82. rocznica Powstania Warszawskiego. Przejrzeliśmy podręczniki z czterech krajów. W Polsce Powstanie Warszawskie zajmuje kilkanaście stron i jest jednym z najważniejszych tematów II wojny światowej. W Niemczech pozostaje na marginesie i to, czy się pojawi, często zależy od nauczyciela. W Ukrainie jest w podręcznikach do historii powszechnej. W Rosji przedstawiane jest przez pryzmat sowieckiej interpretacji wydarzeń. Łączy je jedno: każda z tych pamięci ma swoje przemilczenia. Dziadek patrzył na Powstanie z dachu WedlaRok temu chodziliśmy z dziećmi po Warszawie śladami Powstania Warszawskiego. Chcieliśmy zobaczyć miejsca, które wcześniej znały głównie z książek i szkolnych opowieści: pałacyk Michla, ulice Woli, miejsca związane z walkami oddziałów „Parasola”, pomnik Małego Powstańca, a zwłaszcza groby Zośki i Rudego na Powązkach. Do tej opowieści próbowaliśmy dołożyć własny szczegół. Brat naszej babci, Włodzimierz – dziadek Wowa – jako żołnierz armii Berlinga dotarł na prawy brzeg Warszawy i będąc zwiadowcą, patrzył na płonącą stolicę z dachu fabryki Wedla. Przepłynęliśmy tramwajem wodnym Wisłę i zastanawialiśmy się, co wtedy myślał, co czuł.Ta wędrówka pokazała nam jednak coś więcej niż tylko kolejne miejsca pamięci. Dla dzieci najtrudniejsze nie były daty ani nazwiska, ale pytania: dlaczego Powstanie wybuchło właśnie wtedy? Dlaczego pomoc nie przyszła, chociaż była tak blisko? Dlaczego miasto zostało zniszczone?Wtedy po raz pierwszy przyszło nam do głowy, że odpowiedzi na te pytania nie muszą być wszędzie takie same.W Polsce Powstanie Warszawskie jest obecne niemal wszędzie – w szkołach, muzeach, przestrzeni miast, rodzinnych opowieściach. Są lekcje historii, rocznice, pomniki i lokalne inicjatywy, które próbują przybliżyć je najmłodszym. Zaczęliśmy się jednak zastanawiać, jak wygląda to w innych krajach. Czy dzieci w Berlinie, Kijowie albo Moskwie uczą się o tym samym wydarzeniu? Czy widzą te same liczby, tych samych aktorów wydarzeń i te same przyczyny? Tym bardziej że ich przodkowie mogli tam właśnie być 1 sierpnia 1944 roku i odgrywać różne role.Postanowiliśmy sprawdzić to w najprostszy sposób – sięgnęliśmy po podręczniki szkolne. Przejrzeliśmy książki z Polski, Niemiec, Ukrainy i Rosji. Sprawdziliśmy, ile miejsca zajmuje w nich Powstanie Warszawskie, jakie zdjęcia i mapy wykorzystują autorzy, jakie liczby podają, jakie pytania stawiają uczniom i – co równie ważne – czego w nich brakuje. Zajrzeliśmy także do podstaw programowych, przeanalizowaliśmy przykładowe scenariusze lekcji i materiały dydaktyczne. Zapytaliśmy o zdanie ekspertów – historyków zajmujących się polityką historyczną, nauczycieli z wieloletnim doświadczeniem, popularyzatorów historii. Nie wszyscy odpowiedzieli. Ci, którzy się zgodzili, pomogli nam zrozumieć mechanizmy, które sprawiają, że podręczniki opisują tę samą wojnę, a równocześnie opowiadają cztery różne historie.Czytaj też: Powstanie Warszawskie. „Stanęli do walki w obliczu dehumanizującej polityki”Jak dużo miejsca zajmuje Powstanie Warszawskie?Różnice w skali obecności tematu są wyraźne. W Polsce Powstanie Warszawskie ma własny, rozbudowany rozdział. W podręczniku „Poznać przeszłość 4” (Nowa Era, 2022) dla klasy 4. liceum, zakres podstawowy, to kilkanaście stron tekstu, zdjęcia ruin, mapy z przebiegiem walk, ćwiczenia do samodzielnej pracy i szczegółowe dane liczbowe. Uczeń spędza nad nim kilka lekcji. Temat ma porównywalną rangę z kampanią wrześniową i to jeden z najbardziej rozbudowanych rozdziałów poświęconych II wojnie światowej.W Niemczech sytuacja jest bardziej złożona. Historyk Dieter Pohl, profesor na