„Dawnych Rzymian krew”. U Was jest pięknie, macie bogaty kraj, a my… My jesteśmy d*pą Europy – westchnął kierowca taksówki – pan Claudiu – skręcając w wąską i piękną uliczkę, przypominającą te, które można zobaczyć we Włoszech, Francji, czy Hiszpanii. Rumuni osiągnęli wiele, ale wciąż uważają się za gorszych od państw zachodnich, do których zaliczają również Polskę. Pan Claudiu przewoził nas z okolic dawnego Pałacu Ludowego w Bukareszcie, który jest najbardziej rozpoznawalną pamiątką po dyktaturze Ceauşescu, do hotelu położonego tuż obok pomnika Wilczycy Kapitolińskiej. Rzymski mit Gdyby ktoś chciał zapytać o to, co Rumunia ma wspólnego z Rzymem, to należałoby mu streścić mit, na którym to państwo buduje swoją tożsamość. Z takimi mitami rozprawia się nader często jeden z najwybitniejszych rumuńskich intelektualistów historyk Lucian Boia – wciąż zbyt mało znany nad Wisłą. CZYTAJ TAKŻE: Korupcja w wymiarze sprawiedliwości. Tysiące protestujących na ulicach BukaresztuRzymski mit Rumunii zrodził się z przekonania, że naród zamieszkujący dziś Wołoszczyznę, Transylwanię i inne okoliczne krainy wywodzi się od Daków, a jak wiadomo, Dacja była rzymską prowincją podbitą przez cesarza Trajana, którego postać trafiła nawet do drugiej zwrotki hymnu państwowego. „Teraz lub nigdyDaj światu czytelny znak,Że w twoich żyłach pulsujeDawnych Rzymian krew,A w naszych sercachZ dumą nosimy imięSławnego w bojachDzielnego Trajana”Kopię kolumny Trajana można podziwiać w Muzeum Narodowym Historii Rumunii. Potwierdzeniem rzymskich korzeni i ostatecznym przypieczętowaniem mitu, którego lepiej w obecności Rumunów nie podważać, jest także język, który faktycznie stanowi swoistą samotną wyspę romańską, otoczoną przez języki słowiańskie i węgierski. Od Trajana do DanaJak zatem wyjaśnić tę dziwną sprzeczność, która ujawnia się w dychotomii: dumni synowie Trajana kontra d*pa Europy? Rumunia – mimo wielowiekowego dziedzictwa – ma dość krótką i burzliwą historię państwowości, targaną dziejowymi burzami i tragicznymi zdarzeniami XX wieku, który zapowiadał się dla niej jako wiek złoty, a kończył jako wiek upokorzenia. Gdy Karol I budował – za własne środki – monumentalny zamek Peles, nie mógł wiedzieć, że za zaledwie kilkadziesiąt lat Nicolae Ceauşescu z żoną Eleną nazwą go zagrzybiałym chlewem, a jego prawnuk Michał I zostanie zmuszony do abdykacji i wypędzony z kraju.Lucian Boia w książce „Jak zrumunizowała się Rumunia” opisuje, że na początku XX wieku do pracy w Rumunii zjeżdżali ludzie z całej Europy. Dopiero komuniści – na czele z Ceauşescu – postanowili stworzyć państwo jednolite, zjednoczone, gdzie nie ma miejsca na nic innego. Przetrwały nieliczne mniejszości, ale w zdecydowanie okrojonym składzie – jak Sasi Siedmiogrodzcy czy Węgrzy. Epokę Ceauşescu – i ogólnie to, co nazwać można rumuńską duszą – świetnie opisała mieszkająca w tym kraju od kilkunastu lat dr Agnieszka Krawczyk w książce „Rumunia. Albastru, ciorba i wino”. Rumuni potrafią się zbuntować, powiedzieć „dość”, mają charakter. Przykładem jest to jak „podziękowali” małżeństwu Ceauşescu za lata ucisku i cierpień. Z całą pewnością nie była to rewolucja, którą można nazwać „aksamitną”. Ale bardzo szybko nadzieje związane z krwawym końcem dyktatury Ceauşescu, zastąpiło rozczarowanie elitami, które wymieniły starą władzę – tak naprawdę były to drugie lub trzecie garnitury z partii komunistycznej. Choć Rumunia była jednym z najbiedniejszych państw bloku komunistycznego, to według sondaży wielu Rumunów tęskni za czasami jednego z najbardziej bezwzględnych dyktatorów w dziejach Europy. ZOBACZ TAKŻE: Rumuni tęsknią za dyktatorem. Kto jest kim w (powtórzonych) wyborach prezydenckich?Rumunia dziśWejście Rumunii do Unii Europejskiej zmieniło bardzo wiele, ale Rumuni wciąż czują się w UE obywatelami drugiej kategorii. Przez lata nie mogli dołączyć do Schengen, a znajdując się między Wschodem i Zachodem, uważają się za tych, którym raczej bliżej do tego pierwszego, choć zarazem głośno protestują, gdy mówi się o nich jako o państwie bałkańskim. Czym zatem jest kraj „synów Trajana”? Na pewno nie są – jak twierdził pan Claudiu – „d*pą Europy”. Postęp, który poczynił ten kraj od czasu wstąpienia do UE, imponuje. Dochód na mieszkańca wzrósł z ok. 44 proc. średniej UE w 2007 r. do około 78 proc. w 2024 r. To naprawdę szybkie zmniejszenie dystansu wobec bogatszych państw. Wzrosły inwestycje zagraniczne, eksport oraz integracja z jednolitym rynkiem UE. OECD wskazuje, że reformy związane z integracją europejską znacząco zwiększyły produktywność i konkurencyjność gospodarki.Oczywiście nie jest idealnie – kraj mierzy się z dużym długiem budżetowym i dużymi dysproporcjami między bogatymi miastami a ubogą prowincją. Dom szatana, kaganiec i miłość do PutinaPan Claudiu miał zdecydowanie konserwatywne poglądy. Był zachwycony Polską nie tylko pod względem gospodarczym, ale również z powodu surowego prawa aborcyjnego i liczby katolików oraz wpływu Kościoła katolickiego w naszym kraju.