Politycy wolą grać Wołyniem. Wojsko otacza wieś, mężczyźni są mordowani w pobliskim lesie, kobiety z małymi dziećmi wywożone tysiące kilometrów dalej, dzieci powyżej 10. roku życia trafiają do sierocińców w celu wynarodowienia. Program niemieckich nazistów? Nie, to zbrodnia innej ludobójczej ideologii – rosyjskiego komunizmu. Tak NKWD doprowadziło do zagłady wsi Czarny Bór w Ukraińskiej SRS podczas tak zwanej Operacji Polskiej. W dobie odmieniania Wołynia przez wszystkie przypadki warto pamiętać o zbrodni przypuszczalnie dwukrotnie bardziej krwawej. Historia to niestety nauka polityczna, a polityka ma to do siebie, że jest wybiórcza, relatywizuje i pomija. Moc wydarzeń z przeszłości zależy od punktu odniesienia, perspektywy. Odżyła historia zagłady Polaków na Wołyniu. Politycy straszą, że Ukraińcy nie rozliczyli się z winy, że czczą zbrodniarzy, można pomyśleć, że nasi udręczeni sąsiedzi zaraz znów zaczną nas rzezać.Bez wątpienia, Ukraińcy mają problem z historią UPA i innych nacjonalistycznych ugrupowań. Narody mają tę cechę, bo zaskakująco łatwo pomijają bolesne wydarzenia, czarne kartki ze swojej historii. Spójrzmy na siebie. Na każdy głos o Jedwabnem, o szmalcownikach zaraz pojawiają się głosy o drzewkach w instytucie Jad Waszem, o straszliwej cenie, jaką Polacy płacili za ratowanie Żydów. Racja.W przypadku Ukraińców pokutuje brak edukacji. Dziesiątki lat sowieckiego zamordyzmu spowodowało, że po odzyskaniu niepodległości na początku lat 90. odżył kult wcześniejszych idei narodowowyzwoleńczych. Stepan Bandera jest postrzegany jako bojownik o wolność, a nie kolaborant III Rzeszy i terrorysta. Roman Szuchewycz to ofiara komunistów, a nie zbrodniarz. Ukraińska Armia Powstańcza to organizacja narodowowyzwoleńcza, a nie ludobójcy odpowiedzialni za rzeź wołyńską i tak dalej.Ekonomika pamięciNie jest to kwestia złej woli, po prostu takie myślenie nasuwa ekonomika. Łatwiej jest czcić bohaterów niż zbrodniarzy. Lepiej jest wierzyć, że nasza historia jest szlachetna, że byliśmy wyłącznie ofiarami wrogich żywiołów. Dlaczego mielibyśmy chcieć się denerwować, że nasi przodkowie brali i mordowali cywilów?My też wolimy pamiętać o Witoldzie Pileckim, Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu” czy Hieronimie Dekutowskim „Zaporze”. Dokonywane równolegle z walką o wolną Polskę zbrodnie Romualda Rajsa „Burego”, Józefa Kurasia „Ognia” czy Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” nie wpisują się do tego kanonu. Ewentualnie były taktyczną koniecznością, złem, które da się zrelatywizować.Skala zbrodni dokonana przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach jest nieporównywalnie większa niż zbrodni wojennych popełnionych przez niektórych naszych żołnierzy wyklętych. Przez wzgląd na polskie ofiary i przyszłe relacje dobrosąsiedzkie oparte na prawdzie musimy wymagać, by Ukraińcy mieli właściwy stosunek do Wołynia, UPA czy OUN-B.Chcielibyśmy, by kolejne pokolenia Ukraińców były wychowywane, edukowane w oparciu o prawdę historyczną. Niestety, to jest niemożliwe. Nauka powinna zawsze dążyć do prawdy, przedstawiać obiektywny obraz rzeczywistości, ale historia, także jako nauka, rządzi się swoimi prawami. Czym innym jest historia Polaków, a czym innym historia Ukraińców w tym samym przedziale czasowym. Nie jest to też tylko kwestia wydarzeń z przeszłości, ale też przede wszystkim to, jak rezonują obecnie.Błąd ZełenskiegoOczywiście, nazwanie ukraińskiej jednostki wojskowej przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego imieniem „bohaterów UPA” jest dla nas policzkiem, ciosem w bolesną ranę. Wywołało słuszne oburzenie, ale też przesadzone, antagonizujące słowa polskich polityków. Można spekulować, co wywołało obserwowany wzrost nastrojów antyukraińskich oraz ksenofobicznych ataków w naszym kraju.Faktem jest natomiast, że i my wykrzywiamy najnowszą historię dla doraźnych celów politycznych. Politycy niebezpiecznie grają na emocjach, zakłamując rzeczywistość. Nazywanie ukraińskich nacjonalistów „nazistami”, twierdzenie, że w Ukrainie rodzi się neonazizm to przyjmowanie propagandy Władimira Putina, twórcy rosyjskiego państwa faszystowskiego.