„Chyba stuknąłem faceta”. Po raz pierwszy od tragicznego wypadku głos zabrał Sławomir K. W rozmowie z „Faktem” opowiedział o tym, co pamięta z dnia śmierci posła Łukasza Litewki, a także o życiu, które – jak mówi – od tamtej chwili całkowicie się zmieniło. Kierowca samochodu uczestniczącego w wypadku przyznaje, że do dziś nie potrafi wyjaśnić, dlaczego zjechał na przeciwległy pas ruchu. Twierdzi, że ocknął się dopiero wtedy, gdy jego auto znajdowało się już w rowie, a wokół byli świadkowie zdarzenia.– Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby – przyznał.W rozmowie wraca również do wydarzeń poprzedzających wypadek. Opowiada o silnym stresie związanych z niepewnością zatrudnienia, problemach ze znalezieniem pracy po pięćdziesiątce i obawie przed utratą źródła utrzymania. Sławomir K. podkreśla, że podejmował każdą pracę i nie wstydził się żadnego zajęcia. Sławomir K. współpracuje z prokuraturą Mężczyzna opisuje także swoje życie po tragedii. Mówi o utracie pracy, oczekiwaniu na proces, strachu przed więzieniem oraz hejcie, z którym mierzy się od miesięcy.Zapewnia, że od początku współpracuje z prokuraturą i nie unika odpowiedzialności. Żona kierowcy. „Mąż nie zabiłby muchy”W materiale wypowiada się także jego żona Magdalena K., która opowiada o codziennych trudnościach rodziny i obawach związanych z postępowaniem sądowym. Jak mówi, mąż przeżywa całą sytuację, zamknął się w sobie i każdego dnia modli się za siebie oraz zmarłego posła.– Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka – stwierdziła żona Sławomira K. Sławomir K. podkreślił również, że znał posła Łukasza Litewkę, darzył go szacunkiem i odrzuca wszelakie sugestie, jakoby tragedia mogła być działaniem celowym.– Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek – podkreślił w rozmowie z „Faktem”. W kwietniowym wypadku zginął posełDo śmiertelnego wypadku doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Według śledczych samochód prowadzony przez Sławomira K. z nieustalonej przyczyny zjechał na przeciwległy pas i zderzył się z jadącym na rowerze posłem Łukaszem Litewką.Polityk zmarł mimo prowadzonej reanimacji. Śledztwo w sprawie wypadku nadal trwa.Czytaj także: Śmierć posła Litewki. Są wyniki badania toksykologicznego kierowcy