Prokuratura prowadzi śledztwo. Jan B., były poseł wybrany do Sejmu z listy Samoobrony, przebywa w tymczasowym areszcie – ustalił Onet. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące podejrzenia molestowania 9-letniej uczestniczki półkolonii organizowanych przez prywatną szkołę w podwarszawskim Izabelinie. Do zdarzenia miało dojść 6 lipca 2026 r., w pierwszym dniu półkolonii organizowanych przez Izabelińską Szkołę Montessori. Według relacji rodziców dziewczynka po zakończeniu zajęć opowiedziała im o niewłaściwym zachowaniu dyrektora placówki.Rodzina jeszcze tego samego dnia skontaktowała się z policją. Oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – jak relacjonował ojciec dziewczynki – zostało złożone następnego dnia.Informację o postępowaniu potwierdził Onetowi prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa dla Warszawy-Woli.Jan B. w areszcieWedług dokumentów, z którymi zapoznali się dziennikarze Onetu, Jan B. od 11 lipca przebywa w tymczasowym areszcie. Sąd miał wskazać między innymi na grożącą podejrzanemu surową karę oraz ryzyko utrudniania postępowania.Z przytoczonego przez portal uzasadnienia decyzji wynika, że sąd uznał relację 9-latki za konsekwentną i jednoznaczną. Biegły psycholog, w którego obecności przesłuchano dziecko, miał ocenić przedstawioną przez nie wersję wydarzeń jako wiarygodną.Jan B. jest podejrzany o czyn opisany w art. 200 par. 1 Kodeksu karnego. Przepis dotyczy obcowania płciowego z osobą poniżej 15. roku życia, dopuszczenia się wobec niej innej czynności seksualnej albo doprowadzenia jej do poddania się takim czynnościom.Zgodnie z obowiązującym Kodeksem karnym przestępstwo to jest zagrożone karą od dwóch do 15 lat pozbawienia wolności.Były posełJan B. wszedł do Sejmu w 2005 roku z listy Samoobrony. Mandat sprawował do 2007 roku. Pod koniec kadencji był posłem niezrzeszonym.W 2006 roku media ujawniły, że 20 lat wcześniej Jan B. został zwolniony z pracy w jednej ze szczecińskich szkół podstawowych. Według opisanej przez Onet decyzji o rozwiązaniu umowy zarzucono mu wówczas nakłanianie 12-letniej uczennicy do czynów lubieżnych. Portal podał, że sprawa nie trafiła wtedy do prokuratury. Jan B. zaprzeczał medialnym doniesieniom i twierdził, że jest niewinny.Czytaj także: Rewolucja w walce z mobbingiem. Koniec z lukami w przepisach