Kontrowersyjna baza danych. Kolejni politycy związani z Konfederacją oraz środowiskami narodowymi twierdzą, że trafili na „ukraińską listę śmierci”. Tak określają prowadzoną przez organizację Centrum „Myrotworeć” bazę osób uznawanych za działające przeciwko interesom Ukrainy. Choć działalność portalu od lat budzi poważne kontrowersje i była krytykowana m.in. przez ONZ oraz Human Rights Watch, nie ma dowodów, że jest to lista osób przeznaczonych do fizycznej likwidacji ani że stoi za nią ukraiński rząd lub służby specjalne.Narracja o „liście śmierci” wraca regularniePortal określany jest jako „ukraińska lista śmierci”, a wpis na listę ma oznaczać wydanie wyroku przez ukraińskie służby. Taką narrację od lat powielają m.in. politycy Konfederacji i środowisk narodowych. W ostatnich dniach ponownie pojawiły się twierdzenia, że Myrotworeć jest listą osób „przeznaczonych do eliminacji”, stworzoną przez SBU i ukraińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Żadne z tych twierdzeń nie znajduje jednak potwierdzenia w dostępnych źródłach.Jednym z przykładów powielania manipulacyjnej narracji o rzekomej „ukraińskiej liście śmierci” jest nagranie Pawła Wyrzykowskiego opublikowane na TikToku. Działacz narodowo-konserwatywny przyznał, że jego nazwisko trafiło do bazy Myrotworeć, którą przedstawiał jako narzędzie powiązane z ukraińskimi służbami i Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Twierdził również, że znajdują się w niej osoby „przeznaczone do gnębienia i eliminacji”.– Realnie obawiam się o swoje życie, o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swojej rodziny – mówił Wyrzykowski. Jako argument wskazywał także przypadki osób, przy których po śmierci miała pojawić się adnotacja „zlikwidowano”. Czytaj również: Atak hakerski na Żabkę. „Nietypowy incydent”, firma zawiadamia służbyCo wiadomo o Centrum „Myrotworeć”?Centrum „Myrotworeć” powstało w 2014 r. po Rewolucji Godności. Samo centrum określa się jako organizacja pozarządowa, której celem jest gromadzenie informacji o osobach, których działania 9zdaniem twórców bazy) mogą zagrażać bezpieczeństwu Ukrainy. Na stronie organizacji nie ma wezwań do zabijania osób wpisanych do rejestru. Przy publikacjach znajduje się natomiast formuła, że informacje mają zostać potraktowane przez organy ścigania jako zawiadomienie o możliwych działaniach przeciwko bezpieczeństwu państwa ukraińskiego.ONZ i Human Rights Watch krytykowały portal, ale z innych powodówW internetowych publikacjach bardzo często pojawia się argument, że Myrotworeć został „potępiony przez ONZ i Human Rights Watch”, co ma dowodzić, że jest to narzędzie służące do fizycznej eliminacji ludzi. ONZ, Human Rights Watch oraz organizacje dziennikarskie rzeczywiście krytykowały działalność organizacji. Powodem były przede wszystkim publikowanie danych osobowych, zagrożenia dla prywatności oraz bezpieczeństwa dziennikarzy i osób wpisywanych do bazy. W 2017 r. Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka rekomendował zbadanie działalności organizacji przez ukraińskie organy. Nie oznacza to jednak uznania, że portal jest oficjalną „listą śmierci” prowadzoną przez państwo ukraińskie.Czy portal Myrotworeć jest powiązany z ukraińskimi służbami?Twórcy portalu zachęcają ukraińskie służby do korzystania z publikowanych przez siebie informacji. Nie oznacza to jednak, że portal jest prowadzony przez SBU lub Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Ukrainy. Co więcej, ukraińskie instytucje państwowe wielokrotnie odcinały się od działalności organizacji. Przykładowo ambasada Ukrainy w Bułgarii oświadczyła, że działalność Centrum „Myrotworeć” nie ma związku z pracą instytucji państwowych Ukrainy i nie odzwierciedla oficjalnej polityki państwa.Narracja wzmacniana przez rosyjską propagandęOkreślenie Centrum „Myrotworeć” mianem „listy śmierci” od lat pojawia się również w przekazie rosyjskich mediów państwowych i przedstawicieli władz Rosji. Organizacja DisinfoWatch wskazuje, że jest to element szerszej narracji mającej przekonać odbiorców, iż ukraińskie państwo zachęca do fizycznej eliminacji przeciwników. Nie oznacza to, że sam portal nie budzi kontrowersji – publikowanie danych osobowych i sposób kwalifikowania osób do bazy są przedmiotem krytyki organizacji broniących praw człowieka. Nie ma jednak podstaw, by utożsamiać Myrotworeć z oficjalną „ukraińską listą śmierci” prowadzoną przez państwo lub służby specjalne.Zobacz także: Dezinformacja medyczna się nasila. Najczęściej uderza w szczepienia