Tu tenis nie lubi ciszy. Są takie turnieje tenisowe, które kibice oglądają dla samego tenisa. I jest US Open, który podziwiany jest także dla całej otoczki. Nowy Jork, światła, pełne trybuny, samoloty przelatujące nad kompleksem, mecze kończące się późnym wieczorem, a czasem i w środku nocy. Do tego największe nazwiska światowego touru, presja Wielkiego Szlema i atmosfera, której trudno szukać gdzie indziej. Ostatni wielkoszlemowy turniej sezonu tradycyjnie przychodzi wtedy, gdy tenisowy rok zdążył już zmęczyć zawodników i kibiców. Mimo to – a może właśnie dlatego – w skąpanym słońcem Nowym Jorku wszystko potrafi nagle przyspieszyć.Ktoś, kto przez kilka miesięcy grał przeciętnie, może złapać wiatr w żagle. Faworyt może odpaść po dwóch godzinach. Młody zawodnik z kolei rozegra turniej życia. Wisienką na torcie pozostają jednak nocne sesje na Arthur Ashe Stadium, które potrafią zamienić zwykły mecz w wydarzenie, o którym mówi się jeszcze następnego dnia.Właśnie dlatego US Open trudno traktować jako „jeszcze jeden” turniej. W rzeczywistości jest to finałowy akt tenisowego Wielkiego Szlema.Od trawy w Newport do hałasu Nowego JorkuHistoria US Open zaczęła się w 1881 roku, kiedy rozegrano pierwsze mistrzostwa Stanów Zjednoczonych. Turniej miał wtedy niewiele wspólnego z tym, co dzisiaj widzą kibice tenisa – giganta z Flushing Meadows. Przez lata grano na trawie, w Newport na Rhode Island, a rywalizacja była początkowo przeznaczona dla mężczyzn reprezentujących amerykańskie kluby.Pierwszym mistrzem został Richard Sears. I nie był to przypadkowy jednorazowy triumf – Amerykanin wygrał siedem pierwszych edycji z rzędu.Kobiety z kolei dołączyły do rywalizacji 6 lat później.Przez kolejne dekady turniej zmieniał miejsca, nawierzchnie i charakter. Były: Newport, Filadelfia i Forest Hills. Była trawa, zielona mączka, a później przyszły dobrze znane wszystkim twarde korty.W 1978 roku US Open przeniósł się do kompleksu Flushing Meadows, gdzie gości do dziś. To właśnie wtedy rozpoczęła się nowoczesna historia nowojorskiego Szlema. Dziś trudno wyobrazić sobie US Open w innym miejscu. Nowy Jork stał się częścią turnieju.US Open, czyli Wielki Szlem z własnym charakteremKażdy z czterech turniejów wielkoszlemowych ma swój charakter. Rozgrywany w Melbourne Australian Open jest wakacyjny, paryski Roland Garros romantyczny, z kolei londyński Wimbledon emanuje elegancją ze względu na swoje ceremonialne zasady.A Nowy Jork? On chce być głośny.Centralny Arthur Ashe Stadium mieści blisko 24 tysiące widzów i jest największym stadionem tenisowym świata. Wyposażono go także w rozsuwany dach, dzięki któremu pogoda nie musi dyktować warunków najważniejszym spotkaniom.Na trybunach nie ma tej powściągliwości, którą kojarzymy z Wimbledonem. Kibice reagują na wywalczone punkty, zawodnicy dostają ogromne wsparcie, a atmosfera potrafi przypominać bardziej wielkie widowisko niż klasyczny tenisowy spektakl. Potem przychodzi noc – i właśnie wtedy US Open pokazuje swoje najbardziej charakterystyczne oblicze. Nowy Jork po zmroku nie zwalnia tempa. Nocne sesje są jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów turnieju.Co ciekawe, mecz rozpoczynający się o 19:00 czasu lokalnego może być dopiero początkiem wieczoru. Światła rozświetlają kort, trybuny wciąż tętnią życiem, a atmosfera z każdą kolejną godziną potrafi robić się coraz bardziej intensywna. Jeśli na dodatek trafi się pięciosetowy thriller, ostatnia piłka może zostać