Nauka z etyką na bakier? Jeden z czołowych chińskich uniwersytetów medycznych prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci młodej dziewczyny, która brała udział w eksperymentalnym badaniu edycji genów. Stacja CNN zwróciła uwagę, że badanie to wzbudziło poważne obawy dotyczące etyki w dynamicznie rozwijającym się chińskim przemyśle biomedycznym. Wydział Medyczny Uniwersytetu Jiaotong w Szanghaju poinformował o powołaniu grupy roboczej, która ma „przeprowadzić kompleksowe dochodzenie” w sprawie badania klinicznego przeprowadzonego w zeszłym roku przez czołowego eksperta w Szpitalu Xinhua, należącym do uczelni, i powiązanej z nim publikacji naukowej.Kilka dni wcześniej amerykański magazyn „Science” i organizacja Retraction Watch, zajmująca się rozliczeniami naukowymi, opublikowały wspólny raport szczegółowo opisujący nieudane badanie kliniczne, częściowo sfinansowane przez rodziców dziewczynki, którzy twierdzą, że zapłacili 860 tys. dolarów za opracowanie metody leczenia.Rodzice powiedzieli mediom, że lekarze nie ostrzegli ich, iż ich córka może umrzeć. Mieli nadzieję, że leczenie naprawi defekt genetyczny, powodujący opóźnienia rozwojowe, które ich zdaniem mogą mieć wpływ na późniejsze życie dziecka.Lekarze ukarani symbolicznieSzpitalna komisja etyki uznała, że śmierć dziewczynki „z całą pewnością miała związek” z zastosowanym leczeniem. Jednocześnie kary były niewielkie, a lekarze ani ich placówki nigdy nie podali wyników do publicznej wiadomości, mimo że wyniki powiązanych badań opublikowano w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Nature” – wskazano w artykule w „Science”.Sprawa wywołała oburzenie i zaniepokojenie w Chinach, zwłaszcza po zaostrzeniu przepisów w następstwie innego skandalu. W 2018 roku ujawniono, że z zarodków, w których zmodyfikowano geny pod okiem chińskiego naukowca He Jiankui, urodziły się dzieci.Stacja CNN wskazała, że kontekst najnowszego badania klinicznego jest zupełnie inny: edycja genów to nowa forma terapii genowej, której celem jest edycja sekwencji DNA lub RNA w celu naprawy lub usunięcia wadliwych genów powodujących szereg chorób u dzieci i dorosłych. W przeciwieństwie do zarodków poddanych edycji genów, zmiany te nie są przekazywane przyszłym pokoleniom.Mimo wszystko „sprawa ta jest o wiele bardziej niepokojąca (niż sprawa He Jiankui), ponieważ zajmowali się nią uznani naukowcy z jednego z najbardziej prestiżowych chińskich uniwersytetów” – powiedziała Joy Zhang, dyrektor Centrum Globalnej Nauki i Sprawiedliwości Epistemicznej na Uniwersytecie w Kent w Wielkiej Brytanii.Kontrola nad badaniamiW Chinach – twierdzą obserwatorzy – sprawa ta może doprowadzić do dalszego zaostrzenia przepisów i kontroli nad badaniami. Z drugiej strony może to ograniczyć rozwój nauki w kraju. Pekin nie tylko dba o równowagę między innowacjami i bezpieczeństwem, ale także o globalną konkurencję – i może nie chcieć zwalniać tempa.Jak wynika z najnowszego badania liderów amerykańskiego przemysłu i świata akademickiego, przeprowadzonego przez Cure Innovation Index, udział Chin w światowych badaniach klinicznych wzrósł z 1 proc. w 2009 roku do 32 proc. w 2025 roku, niemal dorównując USA (35 proc.).Ekspert ds. zdrowia globalnego Yanzhong Huang wskazał, że chińskie instytucje mają odpowiednie możliwości i wykonują pionierskie prace. – Jednak mówiąc o wzroście znaczenia Chin jako biotechnologicznego supermocarstwa, nie powinniśmy zapominać o drugiej stronie medalu – wyzwaniach regulacyjnych i etycznych, które mogą stanowić poważną przeszkodę dla chińskiej nauki – zwrócił uwagę.Czytaj także: Viagra nie tylko na erekcję. Naukowcy badający nowotwory zachwyceni