– A co pan myśli o Nicusorze Danie? – zapytałem o wybranego przed rokiem prezydenta. Choć zasób języka angielskiego u pana Claudiu był dość skromny, to znajomość angielskich inwektyw mnie zaskoczyła. Taksówkarz powtórzył wszystkie narracje dystrybuowane w Rumunii przez rosyjską propagandę: wybory zostały sfałszowane, prezydent Mołdawii Maia Sandu współpracując z von der Leyen, zwoziła mieszkańców Mołdawii, żeby głosowali na taką samą marionetkę jak ona. Pan Claudiu postawił również tezę, że dzięki ujawnionemu „przekrętowi” w rumuńskich wyborach, eurokraci nie zdołali „przekręcić” wyborów w Polsce i dzięki temu prezydentem został „mąż stanu Karol Nawrocki”. Wysłuchałem tej tyrady z dużą uwagą, przypominając sobie raporty międzynarodowych think-tanków. Większość twierdzeń przedstawionych przez naszego rozmówcę znałem już ze stron związanych z Rosją. Ponieważ nasza podróż dobiegała końca, postanowiłem zapytać jeszcze o Dianę Iovanovici-Sosoacę. Sosoaca to europosłanka skrajnie prawicowej partii SOS Romania. Polityczka zasłynęła z antyszczepionkowych wystąpień. W Parlamencie Europejskim wystąpiła w kagańcu i z ikoną, krzycząc wniebogłosy, że znajduje się w domu szatana, a w ostatnich tygodniach pojechała do Petersburga, gdzie gloryfikowała Putina, jednocześnie podważając demokratyczny mandat prezydenta Rumunii. Nawet sam rosyjski dyktator wydawał się zażenowany jej wystąpieniem, odpowiadając, że nie zamierza wypowiadać się na temat wewnętrznych spraw Rumunii. Pan Claudiu, zachwycony skrajną prawicą, stwierdził jednak, że Sosoaca jest „zbyt wyszczekana, jak na kobietę”, ale jeśli miałby wybierać między nią, a Nicusorem Danem, wybrałby ją. Ugrupowania skrajnie prawicowe od lat odnotowują wzrost poparcia. W 2024 roku – tuż przed wyborczym maratonem – opisałem na stronie naszego portalu, z czego może to wynikać i dlaczego Rumuni przestają ufać liberalnym i lewicowym elitom.Nieodwzajemniona miłość Rumunów do PolakówW Rumunii spędziliśmy ponad tydzień, zwiedzając niesamowite miejsca w Transylwanii i stołeczny Bukareszt. Czyste, klimatyzowane pociągi, zadbane i bezpieczne ulice oraz gościnność mieszkańców zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Zaskoczyło nas również to jak dużą sympatią, czasem graniczącą z podziwem Rumunii postrzegają Polaków. Polska to dla wielu z nich wzór transformacji i doskonałej absorpcji unijnych środków. W galerii handlowej w Braszowie widzieliśmy polskie sklepy, a w supermarketach można było spotkać wiele produktów znad Wisły – dużą popularnością cieszą się polskie jabłka. Ta miłość nie działa jednak w drugą stronę. Rumuni – co również zauważa w swojej książce Lucian Boia – są utożsamiani z Romami. Pokutują stereotypy o Rumunii jako kraju zacofanym i ubogim. Rumunia kojarzy nam się przede wszystkim z Drakulą i dyktatorem Ceausescu. Tymczasem ten kraj ma do zaoferowania bardzo wiele. O wiele więcej niż mityczny wampir i rumuński Kim Dzong Un. Dzięki wielu nowym połączeniom lotniczym i relatywnie niskim cenom ten stan rzeczy ulega zmianie. Dużą rolę w popularyzacji rumuńskiej historii i kultury odegrał i nadal odgrywa Robert Makłowicz.Rumuńska literatura staje się coraz bardziej dostępna na polskim rynku dzięki poznańskiemu wydawnictwu Amaltea. Polacy coraz częściej odkrywają, że stereotypy o Rumunii i Rumunach mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.Gdy opuszczaliśmy Rumunię całkowicie nie zgadzaliśmy się ze słowami pana Claudiu o „d*pie Europy”. Widzieliśmy kraj, który przez dwie dekady nadrobił ogromny dystans gospodarczy, zachował niezwykłe dziedzictwo kulturowe i zyskał pewność na arenie międzynarodowej. Paradoks polega na tym, że największym problemem Rumunii może już nie być gospodarka, lecz to, że sami Rumuni wciąż nie uwierzyli w sukces własnego państwa. ***Powyższy artykuł jest pierwszym artykułem z cyklu „Polityczny Atlas Europy”, w którym opisuję to, jak postrzegają siebie mieszkańcy Starego Kontynentu i jak zmieniają się poszczególne państwa. Skontaktuj się ze mną i podziel się swoją historią: marcin.krezelok@tvp.pl