Uniwersytecie w Klagenfurcie, konstatuje: „W niemieckich podręcznikach szkolnych temat ten w zasadzie nie istnieje. Brakuje również ikonografii”. Przewertowaliśmy kilka podręczników – bez rezultatu. Wyjątkiem jest polsko-niemiecki podręcznik „Europa. Nasza historia” (t. 4), wydany w 2020 r. i dopuszczony do użytku szkolnego we wszystkich krajach związkowych Niemiec z wyjątkiem Bawarii. Jak napisał nam prof. Krzysztof Ruchniewicz z Uniwersytetu Wrocławskiego: „Powstanie Warszawskie zajmuje w nim ważne miejsce. Zostało przedstawione w rozdziale poświęconym ruchowi oporu w Europie w latach 1939-1945. Uczniowie poznają najpierw fenomen Polskiego Państwa Podziemnego i akcję 'Burza', a następnie przebieg Powstania Warszawskiego”. Sam podręcznik uwzględnia na równych prawach zarówno polską, jak i niemiecką perspektywę. Jak zauważa Ruchniewicz: „Nauczyciele niemieccy często przygotowują własne materiały dydaktyczne, bazując nie tylko na podręcznikach, ale i na literaturze przedmiotu”. To jednak wciąż materiał dodatkowy. Robert Traba, historyk związany z Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, tłumaczy, dlaczego temat pozostaje na marginesie: „Wyjątkowość Holokaustu zdominowała z kolei zachodnioeuropejską pamięć o tragedii II wojny światowej”.Efekt jest taki, że niemiecki uczeń może ukończyć edukację, nigdy nie mając osobnej lekcji o Powstaniu Warszawskim. Temat pozostaje zależny od inicjatywy nauczyciela, zajęć dodatkowych albo działalności instytucji edukacyjnych.W Ukrainie obowiązuje podział na historię Ukrainy i historię powszechną. Powstanie Warszawskie nie jest elementem narracji historii Ukrainy, lecz historii Europy i II wojny światowej. Dlatego pojawia się w podręcznikach historii powszechnej. We wszystkich sprawdzonych przez nas tytułach temat występuje – od kilku zdań po całą stronę. Podręczniki zgodnie podkreślają brak pomocy Armii Czerwonej i polityczne cele Stalina. Autor Pawło Polański w podręczniku „Wseswitnia istorija” (poziom podstawowy, 2018) pisze, że Powstanie było „desperacką próbą ocalenia polskiej suwerenności przed groźbą narzucenia przez Związek Sowiecki podporządkowanego mu reżimu komunistycznego”. Zaś jednym z najbardziej rozbudowanych opisów jest podręcznik Ihora Szczupaka (2023), gdzie Powstaniu poświęcono całą stronę i do tej książki i tego autora przyjdzie nam jeszcze wrócić.W Rosji podręcznik Miedinskiego-Torkunowa („Historia Rosji. 1914-1945. Klasa 10. Poziom podstawowy”, 2023), obowiązkowy w całym kraju, poświęca Powstaniu trzy akapity w rozdziale o wyzwoleniu Polski przez Armię Czerwoną. Autorzy nie zamieścili żadnych fotografii ani map. Dołączyli jedno pytanie dla ucznia, do którego również wrócimy. W rosyjskiej podstawie programowej z 2023 roku – przeszukanie 103-stronicowego dokumentu pod kątem słów „Powstanie Warszawskie”, „Warszawa” (w kontekście Powstania), „Armia Krajowa” nie przynosi żadnych wyników. Polska występuje w dokumencie wyłącznie jako „obszar wyzwalany przez Armię Czerwoną”. Zamiast Powstania Warszawskiego – „dziesięć stalinowskich uderzeń” i „wyzwoleńcza misja Armii Czerwonej”.Czytaj też: „Oko w oko z Panterą”. Tak powstańcy warszawscy zdobywali niemieckie czołgiPierwsze zdanie decyduje o wszystkimPowtórzmy truizm: zdanie otwierające temat w podręczniku ustala perspektywę: określa, kto jest podmiotem, a kto tłem, co jest przyczyną, a co skutkiem.Polska. Podręcznik „Poznać przeszłość 4” zaczyna od politycznego kontekstu:„W 1944 r. Armia Czerwona wkroczyła na ziemie przedwojennej Rzeczypospolitej, wypierając z nich oddziały Wehrmachtu. W tej sytuacji dowództwo Armii Krajowej zdecydowało o rozpoczęciu