Pierwsze zdarzenie skończyło się śmiercią. Na Podlasiu mężczyzna, manewrując autem na podwórku, potrącił 4-letniego syna. W podobnych okolicznościach, trzy lata wcześniej, był on sprawcą identycznego wypadku. Wówczas dziecko zginęło. Policja zatrzymała sprawcę. Do ostatniego zdarzenia doszło w Boćkach na Podlasiu. W niedzielny poranek (16 sierpnia) 47-letni mężczyzna potrącił swojego czteroletniego syna. Wypadek miał miejsce na podwórku prywatnej posesji. Sprawca od razu podjął interwencję – incydent zgłosił służbom, a chłopiec został zabrany do szpitala śmigłowcem LPR.Po badaniach okazało się, że dziecko doznało tylko lekkich obrażeń i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Po kilkudniowej hospitalizacji ma wrócić do domu. Choć do tragedii nie doszło, to śledczy postanowili zatrzymać sprawcę.Ich niepokój wywołało zestawienie pewnych zdarzeń z udziałem 47-letniego mężczyzny. Śledczy skojarzyli, że kierowca trzy lata wcześniej, w podobnych okolicznościach przejechał swoje 10-miesięczne dziecko. Chłopiec doznał jednak wówczas doznał tak poważnych obrażeń, że zmarł.Po śmiertelnym wypadku, była symboliczna karaSprawca nie poniósł prawie w ogóle kary. Jak informuje serwis bialystok.eska.pl, został on skazany na symboliczną karę. Sąd uznał wtedy, że najdotkliwszą karą dla ojca jest sama śmierć dziecka. Początkowo skazano go na osiem miesięcy za kratami, jednak sąd apelacyjny złagodził ten wyrok do zaledwie dwóch tysięcy złotych grzywny.Czytaj także: Dziecko potrącone na wycieczce szkolnej. 12-latek zmarł w szpitaluTym razem wyrok może być znacznie surowszy. 47-latek nie ukrywał swojej winy i usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Kodeks karny przewiduje za ten czyn karę do 5 lat pozbawienia wolności.