„Akty terroru”. Największa rosyjska platforma sprzedażowa Wildberries zmuszona jest opuścić dotychczasową lokalizację. W wyniku ukraińskich ataków firma poniosła ogromne straty. Magazyny logistycznego giganta wykorzystywane są do zaopatrywania rosyjskich sił zbrojnych. Jak podaje „Rzeczpospolita”, największa rosyjska platforma sprzedażowa Wildberries (WB), która bierze czynny udział w zaopatrywaniu kremlowskiego wojska, straciła już około 20-30 proc. pojemności magazynowej i musi opuścić Rosję.Nowa lokalizacja magazynów Wildberries„Powiedzieli nam, że magazyny długoterminowe będą teraz znajdować się na Białorusi, w Kazachstanie i Uzbekistanie. Obiecali później poinformować, jak wpłynie to na ceny, terminy dostaw i sposób, w jaki wszystko będzie tam wysyłane” – żalili się na łamach The Moscow Times.Wildberries rozpoczęło restrukturyzację logistyki, przekierowując towary do magazynów w krajach sąsiednich, takich jak Białoruś, Kazachstan i Uzbekistan. Taka zmiana wiąże się jednak z ogromnymi problemami operacyjnymi. Wydłużona logistyka oznacza konieczność transportowania towarów na tysiące kilometrów, co drastycznie podnosi koszty transportu i wydłuża czas oczekiwania na zamówienia.Utrata konkurencyjnościDla sprzedawców, których obroty w 70-80 proc. zależą od magazynów długoterminowych platformy, oznacza to poważne ryzyko utraty konkurencyjności. Ponadto przewóz towarów przez granice wiązy się z wymogiem formalności celnych, co stanowi barierę zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorców działających dotychczas w szarej strefie.Plany utworzenia potężnego, środkowoazjatyckiego centrum logistycznego łączącego Rosję z rynkami Bliskiego Wschodu i Afryki uległy dezaktualizacji, a realizowane projekty budowlane napotykają na opóźnienia. W tym samym czasie sprzedawcy na platformie obawiają się, że nawet bardziej niż ukraińskie drony ich biznes zniszczy napływ taniej konkurencji z Chin.„Platforma Wildberries cieszy się szczególną popularnością wśród Rosjan o niższych dochodach, mieszkających poza Moskwą i Petersburgiem – grupy demograficznej stanowiącej centralną część elektoratu Putina. Rozbudowana sieć punktów dystrybucyjnych rozciąga się na małe miasteczka i wsie, gdzie stały się one stałym elementem życia codziennego” – zauważył The Guardian.Czytaj również: Putin się zawziął. Benzyny nie ma i nie będzieNa platformie można kupić także wyposażenie dla rosyjskich żołnierzy, w tym kamizelki kuloodporne i hełmy. Wildberries pomagają ponadto armii w pozyskiwaniu towarów objętych sankcjami.Ukraińskie ataki na magazynyWedług rosyjskich mediów bezpośrednie straty Wildberries poniesione w wyniku ukraińskich ataków mogą wynieść od 100 do 200 mld rubli (4,56 - 9,12 mld złotych). Firma straciła również około 20 proc. powierzchni magazynowej.Tatiana Kim, prezeska i współwłaścicielka Wildberries, nazwała ataki na magazyny firmy „aktami terroru". Kim uważana jest za najbogatszą kobietę w Rosji. Magazyn „Forbes” oszacował jej majątek na 8,1 mld dolarów.Obiekty firmy uznane za uzasadnione cele wojskowe Władze Ukrainy utrzymują, że obiekty należą do firm z sektora e-commerce, mogą stanowić uzasadnione cele wojskowe, ponieważ są wykorzystywane do zaopatrywania rosyjskich sił zbrojnych.W lipcu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że duże centra logistyczne i magazyny są atakowane z uwagi na ich rolę w dostarczaniu objętych sankcjami komponentów wykorzystywanych do produkcji dronów oraz sprzętu nawigacyjnego. Czytaj również: Kolejny atak na rosyjskiego giganta. Magazyny wspierają armię