane Wildlife Solutions, jak zabezpieczyć swój dom przed gryzoniami oraz jak złapać nieproszonego gryzonia. Natomiast w połowie września udostępnimy wszystkie instruktaże z tej etycznej deratyzacji. Pokażemy w formie wideo, a także w formie przystępnego poradnika z infografikami i zdjęciami, jak etycznie zabezpieczyć dom, a wcześniej kulturalnie wyprosić z niego gryzonie. Pokażemy listę tanich i sprawdzonych produktów, jakie w tym celu warto zakupić. Na początku listopada zorganizujemy też webinar z właścicielem firmy Kevinem Newellem, żeby osoby zainteresowane mogły go dopytać o szczegóły. Kontenery aluminiowe zamiast plastikowych. „Tylko tyle i aż tyle”Metal jest materiałem odpornym dla gryzonia. Jeżeli mamy psy, koty czy zwierzęta gospodarskie, warto przenieść karmy, pasze do metalowych kontenerów z ciężką pokrywą. Szczurom należy też odciąć dostęp do śmieci. Tymczasem bardzo często kontenery na śmieci są otwarte, co jest jasnym zaproszeniem dla zwierząt. Dlatego bardzo zachęcamy do wymiany kontenerów z plastikowych na aluminiowe. Tylko tyle i aż tyle.Czytaj też: 130 szczurów w mieszkaniu. Patoinfluencerka chwaliła się „pupilami”Czy widzicie odzew społeczny na waszą kampanię? Czy dostaliście sygnały zwrotne, że taka akcja była potrzebna? Tak, akcja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Odezwały się setki osób, które mówiły, że nareszcie ktoś zwrócił uwagę na szczury, na problem trutek. Wiele osób mówiło, że skłoniliśmy ich do refleksji.Nie namawiamy, żeby szczury polubić. Mówimy o szacunku do każdej żywej istoty i o tym, że szczur też taką istotą jest. Odczuwa cierpienie, ból, radość, smutek, szczęście, co pokazujemy, bazując na wiedzy naukowej.Trutki przy otwartych śmietnikach. „To my ponosimy odpowiedzialność za śmierć”Chcemy wreszcie oddać szczurowi pewną podmiotowość. Nasza kampania ma nazwę JestemSzczurem.pl. Kreacje zaczynają się od słowa „Jestem” – „Jestem empatyczny”, „Jestem rodzinny”, „Jestem czyściochem”.Chcemy dokonać pewnej zmiany społecznej. W odbiorze społecznym szczur został przesunięty poza nawias pojmowania go jako zwierzęcia czującego. Tymczasem to takie samo zwierzę jak wiewiórka, jeż, kot czy pies. Musimy też wziąć za niego pewną odpowiedzialność. Jeżeli wykładamy trutkę pod śmietnikiem, gdzie cały czas rozrzucone są nasze śmieci, ponosimy odpowiedzialność za śmierć tego zwierzęcia. To my je zaprosiliśmy do źródła pożywienia. Nadal nie chcemy szczurów w domach, restauracjach, żłobkach, przedszkolach, miejscach silnie zurbanizowanych. Widzimy natomiast, że zasypywanie trutkami od kilkudziesięciu lat miast, śmietników, piwnic, parków, nie jest tak skuteczne, jak byśmy sobie tego życzyli. Dlatego poszukujemy innych rozwiązań, które będą bardziej skuteczne.Czytaj też: Półmetrowy szczur grasował w domu. Szkodniki pasą się na śmieciachDlaczego szczury pojawiają się w przestrzeni miejskiej?Prof. Stanisław Ignatowicz, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie: Gryzoń, jak każde zwierzę, potrzebuje do życia pokarmu, wody i kryjówki, a my w przestrzeni miejskiej dostarczamy im ciągłego dostępu do smacznego jedzenia, wody i bezpiecznych kryjówek. Aby ograniczyć liczbę gryzoni w miastach, musimy więc zmniejszyć im dostęp do tych źródeł. Od dawna wiadomo, że zabudowania o niskiej higienie są bardzo atrakcyjne dla gryzoni i dlatego ściągają szkodniki z całej okolicy. Jeśli pojedyncze szczury zasiedlą obiekt, wkrótce będzie ich w nim bardzo dużo, bo szczury są bardzo płodne. Jakie potencjalne choroby i zagrożenia dla mieszkańców niesie ze sobą obecność szczurów? Gryzonie, a w szczególności szczury, przenoszą ponad 50 groźnych chorób, np. gorączkę szczurzą, leptospirozę (chorobę Weila), salmonellozy, dżumę, włośnicę i inne. Przenoszą aż 17 typów wirusów i 20 typów bakterii. Najbardziej znaną chorobą roznoszoną