Żołnierze ukraińscy walczący dla III Rzeszy nie przyjmowali z założenia ideologii narodowo-socjalistycznej, nawet ci służący w niesławnej 14 Dywizji Grenadierów SS. Nie zostawali wyznawcami teorii, że najwspanialszą rasą są Germanie, do której sami nie należeli. Podobnie nazistami nie zostawali Tatarzy krymscy z 1 Tatarskiej Brygady Górskiej Waffen-SS, Azjaci ze Wschodniotureckiego Związku Bojowego SS czy hinduscy SS-mani z Ochotniczego Legionu Hinduskiego.Popularność ukraińskiej dywizji SS Hałyczyna nie brała się z fascynacji narodowym socjalizmem czy miłości do Adolfa Hitlera i jego charyzmatycznych przemówień. Ochotnikami kierowała chęć odpłacenia się sowietom za okupację, przede wszystkim zbrodnię ludobójstwa Wielkiego Głodu z lat 1932-33. Hołodomor i jego pochodne pochłonął w Ukrainie około 10 milionów ofiar (!). Do tego dochodziło karmienie przez nazistów wizją „niepodległej” Ukrainy.Warto pamiętać, że Ukraińcy doczekali się „zaledwie” jednej pełnej ochotniczej dywizji Waffen-SS, jeżeli przyjmować to za miernik oddania idei nazizmu. Tyle, co Estończycy, choć oni mieli jeszcze dodatkowo dwa pułki, Łotysze utworzyli dwie ochotnicze dywizje, Rosjanie z Białorusinami i Kozakami – cztery.Ukraińscy naziści?Hołd oddawany przez Ukraińców przodkom służącym w SS-Galizien i innych jednostkach kolaboracyjnych, w tym UPA, nie jest czczeniem „nazistów”, tylko – w ocenie Ukraińców – żołnierzy walczących o niepodległość, przeciwko Rosjanom i Niemcom. Niestety, z pominięciem zbrodni dokonywanych przez te jednostki i sprawy III Rzeszy, za którą de facto walczyli.Niektórzy nasi politycy i naśladowcy podnoszą kwestię rzezi wołyńskiej jako ostatecznego dowodu nienawiści narodu ukraińskiego do Polaków. To nie jest tak. Owszem grunt do takiego wybuchu agresji był. Świadczy o tym choćby skala zbrodni czy liczba grup biorących się za mordy. Była też pamięć krzywdy doznanej podczas niefortunnej „kampanii polityki wzmacniania polszczyzny” za rządów sanacji oraz wcześniejszych zaszłości. Trudno się natomiast zgodzić z tezą, że było to dokładnie zaplanowane i wyrachowane ludobójstwo.Niejasny plan „wysiedleń” Polaków za cichą zgodą Niemców, owszem, był, ale raczej rzeź należy potraktować jako inspirowanie i podburzanie przez „banderowców”. Chłopi, którzy szli mordować polskich sąsiadów, ale też rodaków pomagających Polakom czy Żydów, nie musieli orientować się w niuansach politycznych. Ważniejsza była możliwość dania upustu agresji, nienawiści, wizja bezkarnego mordowania, gwałcenia i rabowania.Należy przy tym zwrócić uwagę, że nie cała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów brała się za rzezanie. OUN rozpadł się w 1940 roku na dwa ruchy – OUN-B Stepana Bandery i OUN-M Andrija Melnyka. Za rzeź wołyńską współodpowiedzialnie są UPA i„banderowcy”. „Melnykowcy” byli przeciwni akcji, choć akurat nie kierował nimi żaden humanitaryzm.W latach 1943–1944 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali przypuszczalnie od 40 do 60 tysięcy Polaków, działając często w ramach jednego ze schematów oraz w skoordynowanych atakach, choć już wcześniej dochodziło do oddzielnych incydentów. Nierzadko poddawano eksterminacji całe wsie, setki osób, także starszych i dzieci. Stosowano najbardziej bestialskie metody, jakie tylko pijana i zaślepiona nienawiścią dzicz mogła wymyślić. Tak było