Prezydent był na pokładzie. Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) bada incydent z udziałem prezydenckiego śmigłowca Marine One, na którego pokładzie znajdował się Donald Trump. Sprawę opisał dziennik „The Wall Street Journal”. We wtorek po godzinie 14:30 czasu miejscowego śmigłowiec prezydenta USA Marine One wystartował z Białego Domu z Donaldem Trumpem na pokładzie. Odleciał do bazy lotniczej Joint Base Andrews, skąd głowa państwa miała polecieć do Los Angeles.Kontrolerzy nie wstrzymali ruchuPodczas przelotu prezydenta kontrolerzy ruchu lotniczego nie wstrzymali lotów komercyjnych na pobliskim lotnisku Ronald Reagan Washington National Airport. Zgodnie z procedurami wprowadzonymi w ubiegłym roku powinni byli to uczynić.Agencja Reutera ustaliła, że w pobliżu śmigłowca znalazł się pasażerski odrzutowiec Embraer E170, należący do regionalnych linii Envoy Air, który leciał do Pensacoli na Florydzie. Władze spółki zależnej linii American Airlines nie skomentowały zdarzenia.Zarówno helikopter Trumpa, jak i samolot wylądowały bez żadnych incydentów.Przepisy FAA wymagają, aby samoloty zachowywały odstęp wynoszący co najmniej 1,5 mili (2,4 km) w poziomie i 500 stóp (150 m) w pionie w pobliżu lotnisk.Marine One blisko odrzutowcaŹródła agencji Reutera sugerują, że Marine One i samolot pasażerski najwyraźniej nie zachowywały odpowiedniego dystansu. Jedno z nich twierdzi, że prawdopodobnie nie zbliżały się do siebie podczas incydentu.„FAA prowadzi dochodzenie w sprawie incydentu bezpieczeństwa z udziałem śmigłowca Marine One, ale nie wydaje się, aby doszło do niebezpiecznego zbliżenia” – przekazała Agencja. Ujawniono, że planuje powołać Zespół ds. Oceny Bezpieczeństwa, który ma zbadać zdarzenie.Biały Dom nie skomentował sprawy.Czytaj także: Trump w pośpiechu opuszczał Turcję. Szykowano na niego zamach