przez szczury, a dokładniej przez ich pchły, jest dżuma. Pchła kąsając zakażone zwierzę zakaża się pałeczkami dżumy. Przy kolejnym posiłku pchła zwraca część bakterii do krwioobiegu szczura lub człowieka. W miejscach nakłuć pcheł pojawiają się drobne pęcherzyki, a węzły chłonne obrzmiewają. Z powiększonych węzłów chłonnych pałeczki dżumy mogą przedostać się do krwioobiegu, powodując śmiertelną posocznicę dżumową lub do płuc, wywołując dżumę płucną, która rozprzestrzenia się dalej wśród ludzi drogą zakażeń kropelkowych. Śmierć następuje po pięciu dniach od zakażenia.Myszy i szczury roznoszą też pałeczki Salmonella typhimurium i S. enteritidis, które wywołują najczęstsze zatrucia pokarmowe. Do zachorowania dochodzi, gdy ludzie i zwierzęta zjadają pokarm i piją wodę skażoną odchodami chorych ludzi lub zwierząt. Jeśli gryzonie występują w miejscach, w których obecna jest Salmonella (zanieczyszczone pomieszczenia inwentarskie, poddasze, kanały ściekowe, itp.), wtedy możliwość roznoszenia zarazków na ciele gryzoni lub w ich odchodach jest bardzo duża, dlatego myszy i szczury są uważane za szkodniki o znaczeniu sanitarnym. Szczury biorą udział w krążeniu włośnia krętego, groźnego pasożyta ludzi i zwierząt. Są rezerwuarem tego nicienia w środowisku człowieka. Szczury chętnie zjadają różne odpadki w ubojniach zwierząt, resztki niezjedzonej karmy i odpadki ze śmietników. Nie gardzą też padliną. Zjadają martwe lisy, jenoty, kuny, koty, psy, szczury i myszy. Zarażają się w ten sposób różnymi czynnikami chorobotwórczymi, w tym włośniem krętym. W populacji szczurzej jest około 36 proc. osobników zarażonych pasożytem. Zdarza się też, że słabego i chorego szczura lub jego odchody zjada świnia. Człowiek zaraża się zjadając surowe lub niedostatecznie ugotowane mięso wieprzowe. Ataki szczurów na ludzi. „Większość przypadków nie jest odnotowywana”Gryzonie, a w szczególności szczury, atakują i gryzą ludzi, zwierzęta domowe i hodowlane. Ataki ludzi zdarzają się w tych obiektach, w których szczury i ludzie żyją w bliskiej obecności. Trudno jest podać dokładną statystykę tych zdarzeń, ponieważ większość przypadków ugryzień nie jest oficjalnie odnotowywana.Czy liczba szczurów w miastach wzrasta, czy utrzymuje się na tym samym poziomie? Czy grozi nam inwazja tych zwierząt?Miasta stwarzają dla szczurów dogodne warunki do życia. W miastach z łatwością znajdują pokarm, mają dobre kryjówki i jednocześnie brak wrogów naturalnych, takich jak ptaki szponiaste czy lisy. Mają też nieograniczony dostęp do wody. Z powodu ocieplenia klimatu, m.in. łagodnych zim, szczury szybko się rozmnażają. Mają od jednego do dwóch pokoleń więcej niż 30-40 lat temu, kiedy zimy były naprawdę mroźne.Czytaj też: Zatrucie trutką na szczury. „Dzieci trafiły do szpitala”Czy szczury zmieniają swoje zachowania w związku z życiem wśród ludzi? Jak życie w mieście wpływa na zwyczaje tych gryzoni?Z obserwacji wynika, że szczury przystosowują się do każdego pożywienia oraz do miejsc jego wyłożenia. Jedzą różnorodne resztki pokarmowe ludzi, zwierząt domowych i inwentarskich. W polu żywią się soczystymi roślinami, zjadając ich podziemne i nadziemne części. Powodują wtedy znaczne szkody w uprawach, szczególnie w inspektach, szklarniach, sadach i szkółkach. Nie gardzą też mięczakami, rakami, rybami, żabami, pisklętami, jajami, drobnymi ssakami oraz padliną. Szczur je wszystko, co mu smakuje, a smakuje mu wszystko. Nie gromadzi zapasów, a pożywienie wyszukuje w pobliżu nory. Należy więc zadbać o to, aby szczury nie miały łatwego dostępu do pokarmu.Jak możemy walczyć z obecnością szczurów w miastach? Co mogą zrobić zwykli mieszkańcy, a jakie działania powinny przeprowadzać władze miasta, samorządy?Nie powinniśmy dokarmiać zwierząt w pobliżu domów, gdyż niezjedzona karma wabi szczury, a nawet lisy i dziki. Resztki