choćby w Woli Ostrowieckiej.Akt ludobójstwaBył to bez wątpienia akt ludobójstwa. Jego ofiarą padali w zdecydowanej większości Polacy, ale też Żydzi, Ormianie, Czesi, Rosjanie, wreszcie sami Ukraińcy, którzy śmieli stanąć w obronie polskich sąsiadów lub mieli pecha znaleźć się w złym miejscu o złej porze. Winę ponosi część środowiska ukraińskich nacjonalistów, które zmobilizowało tysiące bezimiennych współwykonawców.Można przyjąć, że było to w znacznym stopniu ludobójstwo oddolne, spontaniczne. Tym, co szczególnie boli teraz, jest zła reakcja władz w Kijowie. Owszem, z jednej strony polscy badacze mają zgodę na prowadzenie prac archeologicznych, ale z drugiej są „bohaterowie UPA”, kult Bandery, Romana Szuchewycza. Do tego brak refleksji, co to oznacza dla Polaków, potomków ofiar „banderowców”, narodu, który teraz wspiera bandycko zaatakowaną Ukrainę.Nie można porównywać hekatomb, ale wydaje się, że zbytnio i niewłaściwie eksploatujemy historię rzezi wołyńskiej, która zamiast być jednoczącym symbolem pamięci o ofiarach stała się orężem politycznym. Pomijamy zbrodnię ludobójstwa znacznie większą, zaplanowaną w szczegółach, dokonaną przez odwiecznego wroga Polski – Rosję.Dlaczego nikt nie upomina się w Rosji o prawdę? Dlaczego nie żąda od rosyjskich władz dokumentów, przeprosin? Atakuje się wyłącznie Ukrainę. Mamy środowiska renegatów wpatrzonych w zdegenerowaną Rosję, która konsekwentnie zabija pamięć o polskich ofiarach. Dyktatora, odbudowującego kult Józefa Stalina, zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć milionów ludzi, za planowane mordowanie Polaków pożyteczni idioci nazywają „Jego Ekscelencją”. Niepojęte.Ludobójcza polityka KremlaTak zwana Operacja Polska NKWD z lat 1937-1938 nie była programem bandy nacjonalistów, wspieranych przez zdziczałe chłopstwo. To oficjalna polityka państwa wobec mniejszości narodowej oraz przedstawicieli innej narodowości. Ludobójstwo przygotowane w szczegółach i bezwzględnie przeprowadzone.Skala Zła jest nieporównywalna także ze zbrodnią katyńską. Nie tylko, jeżeli chodzi o liczby. Katyń to około 22 tysięcy ofiar, Operacja Polska – co najmniej pięciokrotnie więcej. Katyń można jeszcze w jakimś stopniu tłumaczyć względami militarnymi, jako zbrodnię wojenną – tysiące polskich oficerów stanowiło pewną wrogą siłę. Operacja Polska to mordowanie cywilów, których jedyną winą było pochodzenie.Pech ponad miliona Polaków polegał na tym, że po podpisaniu w 1921 roku traktatu ryskiego przypadło im mieszkanie w Związku Sowieckim. Byli to mieszkańcy kresów, ale nie tylko. Nie chcieli budować totalitarnego państwa. Sprzeciwiali się choćby kolektywizacji, co w Ukrainie wprowadzono ludobójstwem, nie chcieli wstępować do partii komunistycznej, odchodzić od religii katolickiej czy wyrzekać się polskości.Sowieci od początku patrzyli na nich krzywym okiem. Z miejsca wprowadzili represje. Polowali na polskich „szpiegów”, mordowali i zsyłali w bydlęcych wagonach pod zarzutem rzekomej przynależności do „szpiegowsko-dywersyjnej” Polskiej Organizacji Wojskowej, działającej w latach 1915-1921. Tropili rzekomą piątą kolumnę.Oczywiście Polacy nie byli jedyną mniejszością narodową prześladowaną przez sowietów. Ci postawili sobie za cel niszczenie także choćby Ukraińców, Niemców, Greków, Estończyków i tak dalej. Wobec Polaków byli jednak szczególnie wrogo nastawieni. Można zakładać, że przyczyniła się do tego klęska pod Warszawą w 1920 roku, ale też patologiczna nienawiść i podejrzliwość Józefa Stalina.Szczęście BierutaWraz ze wzrostem jego siły po śmierci Włodzimierza Lenina represje przybierały na sile, zwiększał się ich zasięg. Jednocześnie od połowy lat 20. trwały zabiegi, by „wyhodować” polskie kadry komunistyczne, które przejęłyby władzę w kraju