Paweł Łatuszka w rozmowie z TVP.Info. Ponad rok po zaginięciu Anżeliki Mielnikawej białoruscy Cyberpartyzanci twierdzą, że była przewodnicząca Rady Koordynacyjnej przebywa w Mińsku, posługując się dokumentami na inne nazwisko. Autorzy śledztwa uważają, że mogła współpracować z białoruskim KGB. Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Polsce, w rozmowie z portalem TVP.Info zaleca ostrożność w ferowaniu ocen i podkreśla, że sprawa wpisuje się w znacznie szerszą operację białoruskich służb przeciwko opozycji działającej w Polsce. Przez ponad rok los Anżeliki Mielnikawej pozostawał jedną z największych zagadek białoruskiej opozycji. Przewodnicząca Rady Koordynacyjnej Białorusi zniknęła pod koniec marca 2025 r., a wokół jej zaginięcia szybko pojawiły się liczne hipotezy.Sprawą zajęła się polska prokuratura, a śledztwo powierzono Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Postępowanie zostało wszczęte w kierunku bezprawnego pozbawienia wolności, nie wykluczając udziału obcych służb. Kim jest Anżelika Mielnikawa?Mielnikawa po przeprowadzce do Warszawy stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy białoruskiej emigracji demokratycznej. Doszła do stanowiska przewodniczącej Rady Koordynacyjnej, co – w uproszczeniu – stawiało ją na trzecim miejscu w hierarchii białoruskich struktur na emigracji. Po raz ostatni była widziana pod koniec marca 2025 r. Kilka dni wcześniej opuściła Polskę. Dopiero 28 marca białoruska Rada Koordynacyjna ujawniła, że od kilku dni nie ma z nią żadnego kontaktu. Razem z nią zniknęły również jej dwie córki, a trop zaginięcia prowadził przez Sri Lankę do Dubaju.– Ostatni raz widziałem ją 24 lutego w naszym biurze w Warszawie. Później korespondowaliśmy, ale miałem wrażenie, że być może to nie ona, że ktoś wykorzystuje jej telefon – mówił wtedy portalowi TVP.Info Paweł Łatuszka, ścigany przez reżim były ambasador Białorusi w Polsce.Z czasem pojawiały się kolejne niepokojące informacje. Z kont służbowych Mielnikawej pobrano dokumenty, do których miała dostęp jako przewodnicząca Rady Koordynacyjnej. Wśród nich znajdowały się wewnętrzne raporty, dokumenty strategiczne i informacje dotyczące działalności białoruskiej opozycji. Wywołało to obawy o bezpieczeństwo działaczy przebywających na emigracji. Angelina Radzinska z Mińska. Gdzie jest białoruska opozycjonistka?Przełom nastąpił dopiero po kilkunastu miesiącach. Cyberpartyzanci – białoruska grupa hakerska współpracująca z opozycją – opublikowali wyniki własnego śledztwa, z których wynika, że Mielnikawa ma przebywać w Mińsku i posługiwać się dokumentami wystawionymi na nazwisko Angelina Radzińska. Wcześniej pojawiły się zdjęcia z jednej z siłowni w Mińsku, na których widać kobietę o twarzy, sylwetce i kolorze włosów zgodnym z wyglądem Anżeliki Mielnikawej.Według autorów raportu mogła współpracować z białoruskim KGB, zastrzegają oni jednak, że nie są w stanie ustalić, czy ewentualna współpraca była dobrowolna, czy została wymuszona. To właśnie ten ostatni wątek komentuje w rozmowie z nami Paweł Łatuszka. Ale rozmawiamy nie tylko o sprawie Mielnikawej, bo próby werbunku, ostrzeżenia a w końcu także groźby ze strony białoruskich – i rosyjskich – służb bezpieczeństwa to codzienność wielu Białorusinów żyjących na emigracji. ***Paweł Łatuszka: To klasyczna metoda KGBOdnosząc się do informacji Cyberpartyzantów zaznacza jednak, że nie dają one odpowiedzi na zasadnicze pytania: w jakich warunkach, dlaczego, a w końcu: kiedy i czy z własnej woli – jeśli Mielnikawa rozpoczęła współpracę ze służbami – to się odbyło.