czy odpadki kuchenne przetrzymujmy w szczelnie zamkniętych pojemnikach, które powinny być opróżniane często i systematycznie.Nie wrzucajmy resztek pożywienia do zlewu ani do muszli klozetowej, gdyż trafią one w końcu do kanałów, w których żyją szczury. Im więcej będą mieć pożywienia, tym będzie ich więcej. W kanałach mogą się tak licznie rozmnożyć, że opuszczając je rurami kanalizacyjnymi mogą przedostać się przez muszlę klozetową do mieszkań, nawet na IV piętrze budynku.Szczury potrzebują do życia znacznej ilości wody, w przeciwieństwie np. do myszy, która zadowala się wodą zawartą w zjadanych produktach. Dlatego w budynkach należy zreperować wszystkie uszkodzenia w urządzeniach wodociągowych, aby usunąć przecieki. Okolice budynków inwentarskich powinny być drenowane, aby ograniczyć miejsca ze stojącą wodą, np. kałuże.Zadbajmy o szczelność budynków. W prymitywnych i prostych zabudowaniach, w których drewniane ściany i podłogi mają dużo szczelin, trudniej jest uchronić przechowywane produkty przed gryzoniami niż tam, gdzie obiekt jest szczelny i łatwy do czyszczenia. Okna powinny być oszklone i szczelnie zamykające się. Okna, które są otwierane, zabezpieczajmy siatką o małych otworach. Gdy okna są otwarte, nie pozwala to na przenikanie do wnętrza nie tylko szkodliwych owadów, ale także gryzoni.Władze miast i samorządy powinny nadal, jak do tej pory, kierować akcjami deratyzacyjnymi. Najczęściej podejmowane są jednak tylko dwie lub trzy takie akcje w ciągu roku. Ich liczbę należy wyznaczać w zależności od wyników profesjonalnego monitoringu i oceny ryzyka występowania gryzoni. Należy zlecić całoroczną usługę doświadczonej firmie deratyzacyjnej – zakładowi dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji. Czytaj też: Szczury, insekty, ryzyko pożaru. Patologiczny zbieracz zagraża kamienicyCzy powinniśmy czerpać przykład z rozwiązań wprowadzanych w innych miastach na świecie? Jeśli tak, to jakich?Kilka lat temu ogłoszono, że w wyniku szeroko zakrojonych działań Budapeszt jest wolny od szczurów. Czy rzeczywiście tak jest? Nie. W Nowym Jorku zatrudniono najlepszych specjalistów od gryzoni – rodentologów i dobre firmy deratyzacyjne. Mimo to szczury nadal tam szaleją. Wykładana jest dobra trutka na gryzonie. Natomiast mieszkańcy nadal wypełniają odpadami żywnościowymi kosze na śmieci, do których gryzonie mają łatwy dostęp. Oba te rozwiązania nie odniosły sukcesu, bo nie ma należytej współpracy między mieszkańcami i specjalistami od zwalczania gryzoni.Pewien filozof powiedział „Gdyby szczury miały 20 kg więcej, to człowiek nie byłby panem świata”. „W pułapce klejowej gryzoń bardzo cierpi”Czy są jakieś pozytywne aspekty obecności tych zwierząt? Czy powinny być prowadzone kampanie promujące humanitarne podejście do gryzoni?Moja odpowiedź na te dwa pytania brzmi: NIE. Jeśli chodzi o humanitarne podejście zwalczania gryzoni to zalecam, aby pułapki klejowe ograniczyć do trudnych sytuacji deratyzacyjnych. Nie powinno się stosować ich w każdej sytuacji. Można to zrobić np. wtedy, jeśli szczur dostanie się na pokład samolotu i jest potrzeba jego natychmiastowego złapania i uśmiercenia. W pułapce klejowej gryzoń bardzo cierpi, zanim umrze.Jak zmieniło się na przestrzeni lat podejście mieszkańców do obecności szczurów w najbliższym otoczeniu?Otrzymuję wiadomości, że coraz więcej osób darzy szczury sympatią. Wyraźnie podkreślam, że jeśli szczur jest zwierzątkiem domowym, jest on wtedy wierniejszym przyjacielem niż pies czy kot. Jego uczuciowy i uczciwy związek z człowiekiem jest wspaniały i niesamowity. Szkoda, że żyje tylko dwa lata! Coraz więcej osób darzy szczury sympatią. Raz zdarzyło się, że pracownicy ochrony zakładu produkującego żywność karmili szczury przychodzące do nich nocą w odwiedziny.Czytaj też: Trutka na szczury w jedzeniu dla niemowląt