rozegrana długo po północy.I właśnie na tym polega wyjątkowość US Open. To turniej, który nie kończy się wraz z zachodem słońca. Wręcz przeciwnie – kiedy nad Nowym Jorkiem zapada noc, tenis potrafi dopiero nabierać tempa. Tu tenis lubi tworzyć historięUS Open przez lata był miejscem nie tylko wielkich zwycięstw, ale też zmian, które wpływały na cały tenis.W 1973 roku jako pierwszy turniej Wielkiego Szlema wprowadził równe nagrody finansowe dla kobiet i mężczyzn. Był to przełomowy moment w historii dyscypliny, w dużej mierze związany z działalnością amerykańskiej tenisistki Billie Jean King.Nowojorski turniej regularnie dostarczał też historii, które mogłyby posłużyć za gotowy scenariusz filmowy.W 2010 roku Rafael Nadal zdobył w Nowym Jorku swój pierwszy tytuł, kompletując tym samym Karierowego Wielkiego Szlema.Rok później US Open było świadkiem innego niezwykłego wydarzenia. Kim Clijsters, która wróciła do zawodowego tenisa po urodzeniu córki, od razu sięgnęła po tytuł.Z kolei w 2015 roku Serena Williams była o jeden mecz od skompletowania kalendarzowego Wielkiego Szlema. Jej marzenia zakończyła jednak Roberta Vinci, sprawiając jedną z największych niespodzianek w historii turnieju.W 2021 roku natomiast swoją bajkę napisała Emma Raducanu. Jako kwalifikantka przeszła przez cały turniej bez straty seta i została mistrzynią.Nie zabrakło również rekordów. Wśród mężczyzn US Open po pięć razy wygrywali Jimmy Connors, Pete Sampras i Roger Federer. Szwajcar dokonał tego w dodatku pięć razy z rzędu – w latach 2004-2008. W turnieju kobiet po sześć tytułów zdobyły Chris Evert i Serena Williams.US Open to więc znacznie więcej niż kolejny turniej w kalendarzu. To miejsce, w którym wielkie nazwiska, przełomowe momenty i nieprawdopodobne historie od lat tworzą historię tenisa.Są rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut okaNowojorski Szlem to nie tylko wielkie nazwiska i trofea. To także miejsce, w którym sam turniej potrafi stać się częścią widowiska.Flushing Meadows znajduje się w Queens, niedaleko lotniska LaGuardia. Samoloty regularnie przelatują więc nad kortami, a tenisiści potrafią rozgrywać najważniejsze punkty przy dźwięku silników unoszących się nad stadionem. To jeden z tych szczegółów, które sprawiają, że Nowy Jork jest tak inny od pozostałych turniejów Wielkiego Szlema.Do tego dochodzi ogromna skala całego przedsięwzięcia. Na dwa tygodnie kompleks zamienia się w prawdziwe tenisowe miasto. Na dziesiątkach kortów jednocześnie rozgrywane są mecze i odbywają się treningi, za to poza kortami na kibiców czekają koncerty, wydarzenia i atrakcje, które tworzą atmosferę wielkiego festiwalu.I właśnie to jest typowy US Open.W Nowym Jorku wszystko wydaje się trochę „bardziej”. Stadion jest większy. Tłum jest głośniejszy. Emocje są intensywniejsze. A presja – jeszcze większa.Bo tutaj tenis nie chce być tylko sportem. Chce być widowiskiem.Co czeka nas podczas tegorocznej edycji?US Open 2026 odbędzie się w dniach 30 sierpnia-13 września w USTA Billie Jean King National Tennis Center w Nowym Jorku.Relacje tekstowe z najważniejszych meczów turnieju będzie można śledzić na portalu TVP.Info.Czytaj także: Od Jędrzejowskiej do Świątek. Największe sukcesy Polaków na WimbledonieTrudno o lepszy moment, aby zakończyć sezon wielkoszlemowy. W Nowym Jorku jak zwykle nie zabraknie największych nazwisk światowego tenisa. Układ sił przed turniejem wygląda jednak nieco inaczej wśród mężczyzn i kobiet.Włoch