po kolejnej inwazji na Zachód. Z czasem jednak i je wymordowano. Na marginesie, stąd się wzięła powojenna kariera Bolesława Bieruta – gdyby nie siedział w polskim więzieniu, zginąłby podczas Wielkiej Czystki.Pierwszą wielką zorganizowaną falę represji przeciwko Polakom przeprowadzono w latach 1935-1937. NKWD wzięła się za „siatkę POW”, przy okazji zlikwidowano polskie rejony autonomiczne – Marchlewszczyznę i Dzierżyńszczyznę. Rozpoczęła się fala zsyłek do Kazachstanu i północnej Karelii. W końcu rozpoczęło się klasyczne ludobójstwo. Nieco przykryte płaszczykiem ogólnorosyjskiej krwawej łaźni, w ramach której wymordowano ponad milion osób, ale jednak będące oddzielną zbrodnią.Podstawą Operacji Polskiej był rozkaz z dnia 11 sierpnia 1937 roku numer 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS i szefa NKWD Nikołaja Jeżowa. Przewidywał on rozstrzelanie „pierwszej kategorii” aresztowanych Polaków, to jest wszystkie elementy „szpiegowskie, dywersyjne, szkodnicze i powstańcze kadry wywiadu”. „Druga kategoria”, czyli „mniej aktywni” mieli podlegać karze więzienia lub łagru z wyrokiem od 5 do 10 lat.„Krwawy karzeł” polecił zakończyć operację do 20 listopada 1937 roku. Chichotem Historii jest fakt, że Jeżow sam został zlikwidowany przez Stalina między innymi pod zarzutem prowadzenia „działalności szpiegowskiej na rzecz wywiadów polskiego i niemieckiego”.Polacy – obywatele Związku Sowieckiego – zostali uznani za szpiegów działających na usługach polskiego wywiadu. Ruszyła wielka akcja „oczyszczania pasa przygranicznego z elementu niepewnego” i „całkowitej likwidacji (…) podstawowych zasobów ludzkich polskiego wywiadu w ZSRS”. Na polowanie ruszyły „dwójki” złożone z enkawudzistów, którzy mieli głos rozstrzygający oraz prokuratorów, jako pozoru „sprawiedliwości”.Egzekucja za nazwiskoPolowano na wszystkich Polaków, bez wyjątku. Byli to więc mieszkańcy dawnego Imperium Rosyjskiego, niezależnie od pochodzenia etnicznego – wystarczył przodek mówiący w języku polskim lub polskobrzmiące nazwisko, by skończyć pod płotem. Dalej byli emigranci – sowieci dziwili się, że ktoś może chcieć u nich mieszkać, to było szczególnie podejrzane. Do tego dochodzili jeńcy, zbiegowie polityczni i tak dalej. Kategorii było wiele, ale los – tylko jeden.Wszystko odbywało się według schematu. Zatrzymany był podciągany pod jedną z grup: „polski kontrrewolucjonista”, „wróg Związku Sowieckiego”, „polski kułak”, „piłsudczyk”, „aktywny działacz katolicki” czy „członek polskiej kontrrewolucyjnej organizacji POW”. Sprawozdania trafiały do Moskwy. Zatwierdzali je Jeżow, jako szef NKWD, i prokurator generalny ZSRS Andriej Wyszynski, potomek polskiej szlachty i agent carskiej Ochrany. Oczywiście takie zatwierdzenie służyło tylko pewnej fikcji, że jest jakaś kontrola nad całością.Stalin chciał się jak najszybciej pozbyć Polaków, wobec czego tempo aresztowań i egzekucji od razu było bardzo wysokie. Enkawudziści zatwierdzali egzekucje nawet przeszło dwóch tysięcy osób dziennie. Po 20 dniach Operacji Jeżow pochwalił się, że przeprowadzono egzekucje 23 tysięcy osób. Znamienna jest notatka dyktatora na marginesie, powinni o niej pamiętać wszyscy rusofile: „Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud”.Tempo egzekucji było tak wysokie, że enkawudziści przysyłali do zatwierdzenia do Moskwy listy osób już zamordowanych. Mieczysław Łoziński, świadek zbrodni opisał pracę katów w książce „Operacja Polska” (cytaty za IPN; 2008 rok). „Każdy z oprawców był przesiąknięty zapachem krwi ludzkiej tak, że nawet pies uciekał i dopiero z pewnej odległości zaczynał nerwowo szczekać na oprawcę. Dlatego w miejscu kaźni stały dwa wiadra: jedno z wodą, drugie z wodą kolońską” – wspominał.Pomordowanych wywożono do lasów