„Most vagy soha!”. Peter Magyar triumfuje i domyka proces przejmowania władzy. Przed nim jednak długa droga do przywrócenia Węgier na właściwe tory. Na ten moment premier cieszy się rekordowym poparciem, ale wyzwania, które przed nim stoją i wymagania, które stawia mu społeczeństwo, są ogromne. Przed wyborami na Węgrzech nikt nie był w stanie przewidzieć, jak się potoczą. Największe obawy budziło to, jak może zachować się Viktor Orban. Władza deprawuje, a szesnaście lat jej sprawowania deprawuje po wielokroć. Na moment przed wyborami rozmawiałem w podcaście TVP.Info „PortalCast” z ekspertką Visegrad Insight Magdaleną Jakubowską.– Jest duża szansa, że jeśli Viktor Orban będzie miał przegraną pozycję, to będzie poważnie kontestował wynik wyborów – mówiła moja rozmówczyni, dodając, że Orban „najpewniej nie będzie chciał uznać tych wyników i wyprowadzić się ze swojego biura”.Wskazała również, że mało prawdopodobne jest, by Orban wprowadził stan wyjątkowy i odwołał wybory. – Ale nie będzie chciał oddać władzy. To może nie być pokojowe przekazanie władzy – podkreśliła.Na szczęście jej przypuszczenia się nie sprawdziły.Polecieliśmy do Budapesztu w sobotę 11 kwietnia. Całe miasto było oblepione plakatami i usłane bilbordami z Viktorem Orbanem na tle węgierskiej flagi, dumnie spoglądającym przed siebie. Były też plakaty przypominające listy gończe, przedstawiające Petera Magyara i Wołodymyra Zełenskiego. Rana Trianon nigdy się nie zagoiłaProsto z dworca wyruszyliśmy do pierwszej stolicy kraju i nekropolii kilkunastu węgierskich monarchów – Szekesfehervaru. To niewielkie miasto przypomina, czym Węgry były w swoich najlepszych czasach. Węgier nie da się zrozumieć bez odniesienia do trudnej historii tego narodu i tęsknot za dawną potęgą. Viktor Orban potrafił te uczucia zagospodarować i wykorzystać w bieżącej polityce. Dlatego pojawiał się w szalikach z mapą „Wielkich Węgier”, subtelnie podważając postanowienia znienawidzonego traktatu. Orban miał być jak mityczny turul – niezłomny ptak, który przyprowadził Madziarów do Panonii. 4 czerwca 1920 roku to niegojąca się rana węgierskiej duszy. Rozmawiając w różnych miejscach z węgierskimi dziennikarzami, nader często słyszałem o „wielkiej niesprawiedliwości” w tym kontekście.Na mocy traktatu Węgry utraciły dwie trzecie terytorium i ponad 60 proc. ludności, stając się krajem bez dostępu do morza. „Nowe pokolenie Węgrów żyje mitem Trianon kultywowanym na wszelkich poziomach” – pisze na łamach książki „Węgry na nowo” Dominik Hejj. „Zmusili nas do życia między niemożliwymi do obrony granicami, pozbawili nas naturalnego skarbu, oddzielili od naszych zasobów i skazali na śmierć w naszym kraju. Nigdy nie zapomnimy, że to zrobili. Na skutek narzuconego traktatu Węgrom zabrano dwie trzecie terytorium i 63 proc. populacji […]. Jeden na trzech Węgrów znalazł się poza granicami kraju. To było jak wyrok śmierci” – powiedział w 2020 roku Viktor Orban. Mit Trianon jest jedną z podstaw polityki węgierskich partii prawicowych. Z Szekesfehervaru ruszyliśmy nad „węgierskie morze”, czyli jezioro Balaton. Odwiedziliśmy największy kurort – Siofok. Balaton MeszarosaBalaton stał się symbolem nie tylko wakacyjnej sielanki, ale także… oligarchów związanych z Orbanem. Szczególne miejsce w poczcie węgierskich oligarchów zajmuje Lorinc Meszaros, który z wójta stał się najbogatszym Węgrem. Wszystko za sprawą przyjaźni z byłym premierem i państwowym oraz unijnym dotacjom. Meszaros był nazywany „portfelem Orbana”. To za sprawą oligarchów takich jak on, Orban podporządkował sobie niemal wszystkie media, z których mógł bez żadnego skrępowania sączyć prorządową propagandę. Gergely Gergelya poznałem w trakcie posiedzenia Parlamentu Europejskiego w Strasbourgu krótko po wyborach na Węgrzech zanim nastąpiło zaprzysiężenie nowego rządu. Jest dziennikarzem jednego z nielicznych portali, które zdołały uciec spod miotły Orbana i jego oligarchów. Portal Telex przetrwał tylko dzięki hojności czytelników. W przeciwnym razie