akcji 'Burza'. Na ziemiach wschodnich nie przyniosła ona jednak spodziewanych rezultatów. Sowieci dążyli bowiem do objęcia opanowanych terenów swoimi wpływami”.Następnie autorzy przedstawiają Powstanie w kontekście działań wojennych i polityki mocarstw. Punktem wyjścia pozostaje jednak perspektywa polska.Rosja. Podręcznik Miedinskiego-Torkunowa zaczyna od organizatorów i celu:„1 sierpnia 1944 r. z rozkazu z Londynu, gdzie znajdował się polski rząd na uchodźstwie, w Warszawie wybuchło powstanie, zorganizowane przez podporządkowane temu rządowi oddziały partyzanckie Armii Krajowej”.I zaraz potem zdanie, które w polskim podręczniku byłoby nie do pomyślenia:„Została ona [tj. AK] utworzona w okresie okupacji niemieckiej, ale aktywnych działań przeciwko Niemcom nie prowadziła”.Armia Krajowa – organizacja, która w czasie okupacji przeprowadziła tysiące akcji dywersyjnych, sabotażowych i bojowych przeciwko okupantowi niemieckiemu – zostaje przedstawiona jako formacja bierna. Rosyjski historyk Aleksiej Uwarow z Ruhr-Universität Bochum napisał nam w mailu: „Autorzy podręcznika przedstawiają Powstanie Warszawskie jako awanturę, ale jednocześnie nie mogą nie rozumieć, jak kompromitujący był fakt, że Armia Czerwona nie przyszła powstańcom z pomocą. Dlatego niemal cały akapit poświęcają wyjaśnianiu, dlaczego pomoc rzekomo była niemożliwa i całkowicie przemilczają plany Stalina wobec Polski”.Wieloletnia rosyjska nauczycielka historii, z którą korespondowaliśmy i której personaliów nie ujawniamy na jej prośbę, dodaje: „W ostatnich latach, w związku z publikacją tego podręcznika [tj. Miedinskiego-Torkunowa], interpretacja Powstania Warszawskiego zaostrzyła się w porównaniu z latami 90. i początkiem XXI wieku. Większość rosyjskich uczniów albo wyobraża sobie Powstanie Warszawskie tak, jak to jest przedstawione w obecnie obowiązującym podręczniku, albo w ogóle nie zachowuje o nim żadnego wyobrażenia”.Niemcy. Moduł Deutsches Polen-Institut zaczyna od daty i symboliki:„1 sierpnia 1944 roku w Warszawie rozpoczęła się desperacka próba buntu przeciwko niemieckim okupantom miasta: o godzinie 17.00 wybiła godzina 'W'”.Narracja przedstawia powstanie jako akt rozpaczy i oporu. Niemiecki uczeń ma je zobaczyć z perspektywy sprawcy – „niemieckiego okupanta”.Ukraina. Autor podręcznika do historii powszechnej, Ihor Szczupak, zaczyna od kontekstu politycznego:„22 lipca 1944 r. przy aktywnym udziale kierownictwa stalinowskiego na terytorium Polski utworzono proradziecki rząd – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). W ten sposób w kraju ustanowiła się dwuwładza. W tych okolicznościach dowództwo Armii Krajowej postanowiło rozpocząć powstanie przeciw hitlerowskim okupantom w Warszawie”.Tu odbiorca podręcznika widzi Powstanie jako część większej gry politycznej wokół przyszłości Polski – przede wszystkim konflikt między dążeniem polskiego podziemia do zachowania niezależności a planami Stalina wobec powojennej Europy. Polacy nie są podmiotem, są elementem układanki Stalina. W podręczniku Szczupaka pojawia się też niezwykły cytat z kapitana Armii Czerwonej Nikołaja Serowa, który nie rozumiał, dlaczego „zwycięska armia” zatrzymała się przed Warszawą. Wyjaśnienie, które usłyszał, było brutalnie szczere: „W Warszawie trwa powstanie burżuazyjno-nacjonalistyczne, zorganizowane przez podziemną Armię Krajową, w związku z tym nie możemy wspierać powstania. Nasz przyszły polski rząd socjalistyczny znajduje się w Lublinie”. W innych podręcznikach pojawiają się jeszcze ostrzejsze oceny. Przywoływany już Polański pisze, że Powstanie było „desperacką próbą ocalenia polskiej