– Trzeba pamiętać, że Anżelika Mielnikawa była obywatelką zarówno Białorusi, jak i Polski. Oczywiście przeszła wszystkie procedury sprawdzające. Była również kierowniczką fundacji Cyberpartyzantów, która opublikowała to śledztwo. Przeszła także badanie wykrywaczem kłamstw jeszcze w organizacji BELPOL, inicjatywie byłych białoruskich funkcjonariuszy – wylicza nasz rozmówca.Były ambasador Białorusi w Polsce zauważa przy tym, że już w 2024 roku, w czasie wyborów do Rady Koordynacyjnej, zgłaszała przychodzące do niej groźby wobec swoich najbliższych. – To klasyczna metoda KGB – dodaje.Pytany, czy Mielnikawa mogła zostać zwerbowana, Łatuszka odpowiada, że taka narracja może być wykorzystywana przez reżimowe służby, by skłonić innych białoruskich aktywistów do współpracy. Mielnikawa przysłużyła się opozycji– Według mojej logiki nie wpisuje się w to fakt, że dzięki jej wysiłkom przede wszystkim Rada Koordynacyjna Białorusi została uznana przez Senat Polski za parlament na emigracji. Została również uznana przez Parlament Europejski – ocenia Łatuszka.Mowa o 2024 roku, gdy organ został formalnie uznany przez polski Senat za białoruski parlament na emigracji. Uznanie przez Parlament Europejski otworzyło z kolei białoruskiemu protoparlamentowi drogę do współpracy międzynarodowej – jej delegaci, wybierani w otwartych wyborach, reprezentują demokratyczną Białoruś m.in. w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (PACE) oraz w strukturach OBWE.– Wtedy ona występowała podczas sesji plenarnej (PACE – red.) i apelowała o to, by Łukaszenka został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zbrodnie przeciwko ludzkości oraz by nie uznawać go za legalnie wybranego prezydenta w 2025 roku. Później właśnie taką decyzję podjęło Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. Była inicjatorką specjalnego posiedzenia Rady Koordynacyjnej Białorusi w Warszawie, podczas którego przedstawiono trzy raporty dotyczące wszystkich zbrodni Łukaszenki. Była głównym motorem tych działań – wylicza zasługi Mielnikawej.Dlatego jednoznaczna ocena zniknięcia i równie tajemniczego „odnalezienia” Mielnikawej w Mińsku – a przede wszystkim jej motywacji – według Łatuszki na dziś nie jest możliwa. „To nielogiczne”I choć z tej perspektywy – zdaniem Pawła Łatuszki – to nielogiczne, by uznać Mielnikawą za agentkę KGB, to nie można wykluczyć, że na jakimś etapie mogła zostać zmuszona albo z innych powodów podjęła taką współpracę.Polskie ABW nadal prowadzi śledztwoJak przekazała w odpowiedzi na pytania portalu TVP.Info rzeczniczka prasowa Prokuratora Generalnego prok. Anna Adamiak, śledztwo w sprawie zaginięcia byłej szefowej Rady Koordynacyjnej Białorusi jest na etapie postępowania przygotowawczego, prowadzonego w kierunku art. 189 par. 1 Kodeksu karnego, a więc pozbawienia wolności. I toczy się w sprawie, a nie przeciw komuś. – Nadal prowadzone są czynności przez funkcjonariuszy ABW, zmierzające do ustalenia/potwierdzenia aktualnego miejsca pobytu Anżeliki Mielnikawej – dodaje prok. Adamiak.Okrągła lufa zamiast okrągłego stołu. GUBAZiK odpowiada opozycjiSprawa zaginionej opozycjonistki po roku rodzi więc przynajmniej tyle pytań, co na początku. Jednocześnie obnaża metody, z jakimi na co dzień musi mierzyć się białoruska opozycja działająca na emigracji.Zobacz także: „Łukaszenka nie ma czym handlować, więc sprzedaje ludzi”Gdy rozmawiamy z Pawłem Łatuszką, próby werbunku przez białoruskich siłowników są niemal na porządku dziennym. Siedem prób werbunku w jednym tygodniuI dodaje: – Ostatnio obserwujemy nasilenie prób werbunku aktywistów białoruskich mieszkających w Polsce ze strony białoruskiego KGB. Tylko w ubiegłym roku odnotowaliśmy około 20 prób wobec członków mojego zespołu, Narodowego Zarządu Antykryzysowego, i członków mojego klubu w Radzie Koordynacyjnej. W ostatnim tygodniu mieliśmy już siedem takich prób.Białoruska opozycja polega tu m.in. na polskich służbach, bo ani Rada Koordynacyjna, ani Zjednoczony Gabinet na czele z Cichanouską czy inne inicjatywy nie mogą posiadać własnego kontrwywiadu na terenie obcego państwa.Zobacz także: Białoruski opozycjonista nie ma wątpliwości. „Szpiedzy Łukaszenki są w Polsce”– Dlatego dziękujemy za wsparcie, jakie otrzymujemy od odpowiednich władz polskich w sprawach naszego bezpieczeństwa. To jest bardzo ważne – podkreśla były ambasador Białorusi w Polsce.Ostatnie działania „siłowików” – jak określa się białoruskie i rosyjskie struktury siłowe – to kolejny sygnał, że aparat bezpieczeństwa reżimu rozszerza działania przeciwko opozycji także poza granice kraju. Zaginięcie Mielnikawej to bowiem jeden z kilku podobnych przypadków w ostatnim czasie. Eksterytorialne zbrodnie reżimu Łukaszenki– Zaginął również były członek naszego zespołu Anatolij Kotow. Choć przez ostatnie cztery lata już z nami nie współpracował, był wysoko postawionym urzędnikiem – sekretarzem generalnym Narodowego Komitetu Olimpijskiego, dyrektorem Departamentu Polityki Zagranicznej w kancelarii Łukaszenki, a wcześniej zastępcą ambasadora Białorusi w Polsce. Poleciał do Turcji, a kilka tygodni temu dziennikarze śledczy opublikowali raport, z którego wynika, że został uprowadzony na statku na Morzu Czarnym, w pobliżu Turcji, a następnie przewieziony do Abchazji. Była to wspólna operacja KGB i FSB. Na brzegu przejęło go rosyjskie FSB – opisuje Paweł Łatuszka.Dalsze losy Kotowa są zagadką, bo w jego sprawie nie ma żadnych przecieków ani sygnałów o możliwym miejscu jego pobytu. Inaczej niż w przypadku innego członka Rady Koordynacyjnej Wasilija Wieremiejczyka. Został porwany w Wietnamie przez KGB, a później przetransportowany do Białorusi i skazany na wiele lat więzienia. Łukaszenkowska propaganda chętnie chwaliła się zresztą zdjęciami z jego „powrotu” do kraju. – Najgorsze jest to, że Alaksandr Łukaszenka stosuje zbrodnie eksterytorialne, transnarodowe. Takich zbrodni jest ogromna liczba: wyroki zaoczne, prześladowania aktywistów, groźby. (…) W ostatnim roku działania są wyraźnie ukierunkowane na kupowanie informacji, kupowanie ludzi i wykorzystywanie ich do pozyskiwania informacji lub działań przestępczych. Już samo pozyskiwanie informacji w taki sposób jest przestępstwem. Dochodzi także do innych przestępstw wymierzonych przeciwko obywatelom Białorusi mieszkającym w Polsce. To z pewnością ma charakter systemowy i jest motywowane politycznie – ocenia w rozmowie z portalem TVP.Info Łatuszka.I przypomina, że prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego 12 marca 2026 roku wszczął postępowanie dotyczące sytuacji na Białorusi, obejmujące zbrodnie przeciwko ludzkości w postaci deportacji i przymusowego przesiedlania ludności cywilnej do państw Unii Europejskiej.– Jeżeli zarzuty zostaną postawione, będą one dotyczyły Łukaszenki – dodaje.