Jannik Sinner oficjalnie wycofał się z rozgrywek przez kontuzję kolana. Z kolei Carlos Alcaraz wraca po kilkumiesięcznej przerwie i będzie bronił wywalczonego przed rokiem tytułu. W rozmowie z portalem TVP.Info były tenisista Wojciech Fibak ocenił szanse Hiszpana na końcowy triumf w US Open.O 25. tytuł wielkoszlemowy w swojej karierze powalczy Novak Djokovic. Serb, który wciąż marzy o kolejnym wielkim triumfie, ostatnie zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym odniósł właśnie na nowojorskich kortach. W 2023 roku sięgnął po tytuł, pokonując w finale Daniiła Miedwiediewa.Swoich szans będzie szukał również Alexander Zverev. Niemiec ma za sobą przegrany finał Wimbledonu, co z pewnością pozostawiło niedosyt i dodatkową motywację do walki o kolejny wielki tytuł. Nowojorski turniej może być dla niego okazją do zrehabilitowania się i pokazania, że zawodnik jest gotowy rywalizować o najwyższe cele.Nie bez znaczenia pozostaje również atut gospodarzy. Amerykańscy tenisiści doskonale znają specyfikę nowojorskich kortów i mogą liczyć na wsparcie miejscowej publiczności. Jak zauważa Wojciech Fibak, to właśnie taka nawierzchnia szczególnie odpowiada reprezentantom Stanów Zjednoczonych. Szybkie warunki i charakterystyczna gra na twardym korcie pozwalają im wykorzystać swoje największe atuty, dlatego również w tegorocznej edycji mogą odegrać ważną rolę.A Polacy?US Open to turniej, który dotychczas nie był szczególnie szczęśliwy dla Huberta Hurkacza. Polak ani razu nie zdołał awansować w Nowym Jorku dalej niż do drugiej rundy. Znacznie lepiej z niespodziankami radzi sobie Kamil Majchrzak, który niejednokrotnie pokazywał, że potrafi pokonać wyżej notowanych od siebie rywali.Walka bez jednej faworytki W kobiecej rywalizacji trudno wskazać jedną zdecydowaną faworytkę, ponieważ trzy pierwsze turnieje wielkoszlemowe sezonu wygrały trzy różne zawodniczki.Jedną z głównych kandydatek pozostaje Aryna Sabalenka. Białorusinka doskonale czuje się na amerykańskich kortach, jest niezwykle agresywna i potrafi w kilka gemów przejąć całe spotkanie. Jeśli złapie odpowiedni rytm serwisowy i ograniczy liczbę niewymuszonych błędów, będzie jedną z tych zawodniczek, które naprawdę trudno zatrzymać.Obok niej wymieniać należy również mistrzynię Australian Open Elenę Rybakinę. Kazachszka dysponuje bowiem potężnym serwisem i „płaską” piłką. Jej atuty stwarzają świetne warunki do gry na „hardzie”.W gronie zawodniczek walczących o tytuł znajdą się także Coco Gauff, Jessica Pegula i Mirra Andriejewa. Swoich szans będzie szukać również Iga Świątek, która w 2022 roku wygrała US Open i ponownie spróbuje sięgnąć tam po tytuł.Rusza tenisowa zabawaWielki Szlem to moment sezonu, w którym ranking mówi co prawda dużo, ale nigdy nie mówi wszystkiego.Można analizować formę, statystyki, nawierzchnię czy bilans bezpośrednich spotkań. A potem przychodzi pierwszy poniedziałek US Open i zawodnik z drugiej setki rankingu pokonuje rozstawioną gwiazdę.I właśnie za takie historie kibice kochają nowojorskie korty. Przez dwa tygodnie wszystko może się wydarzyć. Faworyci odpadają, nieoczekiwani bohaterowie idą coraz dalej, a jeden mecz potrafi odmienić cały turniej.US Open to ostatni Wielki Szlem sezonu i wielki finał tenisowego lata.A gdy na Arthur Ashe Stadium zostaje już tylko dwóch zawodników, zaczyna się walka nie tylko o trofeum, ale o ostatni wielki akcent całego sezonu.Czytaj także: Maja Chwalińska doceniona przez resort sportu