Międzynarodowi biegli zgodni. Międzynarodowy Zespół Biegłych z zakresu medycyny sądowej, powołany przez prokuraturę w czasie rządów PiS, uznał, że obrażenia ofiar katastrofy smoleńskiej są typowe dla katastrofy lotniczej i nie wskazują na wybuch – wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”. Według dziennika eksperci nie znaleźli dowodów potwierdzających hipotezę eksplozji na pokładzie Tu-154M. Międzynarodowy Zespół Biegłych z zakresu medycyny sądowej został powołany w 2019 r. przez prokuraturę prowadzącą śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej. W jego skład weszli specjaliści z Polski oraz zagranicznych ośrodków naukowych, m.in. ze Szwajcarii, Francji, Danii i Portugalii. Zadaniem ekspertów było przygotowanie kompleksowej opinii dotyczącej przyczyn i przebiegu katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. na podstawie całego zgromadzonego materiału dowodowego.Prace zespołu zakończyły się w sierpniu 2024 r., a miesiąc później prokuratura otrzymała końcową opinię sporządzoną w języku angielskim. Następnie została ona przełożona przez tłumaczy przysięgłych na język polski. Od kilku miesięcy rodziny ofiar mogą zapoznawać się z dokumentem w kancelarii tajnej.Katastrofa smoleńska od początku była przedmiotem sporu politycznego. Jak przypomina „Gazeta Wyborcza”, Prawo i Sprawiedliwość niemal od początku kwestionowało, że pod Smoleńskiem doszło do tragicznego wypadku lotniczego. Politycy partii przedstawiali hipotezę zamachu, oskarżając o niego Rosję oraz wskazując na współodpowiedzialność ówczesnego rządu Donalda Tuska.Podkomisja smoleńskaPo objęciu władzy przez PiS śledztwo prowadził Zespół Śledczy nr 1 Prokuratury Krajowej. W jego toku zarządzono m.in. ekshumacje wszystkich ofiar oraz zlecano kolejne ekspertyzy mające zweryfikować wcześniejsze ustalenia. W tym samym czasie ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz powołał podkomisję smoleńską, której zadaniem było ponowne zbadanie przyczyn katastrofy. Jak przypomina dziennik, prace podkomisji kosztowały ponad 30 mln zł i „zakończyły się w niesławie”.„Typowe obrażenia” ofiar katastrofy lotniczejNajważniejszym wnioskiem opinii Międzynarodowego Zespołu Biegłych jest stwierdzenie, że wszystkie ofiary zginęły wskutek rozległych obrażeń wielonarządowych, będących następstwem działania urazów mechanicznych o bardzo dużej sile.Biegli uznali, że obrażenia były wynikiem działania twardych i tępych przedmiotów, a także elementów posiadających ostre krawędzie. Zdaniem ekspertów podczas katastrofy lotniczej dochodzi do rozpadu konstrukcji samolotu, w wyniku czego powstają liczne odłamki i fragmenty mogące powodować tego rodzaju uszkodzenia.Według opinii wszystkie obrażenia stwierdzone u ofiar odpowiadają obrażeniom spotykanym w katastrofach lotniczych i nie odbiegają od ich typowego charakteru.Nie stwierdzono śladów materiałów wybuchowych Międzynarodowy zespół przeanalizował również wyniki wcześniejszych badań fizykochemicznych oraz sekcji zwłok przeprowadzonych po ekshumacjach.Wśród uwzględnionych ekspertyz znalazły się m.in. badania wykonane w 2019 r. przez laboratorium Forensic Science Northern Ireland. Analizie poddano wymazy pobrane ze zwłok ofiar, aby sprawdzić, czy znajdują się na nich pozostałości substancji wybuchowych.Ekspertyza nie wykazała ich obecności na żadnej z przebadanych próbek. W ocenie ekspertów oznacza to, że badane przedmioty nie miały bezpośredniego kontaktu z takimi substancjami.„Gazeta Wyborcza” przypomina również, że wcześniejsze opinie medyków sądowych nie wykazały obrażeń charakterystycznych dla działania fali uderzeniowej i wysokiej temperatury, takich jak rozległe oparzenia, nadpalenia włosów, uszkodzenia błon bębenkowych czy obecność tlenku węgla we krwi.Wnioski zgodne z raportem MilleraJak pisze dziennik, konkluzje międzynarodowego zespołu są zgodne z wcześniejszymi ustaleniami przedstawionymi zarówno przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego kierowaną przez Jerzego Millera, jak i przez kolejne zespoły biegłych powoływane przez prokuraturę.Raport komisji Millera z 2011 r. wskazywał, że do katastrofy doszło podczas próby lądowania w trudnych warunkach pogodowych. Według ustaleń komisji samolot leciał zbyt nisko, zahaczył skrzydłem o brzozę, utracił jego fragment, a następnie rozbił się przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj. Komisja nie znalazła dowodów na wybuch.Podobne wnioski przedstawiały również kolejne ekspertyzy zlecane przez prokuraturę. W 2018 r. zespół biegłych kierowany przez płk. pil. dr. inż. Antoniego Milkiewicza także nie znalazł dowodów potwierdzających hipotezę wybuchu na pokładzie Tu-154M.Katastrofa w Smoleńsku Katastrofa Tu-154M miała miejsce 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. W jej wyniku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią Kaczyńską, przedstawiciele najwyższych władz państwowych, dowódcy sił zbrojnych, parlamentarzyści oraz członkowie delegacji udającej się na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę zbrodni katyńskiej.Czytaj także: Katastrofa Su-57 pod Moskwą. Rosjanie mogli zestrzelić własny myśliwiec