Stanisław Wziątek w „Gościu poranka”. – To bardzo niebezpieczna i nowoczesna rakieta, przenoszona przez rosyjskie bombowce, o bardzo dużym zasięgu. Porusza się z prędkością około 800-900 km/h. W takich sytuacjach mówimy o sekundach i minutach na reakcję. Zdarzenie miało miejsce głęboko w nocy, a mimo to centrum operacyjne zareagowało bardzo sprawnie – powiedział w programie „Gość poranka” w TVP Info Stanisław Wziątek. Wiceminister obrony narodowej odniósł się do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk oraz reakcji polskiego wojska. W czwartek rano pocisk – najprawdopodobniej uzbrojona rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 – wtargnął w polską przestrzeń powietrzną i spadł w okolicach wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim. Do zdarzenia doszło podczas kolejnego zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę.Prowadząca „Gościa poranka” Karolina Opolska zapytała wiceministra obrony narodowej Stanisława Wziątka, co wiadomo o obiekcie, który spadł na terytorium Polski.– Wiemy, że była to sytuacja bardzo niebezpieczna, ponieważ miała miejsce podczas skomasowanego ataku na Ukrainę. Ukraina została zaatakowana około 360 środkami napadu powietrznego – rakietami manewrującymi, balistycznymi oraz dronami dalekiego zasięgu. Około 20 rakiet dotarło do zachodnich granic Ukrainy, czyli bardzo blisko naszego kraju. Jedna z nich znalazła się zaledwie 5 kilometrów od naszej granicy, ale zawróciła. Inna wleciała na terytorium Polski. Nie wiadomo, czy był to błąd nawigacyjny tej rakiety, czy forma badania przez Rosję naszych reakcji. Nie wykluczam żadnej z tych możliwości – powiedział Wziątek. Stanisław Wziątek w „Gościu poranka”: „Bardzo niebezpieczna rakieta”– W momencie, gdy zagrożenie pojawiło się nad zachodnią Ukrainą, wszystkie siły po stronie polskiej zostały postawione w stan wysokiej gotowości. W powietrze wzbiły się samoloty rozpoznawcze Saab – stało się to kilka godzin przed samym incydentem. Następnie poderwano dyżurną parę myśliwców F-16. Nasi sojusznicy natychmiast uruchomili wsparcie w postaci tankowca, który przyleciał z Niemiec nad nasze terytorium, aby w razie potrzeby umożliwić myśliwcom pozostanie w powietrzu bez konieczności lądowania – poinformował wiceminister obrony narodowej.Stanisław Wziątek odniósł się też do samego pocisku, który naruszył polską przestrzeń powietrzną.– Był to rosyjski pocisk Ch-101. To bardzo niebezpieczna i nowoczesna rakieta, przenoszona przez rosyjskie bombowce, o bardzo dużym zasięgu. Porusza się z prędkością około 800-900 km/h. W takich sytuacjach mówimy o sekundach i minutach na reakcję. Zdarzenie miało miejsce głęboko w nocy, a mimo to centrum operacyjne zareagowało bardzo sprawnie – powiedział gość TVP Info.„Lepiej dmuchać na zimne”– Za rakietą podążał jeden z myśliwców F-16, pilot był gotowy do jej zestrzelenia. Gdyby rakieta kontynuowała lot na zachód, w głąb kraju, zostałaby natychmiast zestrzelona. W pewnym momencie zniknęła z radarów. Musimy pamiętać, że Polska pozostaje państwem w czasie pokoju. Obowiązują nas zupełnie inne procedury niż Ukrainę, która znajduje się w stanie wojny. Tam każdy niezidentyfikowany obiekt może zostać szybko zestrzelony. W naszym przypadku konieczna jest pełna identyfikacja i potwierdzenie, z jakim obiektem mamy do czynienia – dodał Wziątek.– Aby zmienić obowiązujące procedury, należałoby wprowadzić nasz kraj w stan wojny. Uważam, że lepiej dmuchać na zimne i przed podjęciem decyzji o zestrzeleniu rakiety lub innego obiektu mieć pewność, że nie stworzy to dodatkowego zagrożenia, niż popełnić błąd. Mogę sobie wyobrazić sytuację, w której niezidentyfikowanym obiektem okazałaby się prywatna awionetka, z którą utracono kontakt – powiedział wiceszef MON. Prowadząca dopytywała, w którym momencie dowództwo mogło wydać zgodę na zestrzelenie rakiety śledzonej przez myśliwiec F-16.– Taką decyzję zawsze podejmuje centrum operacyjne, a dokładnie dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych, który może upoważnić pilota do przeprowadzenia całej procedury związanej ze zestrzeleniem obiektu. Zresztą gen. Ireneusz Nowak wydał również odpowiednie dyspozycje holenderskim bateriom Patriot, które pozostają w gotowości i stacjonują w rejonie lotniska Rzeszów-Jasionka. Pełna gotowość do zestrzelenia obiektu istniała od początku pojawienia się zagrożenia – poinformował Wziątek.„Otrzymaliśmy pełne deklaracje wsparcia”– Natychmiast po tym incydencie otrzymaliśmy pełne deklaracje wsparcia. Głównodowodzący siłami NATO w Europie gen. Alexus Grynkewich, ambasador Stanów Zjednoczonych, sekretarz generalny NATO czy kanclerz Niemiec mówią jednym głosem: „jesteśmy z wami, jesteśmy gotowi was wesprzeć w sytuacji zagrożenia”. Takie sytuacje miały już miejsce. Gdy we wrześniu ubiegłego roku do Polski wleciały drony, bardzo szybko otrzymaliśmy wsparcie w postaci baterii Patriot, a także pomoc ze strony Szwecji i Czech. Wszyscy pytali tylko: „czego jeszcze potrzebujecie?” – dodał wiceminister.– W konsekwencji wprowadziliśmy program SAFE, którego – niestety – nie chciał zaakceptować pan prezydent, wprowadzając kolejne blokady. Program SAFE ma służyć przygotowaniu całego systemu obrony powietrznej kraju – powiedział gość TVP Info.Czytaj także: Pocisk eksplodował w Polsce. „NATO musi pokazać swoją siłę”