musiałby podzielić los innych mediów na Węgrzech. W naszej rozmowie zaskoczyła mnie duża nieufność, z jaką mój kolega mówił o nowym premierze. – My go jeszcze tak naprawdę nie znamy i nie wiemy, czego się po nim spodziewać – podkreślał. Gdy zapytałem, czy chciałby po zmianach dołączyć do zespołu odbudowującego media publiczne na Węgrzech, kategorycznie zaprzeczył. – Najpierw muszę zobaczyć, jak Magyar i jego ekipa będą zachowywać się przy tak potężnym mandacie, jaki otrzymali – powiedział.Gdy po kilku tygodniach, rozmawialiśmy o wizycie Magyara w Polsce był zdecydowanie bardziej optymistyczny. A kilka dni temu, gdy pytałem go o nowego prezydenta, wydawał się wręcz zachwycony. Pozostał jednak w swojej dotychczasowej redakcji. Najwyraźniej Magyar jeszcze go do końca nie przekonał. Dwa brzegi Dunaju Wróćmy jednak ze Strasbourga do Budapesztu, do którego powróciliśmy po podróży nad Balaton. W niedzielę mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie miasta i rozmowy z ludźmi. Przekonaliśmy się, że legendarna sympatia, którą Węgrzy darzą Polaków, wcale nie jest legendą tylko rzeczywistym nastawieniem węgierskiego społeczeństwa wobec nas. Około godziny 16 udaliśmy się nad Dunaj po stronie Budy. W tym miejscu miał się za chwilę odbyć wiec Tiszy. Na drugim brzegu tuż przy monumentalnym parlamencie zbierali się zwolennicy i politycy Fideszu.To wydawało nam się wręcz symboliczne – naród na dwóch różnych brzegach, podzielony i spolaryzowany jak nigdy. I widać było nadzieję – zwłaszcza po naszej stronie rzeki – że nowy premier zdoła zbudować most, który te dwa brzegi połączy. „Most vagy soha!” (Teraz albo nigdy), „Árad a Tisza!” (Cisa wezbrała!) – takie okrzyki dopingujące coraz mocniej partię Petera Magyara wzmagały się z każdą godziną oczekiwania.Młodzi Węgrzy – bo takich głównie spotkaliśmy nad Dunajem – wykazywali się ogromną znajomością polskiej polityki i byli żywo zainteresowani naszym krajem. – Wiesz, że ja nawet nie pamiętam innego premiera niż Viktor Orban? – mówiła jedna z dziewczyn, z którą rozmawiałem. Gdy Orban przejmował władzę, miała cztery lata. Inna, słuchając jak nagrywam rolkę, podeszła do mnie i uczyła mnie (nie wiem z jakim skutkiem) prawidłowej wymowy nazwiska lidera Tiszy, które powinno się wymawiać w przybliżeniu jako „Modzior”. Gdy zaczęły spływać pierwsze wyniki, które wskazywały na zwycięstwo opozycji, tłum niemal dosłownie oszalał. Ludzie podchodzili do nas i nas przytulali. Młodzi wskakiwali na dachy kiosków i niskich budynków i machali węgierskimi flagami.Do późnych godzin na bulwary nad Dunajem schodzili się mieszkańcy z całego Budapesztu, w metrze przybijali piątki, kierowcy trąbili klaksonami samochodów. Iście rewolucyjny krajobraz. Od jednej z obecnych na zwycięskim wiecu Tiszy dziewczyn dostałem węgierską flagę. – Ale ja nie jestem Węgrem – powiedziałem. – Dziś wszyscy są Węgrami – odpowiedziała z rozbrajającym uśmiechem.Rewolucja MagyaraPo przejęciu władzy Magyar nie ociągał się z działaniami.Zagraniczne podróże, odzyskanie środków z KPO i próby uzyskania pieniędzy z programu SAFE, skrócenie kadencji parlamentarzystów, uniemożliwienie Orbanowi ponownego zostania szefem rządu, próby odzyskania środków publicznych, które były wydawane w nieprawidłowy sposób, zmiany w mediach publicznych, zaprzestanie blokowania wsparcia dla Ukrainy, odsunięcie od władzy wybranego przez Fidesz prezydenta Tomasa Sulyoka i powołanie nowego prezydenta Andrasa Baki.To tylko niektóre z rzeczy, których Magyar dokonał w ciągu zaledwie trzech miesięcy swoich rządów. Przy zaciekłej krytyce węgierskiej, a także polskiej opozycji (która nazywa go „węgierskim Tuskiem”) utrzymuje rekordowe poparcie. Według sondaży z lipca popiera go ponad 70 proc. rodaków. Ostatni bastion Orbana upadłChciałbym zatrzymać się jeszcze na chwilę przy kwestii prezydenta Węgier. Ktokolwiek by nim nie był, nie ma silnej pozycji ustrojowej. Tomas Sulyok nigdy nie zostałby prezydentem, gdyby nie dymisja Kataliny Novak, która ustąpiła ze stanowiska