Ksiądz Adam Boniecki w „Rozmowach (nie)wygodnych”. Człowiek, który przede wszystkim kieruje się miłością do drugiego człowieka. Jest wyrozumiały i nie ocenia, ale słucha. Z uważnością obserwuje świat i ludzi. O wydarzeniach i osobach, które miały wpływ na jego życie, zaufaniu do Boga i zwątpieniu, a także przyjmowaniu z pokorą tego, co przynosi los – ksiądz Adam Boniecki opowiada Mariuszowi Szczygłowi w „Rozmowach (nie)wygodnych”. Mariusz Szczygieł pyta swojego gościa o to, który dzień ze swojego życia uważa on za szczególnie udany, do którego wraca pamięcią.– Takich dni jest na pewno kilka. Szczególnie dobrze pamiętam dzień święceń, to było już dawno, bo w 1960 roku – kiedy to było, mało kto żyje z tego czasu. W tym roku wiedziałem, że zaczyna się nowa jakość w moim życiu, coś zupełnie nowego. Seminarium przygotowuje do kapłaństwa, ale to, co się spotyka w życiu – to było wejście w nowy świat. To był taki dzień, który wspominam jako przełomowy – przyznaje ksiądz Boniecki.„Rozmowy (nie)wygodne” w TVP Info. Gościem ksiądz Adam BonieckiDuchowny przyznaje, że w pamięć zapadli mu też ludzie, z którymi spotkania w jakiś sposób odmieniły jego życie.– Myślę, że takim człowiekiem dla mnie był ksiądz Bronisław Bozowski, którego spotkałem, spotykałem potem wielokrotnie... Dlaczego? Pewien styl jego bycia księdzem... bardzo na mnie wpłynął. To jedno spotkanie, ale nie potrzebuję więcej powiedzieć – odparł ksiądz.Czytaj również: Teatr Telewizji rośnie w siłę. Ma nową wicedyrektorkę i nowego szefa pasmaOjciec duchownego zginął z rąk gestapowców. „Nie do zastąpienia” Ksiądz Boniecki wyznaje, że wiadomość o rozstrzelaniu ojca przez gestapo to „był dzień, który na zawsze pozostał w pamięci”. Gość Mariusza Szczygła wspomina, że kiedy doszło do tej tragedii, miał zaledwie 10 lat.– Mnie się zdaje, że ojciec jest nie do zastąpienia. Był brat ojca, stryj, który starał się to robić, ale ani on nie uważał, że zastępuje, ani ja nie uważałem, że zastępuje, ale był ważny – to był chyba jego stryj Andrzej – opowiada duchowny.– To jest strata na całe życie, ślady braku ojca na sobie, na moim młodszym rodzeństwie – moja siostra młodsza i brat młodszy w ogóle nie pamiętają. Nawet nie wiem, czy ale to jest… to jest brak, którego się nie wyrównuje – dodaje. „Wyrozumiałość jest kapłańskim odruchem”Mariusz Szczygieł ma wrażenie, że w księdzu Bonieckim nie ma zgorszenia. Prowadzący pyta swojego gościa, skąd w nim ta wyrozumiałość – Czy ksiądz tak miał zawsze, czy to Jezus księdzu nakazał? – zastanawia się. – Może zacznę od końca. Rozmawiając z kimś, słuchając kogoś, próbuję wejść w jego skórę, dlaczego on tak mówi; coś za tym jest, to jest jakaś często historia, której ja nie znam czy znam bardzo powierzchownie (...). Jestem przekonany, że Pan Bóg sobie z tym i ludźmi świetnie poradzi, jeżeli nas jakoś zbawia, to nie czepia się słów, tylko mówi: „Co Cię bolało?”, „Mnie też to boli, nie?” – odpowiada ks. Adam Boniecki.– To nie jest efekt pracy nad sobą, powiedziałbym, że to jest taki księżowski czy kapłański odruch, żeby się do wszystkiego odnosić z miłością jednak – podkreśla duchowny. Czytaj również: Trzymał swoją twórczość w sekrecie. „Szczęśliwi ludzie książek nie piszą”