„Rozmowy (nie)wygodne”. Malarz zwierząt, który szczególną miłością darzy konie. Zilustrował ponad 200 książek i – jak sam podkreśla – to właśnie on wprowadził do nich malarstwo. W tym roku skończył 96 lat, ale wciąż tworzy i ma jeszcze wiele pomysłów. O miłości do zwierząt i tym, co inspiruje go w pracy, Józef Wilkoń opowiedział Mariuszowi Szczygłowi w programie „Rozmowy (nie)wygodne”. Józef Wilkoń to ilustrator książek, malarz i rzeźbiarz. W swojej twórczości szczególne miejsce poświęca zwierzętom, zwłaszcza koniom. Mariusz Szczygieł zapytał wyjątkowego gościa, czy są rzeczy, których chciałby jeszcze koniecznie doświadczyć.– Dużo rzeczy. Przypomnę, że jestem 96-latkiem, że mam taki już trochę osobliwy punkt widzenia, bo powiedzmy, nie mam rówieśników w zapleczu, na których mogę się powołać. Jestem takim trochę samotnikiem. To mi daje dużo do myślenia. No i chcę wykorzystać ten czas, który mi został – na razie mi się nie spieszy na tamten świat. Jeszcze maluję i rysuję. Nie uronię kropli, nalewając do kieliszka, ręce mi nie drżą, głowa się jakoś zachowuje i mam jeszcze dużo pomysłów. Więc jeżeli będę miał przed sobą jeszcze trochę czasu, to chciałbym jeszcze to, co mi chodzi po głowie, zrobić – powiedział Wilkoń.Prowadzący program zwrócił uwagę, że jego gość zasłynął wspaniałymi rysunkami zwierząt. – Mówią o mnie, że Wilkoń to malarz zwierząt, to jest w dużej mierze prawda, szczera prawda, ale jednocześnie, na miły Bóg, malowałem chętnie i to do dziś zwierzęta, ale mam za sobą „Don Kichota”, „Pana Tadeusza”, a to już ludzie – podkreślił artysta.– Oczywiście ma każdy rację, kto lubi zwierzęta, kto się tym interesuje, to Wilkoń może być cytowany „ten od zwierząt”, „ten, co maluje zwierzęta” – przyznał Wilkoń. Zaznaczył, że najbardziej kocha konie. – Nigdy mi się nie nudzą. Jest w nich jakaś szczególna uroda, same konie wiedzą, że są wspaniałe, ładne i umieją to demonstrować – dodał.Czytaj także: Życie poświęcone aktorstwu. „Nie byłam kochana przez reżyserów”