Burzliwa debata w Sejmie. Rząd bierze pełną odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez żołnierzy, a procedury po wtargnięciu rosyjskiej rakiety do polskiej przestrzeni powietrznej zadziałały znacznie sprawniej niż za poprzednich rządów – przekonywał w Sejmie wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zabrał głos z mównicy sejmowej po pytaniach i krytycznych ocenach posłów PiS w kwestii działań rządu w związku ze zdarzeniem z czwartku, gdy nad ranem rosyjska rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną i uderzyła w niezabudowany teren niedaleko miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim.Podczas burzliwej debaty szef MON ostro skrytykował polityków PiS i zaapelował do Konfederacji, by nie lekceważyła zagrożenia ze strony Rosji. Podkreślił, że obecny rząd stoi za decyzjami podejmowanymi przez Wojsko Polskie i nie zamierza przerzucać odpowiedzialności na dowódców.– My bierzemy 100 proc. odpowiedzialności za decyzje, które podejmują żołnierze i będziemy ich wspierać. Dajemy im wolną rękę w podejmowaniu decyzji zgodnie z procedurami i zgodnie z zagrożeniem – powiedział Kosiniak-Kamysz.Jak zaznaczył, to żołnierze na miejscu oceniają, czy zestrzelenie rakiety nie spowoduje większego zagrożenia niż pozwolenie jej na upadek w miejscu niezamieszkałym. Jak podkreślił, „to żołnierz jest od tego żeby zdecydować, w którym momencie pociąga za spust”.Zaapelował również do polityków PiS, aby wspierali armię. – Stańcie za Wojskiem Polskim i dajcie mu działać – powiedział z sejmowej mównicy.Czytaj także: Kurier w Polsce sam jest jak towar. Tani, szybki, z dostawą pod drzwiPorównanie z Przewodowem i BydgoszcząMinister obrony przekonywał, że reakcja służb na ostatni incydent była zdecydowanie sprawniejsza niż podczas podobnych zdarzeń za rządów Zjednoczonej Prawicy. Przypomniał zarówno eksplozję rakiety w Przewodowie w listopadzie 2022 roku, jak i sprawę rosyjskiego pocisku Ch-55, którego szczątki odnaleziono przypadkowo w lesie pod Bydgoszczą w kwietniu 2023 roku, choć rakieta wleciała do Polski już w grudniu 2022 roku.Kosiniak-Kamysz zarzucił poprzednim władzom, że przez wiele miesięcy nie poinformowały opinii publicznej o incydencie, i zarzucił ówczesnemu szefowi MON, obecnie przewodniczącemu klubu PiS, Mariuszowi Błaszczakowi, że odpowiedzialność za sytuację przerzucono na ówczesnego Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Tomasza Piotrowskiego.– Wczoraj służby były od początku, straż, policja, a Żandarmeria Wojskowa w ciągu 12 godzin znalazła odłamki i potrafiła stwierdzić, jaki to jest rodzaj rakiety. Jesteście bezczelni po tych zdarzeniach spod Bydgoszczy w ogóle zabierając głos – powiedział pod adresem posłów PiS.Według szefa MON procedury zastosowane po czwartkowym incydencie zadziałały „sto razy lepiej” niż podczas wcześniejszych przypadków naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.Czytaj także: Śmieciarka w ogniu. Zatarasowana Aleja Wilanowska w WarszawieApel do Konfederacji i przypomnienie o sojusznikachWicepremier zwrócił się również do posłów Konfederacji, apelując, by nie bagatelizowali zagrożenia ze strony Rosji, by „zeszli na ziemię” i dostrzegli, że prawdziwe zagrożenie płynie ze strony Rosji, a nie Ukrainy, Zachodu i polskiego rządu.Przywołał słowa Pawła Kowala z KO, który ocenił, że wśród polityków Konfederacji są osoby, które „witałyby Rosję chlebem i solą”. Podkreślił, że polską racją stanu jest wspieranie Ukrainy i odsuwanie rosyjskiego zagrożenia od granic kraju, a nie budowanie niechęci wobec Ukraińców.Minister przypomniał także o znaczeniu współpracy z sojusznikami. Wskazał, że podczas czwartkowej operacji polskie lotnictwo było wspierane przez natowskie samoloty, w tym tankowiec powietrzny, który wystartował z Niemiec.– Zagrożenie jest na wschodzie, nie na zachodzie – podkreślił.Rosyjska rakieta spadła na LubelszczyźnieDo incydentu doszło w nocy ze środy na czwartek podczas kolejnego zmasowanego rosyjskiego ataku rakietowego na Ukrainę, obejmującego m.in. Lwów. W związku z zagrożeniem poderwano polskie myśliwce F-16, które działały przy wsparciu polskich i sojuszniczych samolotów rozpoznawczych oraz natowskich tankowców powietrznych w Niemczech.Pocisk spadł na niezabudowany teren. Nikt nie ucierpiał i nie odnotowano zniszczeń.Czytaj także: Prawdziwy szturm na Ceutę. Władze mówią o dziesiątkach tysięcy migrantów