Sprawa molestowania dziecka. Chciał tego uniknąć, ale ostatecznie zjawił się na rozprawie. Kardynał Stanisław Dziwisz pojawił się w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Od połowy czerwca toczy się tam proces o 20 mln zł zadośćuczynienia dla Janusza Szymika, byłego ministranta, który jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza księdza Jana W. Kardynał Dziwisz został wezwany jako jeden ze świadków w procesie. Zdaniem pełnomocników powoda mógł on wiedzieć o działaniach Jana W., ponieważ dostawał sygnały z prośbą o interwencję w tej sprawie od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.Sąd planował przesłuchać hierarchę już w czerwcu, ale wówczas był on chory. W połowie lipca również nie pojawił się w sądzie. Powodem nieobecności był zaplanowany wcześniej urlop, w tym wyjazd do Watykanu. Nowy termin wyznaczono na 3 sierpnia.Kardynał Dziwisz twierdził, że nie ma wiedzy w sprawie molestowania ministrantaW tak zwanym międzyczasie, jak przekazała sędzia Monika Szczepaniec-Czech, do sądu wpłynęło pismo, w którym kardynał Dziwisz przekonywał, że nie ma wiedzy w tej sprawie, a w latach 1978-2004 przebywał w Rzymie. Powołując się na swój wiek i stan zdrowia oraz zalecenia lekarzy, napisał, że nie może brać udziału w czynnościach wywołujących u niego stres, a także poprosił o niewzywanie go do sądu. Problemy zdrowotne musiałby wtedy potwierdzić lekarz sądowy. W przeciwnym razie sąd mógłby nałożyć grzywnę lub zdecydować o zarządzeniu przymusowego doprowadzenia.Pełnomocnicy starają się, by także były ksiądz Jan W. był świadkiem w procesie Janusza Szymika. Nie jest jednak znane miejsce jego pobytu. Wezwanie skierowano m.in. do jednego z klasztorów, ale pod tym adresem nie zostało ono odebrane.Janusz Szymik domaga się zadośćuczynienia. Chce odpowiedzialności zwierzchników byłego proboszczaPrzed Sądem Okręgowym w Krakowie Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W. Archidiecezja Krakowska i parafia mają odpowiadać za te czyny jako zwierzchnicy księdza.Czytaj także: Wierni kontra proboszcz. Interweniowała nawet policjaEmerytowany metropolita krakowski podczas trwających blisko godzinę zeznań był pytany przez pełnomocnika powoda, czy znał ks. Jana W. Kard. Dziwisz przekazał, że go kojarzy, ponieważ znał wszystkich księży w archidiecezji krakowskiej, ale nie miał z nimi kontaktów osobistych ani towarzyskich.Dziwisz zgodził się przyjąć Szymika na „rozmowę religijną”. Nie chciał spotkania z udziałem adwokataWtedy pełnomocnicy byłego ministranta pokazali archiwalne zdjęcia przedstawiające księży na urlopie na plaży i poprosili Dziwisza o odniesienie się do nich. – Na plaży z księdzem W. nie byłem, ale może jak byłem z klerykami, to może on tam też mógł się kąpać. To zaskakujące pytanie po 50 latach. W tym okresie byliśmy wszyscy bardzo młodzi, żeby teraz po tylu latach rozpoznawać ludzi, którzy tam byli – zaznaczył Dziwisz.Hierarcha zeznał przed sądem, że ze sprawę molestowania Janusza Szymika poznał z prasy dopiero teraz, a o „niegodnych zachowaniach ks. Jana W.” usłyszał dopiero w 2022 roku.Według niego z osobą, która przedstawiła się jako Janusz Szymik, rozmawiał przez telefon, kiedy zadzwonił on z prośbą o spotkanie. – Ja się zgodziłem jako duszpasterz na rozmowę religijną, ale po jakimś czasie on zadzwonił, że chce przyjść z adwokatem, ja wtedy odpowiedziałem, że chciałem przyjąć pana, ale nie z adwokatem – dodał Dziwisz.To już kolejny proces w sprawie byłego ministranta. Sąd nie miał wątpliwościW 2025 r. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał Januszowi Szymikowi 400 tys. zł zadośćuczynienia od Diecezji Bielsko-Żywieckiej za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”. Uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności Diecezja Bielsko-Żywiecka, powstała dopiero w 1992 r., lecz Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz.Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 r. Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 r., gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.Czytaj także: Schizma w Kościele. Historia sporu lefebrystów z Watykanem