suwerenności przed groźbą narzucenia przez Związek Sowiecki podporządkowanego mu reżimu komunistycznego”.Różnice nie kończą się jednak na sposobie rozpoczęcia opowieści. Równie wyraźnie widać je w doborze liczb, ilustracji i pytań kierowanych do uczniów.Co uczeń zobaczy i zapamięta?O tym decydują nie tylko fakty, lecz także ilustracje, mapy i pytania pozostawione na końcu rozdziału. To właśnie one najlepiej pokazują różnice między podręcznikami.Liczby ofiar. W Polsce podręcznik podaje szczegółowe dane: „Straty powstańców wyniosły ok. 18 tys. zabitych, 25 tys. rannych oraz 16 tys. wziętych do niewoli. Podczas powstania zginęło ok. 180 tys. mieszkańców stolicy. W styczniu 1945 r. lewobrzeżna Warszawa była zniszczona w 85 procentach”. Rosyjski podręcznik nie zawiera żadnych liczb ofiar cywilnych. Pomija 180 tysięcy zabitych, zniszczenie 85 proc. zabudowy miasta, rzeź Woli, gdzie w pierwszych dniach powstania zamordowano ok. 40 tys. cywilów. Podaje natomiast liczbę ofiar sowieckich w operacji „Bagration” – 600 tysięcy żołnierzy. Ta liczba pojawia się w kontekście usprawiedliwienia braku pomocy dla Warszawy. W niemieckim module dodatkowym czytamy: „Ofiarami 63 dni powstania było około 16 000 bojowników – mężczyzn, kobiet, młodzieży – oraz prawdopodobnie 180 000 cywilów”. W ukraińskim podręczniku historii powszechnej Szczupaka: „W czasie powstania zginęło ponad 200 tys. Polaków”.Zdjęcia i mapy. Polski podręcznik zawiera zdjęcia ruin, barykad, powstańców z bronią. Niemiecki moduł też pokazuje zniszczone miasto, ale także – co ważne – niemieckich sprawców (m.in. materiały dotyczące Heinza Reinefartha, odpowiedzialnego za masakrę na Woli). Ukraiński podręcznik Szczupaka ma mapę, ale brak w nim zdjęć z powstańczej Warszawy. Rosyjski podręcznik nie zawiera żadnych fotografii ani map dotyczących wydarzeń z 1944 roku.Pytania dla uczniów. W Polsce podręcznik zawiera ćwiczenie: „Przeprowadź debatę 'za i przeciw' na temat: Czy decyzja o wybuchu powstania warszawskiego była słuszna?”. Na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej (oficjalny portal MEN) w materiale „Bilans i skutki powstania warszawskiego” pojawia się cały blok poświęcony próbie samodzielnej oceny: „Ocenisz, czy powstanie musiało wybuchnąć i było uzasadnionym poświęceniem, czy może był to daremny i niepotrzebny rozlew krwi”. W Rosji wybrzmiewa tylko jedno pytanie z podręcznika Miedinskiego-Torkunowa: „Czym kierowała się Armia Krajowa, rozpoczynając powstanie w Warszawie? Z jakich powodów nie udało im się zrealizować zamierzonego?” – i ono sugeruje odpowiedź: nie udało się, bo cel był niewłaściwy. W Niemczech – tylko w przywołanym module – uczniowie dostają pytania: „Zapoznaj się z czasem i przebiegiem Powstania Warszawskiego. Naszkicuj polityczne i militarne cele powstańców. Dlaczego Heinrich Himmler w swoim przemówieniu z września 1944 r. określa powstanie z historycznego punktu widzenia jako 'błogosławieństwo'? Jaką rolę odgrywa to powstanie dla polskiej świadomości historycznej?”. W Ukrainie uczniowie mają odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Stalin nie wsparł Powstania Warszawskiego i pojawia się ono w podręczniku Szczupaka.Czytaj też: Powstańcze wspomnienia. „Mogłam leżeć zabita na tej ulicy”Głośne przemilczeniaAle różnice nie ograniczają się tylko do tego, co jest w podręcznikach. Równie istotne są przemilczenia. Rosyjski uczeń nie przeczyta o tym, że Stalin nie zdecydował się na udzielenie skutecznej pomocy walczącej Warszawie, a jego polityka wobec AK była elementem szerszego planu podporządkowania Polski. Ukraiński uczeń w podręczniku historii narodowej nie spotka