Łukaszenka „ostrzega” Polaków. Drugie dno komunikatu z Mińska Wskazuje przy tym na inny wątek operacji białoruskiego reżimu skierowanej na Polskę: w lipcu Mińsk publicznie przekonywał, że ostrzegł Polskę przed planowanym zamachem na dzieci białoruskiej aktywistki. – Twierdzono, że zamach mieli przygotowywać obywatele Białorusi pozbawieni ochrony międzynarodowej na terytorium Polski. A z drugiej strony, dokładnie w tych samych dniach, reżim Łukaszenki masowo próbuje werbować naszych współpracowników oraz grozi im śmiercią i zabójstwem. To jest zasadnicza sprzeczność tych działań – zaznacza szef Narodowego Zarządu Antykryzysowego.Czytaj więcej: „Łukaszenka jest już w pociągu Mińsk-Haga”. Historyczny dzień dla BiałorusiJaki cel ma w tym Alaksandr Łukaszenka? Zdaniem Pawła Łatuszki podstawowym celem reżimu w Mińsku jest uderzenie w system udzielania ochrony międzynarodowej Białorusinom i wzbudzenie podejrzenia wobec osób ubiegających się o ochronę tak w naszym kraju, jak i w Unii Europejskiej.Kolejnym – pokazanie, że w demokratycznym środowisku białoruskiej opozycji istnieją rzekome konflikty i podziały, które mogą prowadzić nawet do śmierci. – Po trzecie, jeżeli w przyszłości dojdzie do jakiegoś zdarzenia – a służby mogą je przecież same zaplanować, bo mieliśmy już ataki na aktywistów i zaginięcia ludzi – będą mogły powiedzieć: „To nie my. To sami Białorusini zrobili to przeciwko sobie” – przestrzega.Dla działaczy opozycji to realne zagrożenie. Są poszukiwani nie tylko przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Białorusi, ale większość znajduje się również na listach poszukiwanych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji. Zjednoczony Gabinet na czele ze Swiatłaną Cichanouską został uznany za organizację terrorystyczną. Ona, podobnie jak Paweł Łatuszka, zostali personalnie uznani za terrorystów.– Pisano mi, że zostanę zamordowany przez swoich, że powinienem cały czas oglądać się za siebie. Otrzymałem kilkanaście takich gróźb, sugerujących, że powinienem bać się własnych ludzi. To jest prowokacja – mówi nam były ambasador Białorusi.Fałszywa operacja białoruskich służbW jego ocenie „ostrzeżenie” o rzekomym zamachu, które propaganda próbowała przedstawiać jako przyjazny gest w kierunku Warszawy, to niespójna gra w czasie, gdy równolegle wysyłane są groźby śmierci i dochodzi do tak powszechnych prób werbunku.– Widać, że nawet służby Łukaszenki są źle skoordynowane. Jedna ręka robi jedno, druga sprzedaje fałszywe tezy. To są fałszywe operacje. Jeżeli naprawdę chce się zapobiec jakiemuś przestępstwu, takich informacji nie przekazuje się publicznie. Robi się to niejawnie, we współpracy odpowiednich służb. Tutaj natomiast wszystko zostało pokazane publicznie po to, by stworzyć w polskim społeczeństwie przekonanie, że Łukaszenka rzekomo zmienia swoją politykę wobec Polski. Z drugiej strony ma to wywołać wrażenie, że Białorusini mieszkający w Polsce są niebezpieczni, że są przestępcami. To jest prowokacja – przestrzega.***Paweł Łatuszka to jeden z bliskich współpracowników Mielnikawej w okresie, gdy była przewodniczącą Rady Koordynacyjnej. Sam kieruje Narodowym Zarządem Antykryzysowym (NAU) – białoruskim gabinetem cieni na uchodźstwie. W przeszłości ambasador Białorusi w Polsce (2002-2008) i we Francji (2012-2019). W latach 2009-2012 minister kultury Republiki Białorusi.Struktury demokratycznej opozycji mają zasadniczy cel: doprowadzić do pokojowego przekazania władzy i rozliczenia reżimu Alaksandra Łukaszenki. Większość tych struktur powstała w 2020 roku po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Narodowy Zarząd Antykryzysowy to część Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi, w którym Łatuszka pełni funkcję zastępcy szefa gabinetu – Swiatłany Cichanouskiej. Zobacz także: Paweł Łatuszka odebrał Nagrodę Solidarności im. Lecha Wałęsy 2024