Sukces ukraińskich służb. Blisko sto oszukańczych call center, w których znajdowały się 1794 stanowiska dla operatorów, zlikwidowały ukraińskie służby. Kontrolujące te przybytki gangi, organizowały dla pracowników specjalne szkolenia, wedle profesjonalnie przygotowanych scenariuszy. Dla bezpieczeństwa organizacji, co jakiś czas, sprawdzano operatorów na wykrywaczu kłamstw. Polacy też są na celowniku takich centrów. „Pod nadzorem prokuratury prowadzona jest szeroko zakrojona specjalna operacja Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Policji Narodowej mająca na celu ujawnienie takich ośrodków w całym kraju. Tylko od początku ubiegłego tygodnia przeprowadzono 411 przeszukań, w czasie których zlikwidowano 94 szachrajskie centra obsługi telefonicznej i 1794 miejsca pracy operatorów” – poinformował na Telegramie prokurator generalny Ukrainy Rusłan Krawczenko, który dodał, że służby prowadziły działania na terenie całego kraju. Służby zabezpieczyły podczas przeszukań 3336 jednostek sprzętu komputerowego, 1346 telefonów, 5238 kart SIM, 20 portfeli kryptowalutowych oraz 90 kart bankowych.Zyski mafii liczone były w dziesiątkach milionów dolarówPrzejęto także ponad 2 mln dolarów gotówce, kilogram złota bankowego, luksusowe zegarki takich marek jak: Rolex, Cartier, Rado, Certina. Do tego doszły 22 pojazdy m.in.: Porsche Cayenne, Cadillac Escalade, Bentley Bentayga, Dodge Charger czy Mercedes-Benz GLS 450 oraz motocykle BMW. Oczywiście, luksusem cieszyli się szefowie centrów telefonicznych i organizujący je mafiosi (a czasem także przedsiębiorcy uchodzący za porządnych), a zwykli pracownicy mogli liczyć na kilka tysięcy euro miesięcznie. Zyski mafii liczone były zaś w dziesiątkach milionów dolarów. Czytaj także: Seniorka chciała zacząć grać na giełdzie. Straciła ogromną kwotęSzachrajskie call center działają wedle kilku schematów dostosowujących się do realiów społeczno-gospodarczych w krajach, których mieszkańcy znaleźli się na celowniku przestępców. Wśród ofiar tych przybytków, zlikwidowanych w sierpniu, byli obywatele Ukrainy, Izraela, Kazachstanu, Litwy, Łotwy, Polski, Niemiec i innych krajów Unii Europejskiej oraz Azji Centralnej. Tak działają mafijne call center W niektórych przypadkach operatorzy dzwonili w imieniu banków i zgłaszali rzekomo podejrzane transakcje lub groźby zablokowania konta. Pod takim pretekstem namawiano ludzi do zainstalowania specjalnego oprogramowania i przelania pieniędzy na bezpieczne konta. Tak oszuści przejmowali kontrolę na komputerem czy telefonem ofiar, a potem czyszczono ich konta, a nawet zaciągano na nich pożyczki i kredyty. W innych przypadkach operatorzy podawali się za brokerów i namawiali ludzi do inwestowania na platformach inwestycyjnych i kryptowalutowych. Oczywiście fikcyjnych. Jednak ofiary dowiadywały się o tym dopiero, gdy straciły już znaczne sumy. Najbardziej bezczelny wariant polegał na wydzwanianiu do ofiar wcześniej opisanych oszustw, którym obiecywano pomoc w odzyskaniu pieniędzy. Oczywiście pod warunkiem, że jeszcze coś zapłacą. Ostatnim z najpopularniejszych patentów, była sprzedaż cudownych specyfików, mających pomagać w różnych chorobach, w tym tych nieuleczalnych. Oczywiście cudowne produkty, były w rzeczywistości w najlepszym razie najtańszymi suplementami diety z azjatyckich fabryk. Narodowa Policja Ukrainy zwraca uwagę, że gangi tworzyły specjalne bazy danych wszystkich swoich klientów, które wykorzystywano do kolejnych przestępstw lub sprzedawano innym call center. Czytaj także: Zgubiło go zamiłowanie do drogiej biżuterii. Legenda boksu z zarzutamiŚledczy z Ukrainy zwracają uwagę, że organizatorzy opisywanych centrów telefonicznych rekrutowali najchętniej pracowników znających języki obce. Najchętniej takich posługujących się nimi bez wschodniego akcentu, co zwiększa ryzyko demaskacji przekrętu. Przestępcze BHP, czyli po co gangsterom wykrywacz kłamstw Następnie szkolili operatorów według specjalnie przygotowanych scenariuszy, bazujących na mieszance bezczelnego oszustwa i znajomości ludzkich słabości oraz zachowań w sytuacjach stresowych. Podczas polowania na ofiary nad operatorami czuwali nadzorcy, kontrolujący jakość ich pracy i odpowiednio motywujący lub karzący personel. W centrach stosowano także specjalne zasady bezpieczeństwa. Poza stałym monitoringiem miejsca pracy i okolic, często pracownikom zabraniano wnoszenia do sali operacyjnej telefonów. Normą były przeszukania. Przed i po pracy. Dla pewności, co jakiś czas wybranych pracowników sprawdzano na wykrywaczu kłamstw np. sprawdzając czy nie współpracują ze służbami, ale także czy nie okradają pracodawcy lub nie opowiadają innym co robią. Wyłudzone lub ukradzione pieniądze były zamieniane na kryptowaluty, dzielone między różne portfele i wypłacane później z kont słupów. Następnie pewna część zysków szła na wypłaty dla personelu dolnego i średniego szczebla. Reszta trafiała do organizatorów i mafiosów, którzy inwestowali je w nieruchomości, złoto oraz luksusowe życie. Czytaj także: Wyłudzili 75 milionów. Kilkanaście osób zatrzymanych