i zakopywano w zbiorowych mogiłach. Wiadomo, że zwłoki wrzucano w podmoskiewskim Butowie, w Lewaszowie koło Petersburga, w okolicach Kijowa, Winnicy, Charkowa, Kamieńca Podolskiego. Spoczywają w ziemi obok jeńców pomordowanych podczas zbrodni katyńskiej, a więc choćby w Bykowni czy Kuropatach. Ile powstało takich dołów? Zapewne się nie dowiemy, w Rosji Putina nie ma miejsca naprawdę historyczną.Operacja Polska NKWD – ponad 100 tys. ofiarOperacja Polska zakończyła się oficjalną decyzją KWD i Rady Komisarzy Ludowych, czyli sowieckiego rządu. Data to 15 listopada 1938 roku. Oficjalnie skazano ponad 168 tys. osób, w tym 111 091 na karę śmierci. Była to elita narodu polskiego, żyjąca na tej nieludzkiej ziemi. Bliscy pomordowanych nie zostali zostawieni w spokoju – byli skazywani na kary 5-10 lat więzienia lub łagru, w praktyce – 15 lat. Zarzut – „wiedza o działalności kontrrewolucyjnej bliskich”.„Po jakimś czasie pod nasz dom podjechał 'czornyj woron' (więzienna suka). Mamę zapakowano do niego razem z nami i zawieziono do Emilczyno. Tu mamę, jako żonę „wroga ludu”, która nie doniosła na niego i nie uprzedziła władz, że przygotowuje on bunt, aresztowano. Wraz z nią osadzono w więzieniu także mojego najstarszego brata Janka, który miał wówczas 16 lat i w świetle sowieckiego prawa mógł odpowiadać jako dorosły. Mnie, który miałem wtedy 12 lat, siostrę Anastazję, mającą 14 lat, i czteroletnią siostrę Kazię umieszczono w domu dziecka” – wspominał Hieronim Pawicki, którego ojciec został zamordowany po torturach.„Brat Józef zmarł wcześniej, a Władysława zabrano nie wiadomo gdzie. Matka nigdy już więcej go nie zobaczyła. Początkowo mieszkaliśmy z rodzeństwem w domu dziecka w Emilczynie, ale po kilku miesiącach wywieziono nas do domu dziecka w obwodzie czernihowskim. Brat Jan w więzieniu podpisał sowieckie obywatelstwo. Zwolniono go, wrócił do rodzinnego domu i pozwolono mu opiekować się siostrą Anastazją, która mogła opuścić dom dziecka. Mnie i siostrę Kazimierę umieszczono w różnych domach dziecka i nic o sobie nie wiedzieliśmy” – opowiadał Pawicki.Odwleczony wyrok śmierciCzęsto więzienie i zsyłka były odwleczonym wyrokiem śmierci. Powolną egzekucją stały się niewolnicza praca, głód, nieludzkie traktowanie, wreszcie wystawienie skazańca, by więźniowie kryminalni wyręczyli komunistów. Do tego dochodziło doraźne mordowanie. Aleksander Sołżenicyn zwrócił uwagę, że wyrok „dziesięć lat łagru bez prawa korespondencji” oznaczał natychmiastową śmierć. Rodziny potem latami szukali bliskich, okłamywani przez reżim, że gdzieś tam żyją.Kto uniknął śmierci, był na zawsze naznaczony piętnem skazańca. Do łagrów trafiały ciężarne kobiety, karmiące matki. Dzieci w wieku do lat trzech były od razu odbierane – trafiały do domów dziecka. Starsze rzucano do obozów pracy, sierocińców, zwykle w odległych republikach, gdzie były wynarodowiane.11 sierpnia obchodzimy rocznicę rozpoczęcia Operacji Polskiej NKWD. Oficjalnej, choć ściśle tajnej zbrodni ludobójstwa, przeprowadzonej przez rosyjskie służby. Martyrologia nie dotyczy jednak wyłącznie lat 1937-1938. Zbrodnicze działania Rosji zaczęły się wcześniej i były kontynuowane później. Było to jeszcze jedno oblicze tego samego zjawiska, nienawistnej, chorej ideologii, którą z niepokojem obserwujemy i dziś – rosyjskiego imperializmu.Rosjanie nie chcą znać ludobójczej, antypolskiej operacji swoich ojców i dziadków, a reżim Putina jak może zaciera ślady. Był jakiś tam Wielki Terror, ale eliminowano wyłącznie nieprawomyślnych komunistów. Setek tysięcy Polaków wymordowanych w ramach czystek etnicznych, totalitarnej ideologii – nie było. Niestety, także w Polsce pamięć o Operacji Polskiej NKWD jest marginalna. Politycy wolą walczyć Wołyniem, ku uciesze Kremla.