Wielkie oszczędzanie energii. Takiego problemu Węgry nie miały od dekad. Premier Péter Magyar poinformował, że w nocy wyłączono przedostatni blok elektrowni atomowej Paks. Niewykluczone, że wkrótce prace obiektu zostaną całkowicie wstrzymane. Przyczyną problemów jest niski poziom wody w Dunaju, wykorzystywanej do chłodzenia elektrowni. Węgry po raz pierwszy od jej powstania poważnie rozważają całkowite wyłączenie elektrowni jądrowej Paks. Przy obecnym, historycznie niskim poziomie Dunaju i wysokiej temperaturze wody, system chłodzenia obiektu pracuje na granicy wymaganych parametrów.Obecnie elektrownia produkuje już tylko 240 megawatów, podczas gdy jej normalna moc wynosi około dwóch tysięcy megawatów.Wygaszanie elektrowni Paks. Wdrożono procedury kryzysoweW związku z gwałtownym spadkiem mocy w systemie operator sieci przesyłowej MAVIR uruchomił procedury kryzysowe. Do pracy skierowano wszystkie dostępne elektrownie rezerwowe, w tym jednostki, które od lat pozostawały wyłączone z eksploatacji. Zabezpieczono również dostawy paliwa dla tych bloków energetycznych.Rząd podkreśla, że sytuacja nie stwarza zagrożenia nuklearnego. Problem dotyczy wyłącznie produkcji energii, ponieważ rekordowo niski poziom Dunaju uniemożliwia dalszą pracę reaktorów zgodnie z obowiązującymi procedurami bezpieczeństwa.Czytaj również: Węgry biorą się za odzyskiwanie mienia po „grabieży” ekipy Orbana„Węgry mają zapewnione bezpieczne dostawy energii elektrycznej. Kraj dysponuje mocą na odpowiednim poziomie. Dlatego nawet ewentualna całkowite zamknięcie w Paks nie zagrozi dostawom energii dla ludności” – napisał w mediach społecznościowych premier Magyar.Kryzys energetyczny na Węgrzech. Koszty idą w miliony dolarówProblemy elektrowni jądrowej Paks są częścią szerszego kryzysu wywołanego suszą w dorzeczu Dunaju. Podobne kłopoty dotknęły Rumunię, gdzie z powodu niskiego poziomu rzeki wyłączono oba reaktory elektrowni jądrowej Cernavoda. Eksperci ostrzegają, że jeśli nie pojawią się większe opady, ograniczenia w pracy infrastruktury energetycznej mogą utrzymać się w najbliższych tygodniach.Jak poinformował na Facebooku Mark Radnai, wiceprzewodniczący węgierskiej partii Cisa, kryzys może kosztować Węgry od 100 do 200 miliardów forintów (od 315 do 630 milionów dolarów) z powodu rosnących cen importowanej energii elektrycznej.Wprowadzono plan ograniczania poboru energii dla wielkich przedsiębiorstw. Niedostosowanie się do niego grozi karami i całkowitym wyłączeniem dostaw. Premier zapewnił jednak, że kraj ma zabezpieczone dostawy prądu dla obywateli.Czytaj także: Susza nie odpuszcza. Takie mogą być skutki długotrwałego braku opadów