„Widziałam martwe ciała”. Pani Beata przeżyła tragiczny wypadek autokaru na Węgrzech. Kobieta, która doznała m.in. pęknięcia kości policzkowej, po przewróceniu pojazdu wydostała się spod wraku. Następnie wróciła pod autokar, aby odnaleźć swoją ciocię. Odnalazła ją zakleszczoną pod siedzeniem i wraz z inną osobą próbowała ją wydostać. – Przeżyłam cudem – mówi. Pani Beata relacjonuje, że w chwili wypadku nie spała. Miała zamknięte oczy, gdy usłyszała gwałtowne hamowanie. Wtedy złapała się uchwytu przy siedzeniu.– Chyba to mi uratowało życie. Tej ręki jeszcze nie mogę wyprostować – mówi.Kobieta znalazła się pod pojazdem. Była przytomna i zdołała się wydostać.Wróciła po ciocięZaczęła szukać cioci, która siedziała obok niej.– Wyczołgałam się, szukałam mojej cioci. Nigdzie jej nie znalazłam, wróciłam pod autokar – opowiada.W końcu odnalazła ją zakleszczoną pod siedzeniem. Sprawdziła, czy kobieta żyje, a następnie próbowała ją wyciągnąć.– Zaczęłam ją klepać po buzi, pytać, czy żyje. Mówiła, że żyje. Próbowałam ją wyciągnąć. Wyciągnęłam ją tak do połowy autokaru, bo więcej nie dałam rady. Ktoś mi pomógł – zaznacza.Jej ciocia miała poważne obrażenia.– Strasznie płakała, miała coś zrobione z biodrami, z kręgosłupem – relacjonuje pani Beata.Kobieta podłożyła pod ranną element siedzenia, który wypadł przez okno, i razem z innymi czekała na ratowników.Pani Beata poinformowała, że bliska jej osoba zmarła w drodze do szpitala. „Było słychać krzyki, płacz”Pierwsze chwile po wypadku pamięta jako czas chaosu i ciemności. Z wnętrza autokaru dochodziły krzyki i wołania o pomoc.– Było słychać krzyki, płacz, wołanie o pomoc. Było ciemno, nic nie było widać – mówi.Podczas poszukiwania plecaka, w którym chciała znaleźć telefon, zobaczyła także ofiary śmiertelne.– Widziałam martwe ciała – dodaje.Trudna komunikacja w szpitaluPo przewiezieniu do szpitala problemem okazała się komunikacja z personelem. Jak relacjonuje pani Beata, pracownicy placówki posługiwali się językiem węgierskim.– W szpitalu najgorsza sprawa to dogadanie się. Tutaj wszyscy tylko po węgiersku i był straszny problem – mówi.Kobieta próbowała wskazać personelowi możliwość korzystania z translatora. Sytuację dodatkowo utrudniał rozładowany telefon.Pomoc zaoferował jej jeden z Węgrów.– Pojechał do domu, przywiózł mi swoją ładowarkę, wodę, jedzenie – opowiada.Pasażerowie poznali się na pielgrzymcePani Beata wspomina również okoliczności, w jakich poznała pozostałych uczestników wyjazdu. Na pielgrzymkę pojechała razem z ciocią. Pozostałych uczestników poznała dopiero podczas wspólnej podróży.– Poznaliśmy się wszyscy na pielgrzymce. Ja nikogo nie znałam oprócz cioci. Wsiadłyśmy we dwie w Miejscu Piastowym. Poznaliśmy się, siedzieliśmy z tyłu i zaprzyjaźniliśmy się tak w kilkanaście osób – relacjonuje.Uczestnicy spędzali razem czas podczas pielgrzymki, a następnie wspólnie wracali do domu.– Wracaliśmy do domu szczęśliwi – dodała.Czytaj także: Ranni Polacy w węgierskich szpitalach. 10 osób w poważnym stanieDwanaście osób zginęło, a co najmniej 10 odniosło obrażenia w katastrofie polskiego autokaru na Węgrzech. Do zdarzenia doszło w niedzielę 16 sierpnia. Wśród ofiar są osoby z Podkarpacia, które wracały z pielgrzymki do Medjugorje w Bośni i Hercegowinie.