po tym jak ujawniono, że ułaskawiła pedofila. Fidesz wybrał więc Sulyoka właściwie w końcowej fazie swoich rządów. Magyar jeszcze przed wyborami deklarował, że pozbędzie się wszystkich „marionetek” Orbana – zwłaszcza głowy państwa.Po wygranej apelował do prezydenta o to, by ten ustąpił ze stanowiska. Prośby i apele niewiele dały, więc Sulyoka przed końcem jego kadencji odwołała większość parlamentarna, co spotkało się z ostrą krytyką opozycji, grzmiącej o siłowym usuwaniu konstytucyjnych organów państwa.Prezydent swoje odwołanie podpisał, a Magyar rozpoczął poszukiwania nowej głowy państwa. Kandydatur było kilka, ale ci, którym proponowano zaszczytne stanowisko odmawiali, uzasadniając to tym, że nie są w stanie przewodzić aż tak skłóconemu narodowi. Ostatecznie wybór padł na Andrasa Bakę. W dniu powołania prezydenta elekta na ten urząd rozmawiałem ze wspomnianą już Magdaleną Jakubowską, prof. Bogdanem Góralczykiem i (także już wspomnianym) dziennikarzem Gergelym Nyilasem. Cały artykuł można przeczytać tutaj: Węgry mają nowego prezydenta. „Tisza przejmuje władzę kompletnie”Moi rozmówcy zwrócili uwagę na przeszłość Baki. To były prezes Sądu Najwyższego usunięty przez rząd Orbana ze stanowiska w 2011 roku. Baka to doświadczony prawnik, a jego głównym zadaniem ma być zmiana węgierskiej konstytucji. Po ukończeniu tej misji ma zostać zastąpiony przez kogoś innego – być może wyłonionego w wyborach powszechnych. Gergely Nyilas zwrócił uwagę na to, że Baka jest osobą bardzo asertywną i niezależną, więc może stanowić przeciwwagę dla Magyara.– To jest bardzo niezależny człowiek, z ogromnym doświadczeniem prawnym i może – w opinii wielu Węgrów – stanowić przeciwwagę dla premiera Magyara – podkreślił, dodając, że gdy Tisza wprowadzała zmiany w kadencyjności parlamentarzystów, Baka stanowczo się temu przeciwstawiał, co pokazuje, że ma twardy kręgosłup i nie ugina się przed politycznymi naciskami, czego dowiódł również, gdy usunięto go ze stanowiska prezesa SN.Co teraz czeka Węgry? To najważniejsze chyba pytanie, które stawiają sobie eksperci, hungaryści i sami Węgrzy. Zaufanie do Magyara jest ogromne, a nadzieje w nim pokładane – jeszcze większe. On sam daje sobie dwa lata na skonstruowanie nowej konstytucji, która sprowadzi Węgry na drogę demokracji liberalnej. Prof. Bogdan Góralczyk podchodzi do tego tematu z dużą ostrożnością. – Doświadczenie 16 lat rządów Viktora Orbana każe powątpiewać, że to do końca się uda. Będzie to system demokracji liberalnej z modyfikacjami – powiedział, gdy pytałem go o szanse na powodzenie tego przedsięwzięcia. Niedawne dane o inflacji wskazują, że ceny na Węgrzech spadają, a jak wiadomo stan portfeli obywateli ma znaczący wpływ na postrzeganie polityki rządzących. Wystawianie oceny Magyarowi po kilku miesiącach sprawowania urzędu byłoby aktem odwagi albo głupoty, na które się nie odważę. Można jedynie przypuszczać, że jeśli premier Węgier utrzyma swój dotychczasowy kurs, to Węgry staną się nie tylko silniejszym, ale również coraz bardziej liczącym się na arenie międzynarodowej państwem. Najtrudniejszym zadaniem, które przed nim stoi, jest zmiana orbanowskiej konstytucji. Magyar daje sobie dwa lata. Ze wsparciem doświadczonego prawnika, jakim jest prezydent Baka oraz sztabu ekspertów będzie próbował zawrócić Węgry na tory stabilnej demokracji liberalnej. W „PortalCaście” Magdalena Jakubowska powiedziała, że Orbanowi zajęło szesnaście lat zniszczenie demokracji na Węgrzech. Trudno oczekiwać, że Magyarowi uda się ją odbudować w ciągu jednej kadencji. Ale z tego, co widać – próbuje to zrobić i odnosi pewne sukcesy. ***Powyższy artykuł jest drugim artykułem z cyklu „Polityczny Atlas Europy”, w którym opisuję to, jak postrzegają siebie mieszkańcy Starego Kontynentu i jak zmieniają się poszczególne państwa. Dotychczas ukazały się następujące artykuły tego cyklu: 1) Od synów Trajana do „d*py Europy”. Wszystkie kompleksy Rumunów Skontaktuj się ze mną i podziel się swoją historią: marcin.krezelok@tvp.pl