się z Powstaniem w ogóle, choć wydarzenia z 1944 roku są również częścią trudnej historii ukraińskich formacji walczących w służbie niemieckiego okupanta. W ukraińskiej perspektywie narodowej to nie Powstanie Warszawskie, lecz działania Ukraińskiej Powstańczej Armii i dążenie do własnej państwowości są tematem centralnym. Zaś niemiecki licealista – jeśli nie trafi na moduł dodatkowy – o Powstaniu nic się nie dowie. A polski uczeń, choć pozna szczegółowe liczby i mapy, nie przeczyta szerzej o przypadkach współpracy części Polaków z niemieckim okupantem ani o kontrowersjach wokół decyzji dowództwa AK przed decyzją o wybuchu. To właśnie te przemilczenia – każde w innym miejscu – współtworzą pamięć historyczną następnego pokolenia.Prof. Eckhardt Fuchs, dyrektor Leibniz-Institut für Bildungsmedien w Braunschweigu napisał do nas w mailu:„Powstanie Warszawskie, choć w ostatnich latach coraz częściej pojawia się w niemieckich podręcznikach, w porównaniu z Holokaustem jest silnie niedoreprezentowane. To przykład nierównowagi wiedzy między dwoma narodami”.Nie mniej ważny jest tu głos Mirko Drotschmanna – niemieckiego dziennikarza, youtubera i popularyzatora historii, twórcy kanału MrWissen2go, który śledzi blisko 4 miliony widzów. Zapytaliśmy go o obecność Powstania Warszawskiego w niemieckiej edukacji i pamięci zbiorowej. Odpisał:„W czasie mojej własnej nauki szkolnej, 20 lat temu, Powstanie Warszawskie w ogóle nie było omawiane. Nadal obserwuję, że historia Polski jest poruszana tylko na marginesie. Powstanie Warszawskie jest często mylone z powstaniem w getcie warszawskim”.W standardowym niemieckim podręczniku – poza polsko-niemieckim wyjątkiem wskazanym przez prof. Ruchniewicza – Powstania Warszawskiego po prostu nie ma. Nie oznacza to jednak, że temat jest w Niemczech całkowicie nieobecny. Lukę podręcznikową próbują wypełniać instytucje edukacyjne. Instytut Pileckiego w Berlinie prowadzi co roku warsztaty dla ok. 100 grup szkolnych i nauczycielskich z całych Niemiec poświęcone m.in. Powstaniu Warszawskiemu. Jak napisała nam Hanna Radziejowska, dyrektorka placówki, przy ograniczonej liczbie godzin historii w niemieckiej szkole rośnie znaczenie takich miejsc jako uzupełnienia systemowej edukacji. Niemiecki system daje nauczycielom pewną swobodę i w rozszerzonych kursach historii (tzw. Leistungskurs) mogą oni wybierać dodatkowe zagadnienia, w tym dotyczące II wojny światowej. A zainteresowanie historią Polski w Niemczech stopniowo rośnie – wynika to zarówno z intensyfikacji współpracy między krajami, jak i z większej obecności tej tematyki w mediach – mówi Ruchniewicz. W efekcie niemiecki przypadek pokazuje, że przemilczenie nie musi oznaczać negacji, nie musi też być stanem permanentnym.Postanowiliśmy jednocześnie sprawdzić, czy podobnie wygląda rozmowa o Powstaniu Warszawskim w Ukrainie i w Rosji. Również zapytaliśmy instytucje, nauczycieli i popularyzatorów historii. Odpowiedzi, które otrzymaliśmy – i zwłaszcza te, których nie otrzymaliśmy – okazały się równie wymowne, jak treść samych podręczników.Największym zaskoczeniem naszego porównania była Ukraina. Tamtejszy Instytut Pamięci Narodowej odpisał nam: „Temat [obecności Powstania Warszawskiego w ukraińskich podręcznikach] nie leży w zakresie jego kompetencji”. Przekierowano nas do Ministerstwa Edukacji, które do dziś nie odpowiedziało. Nie odpowiedzieli również popularni twórcy historyczni. Nie udało nam się także znaleźć ukraińskich influencerów i popularyzatorów historii, którzy zajmowaliby się obecnością Powstania Warszawskiego w edukacji. Odpowiedź nadeszła za to od Ihora Szczupaka, autora przywoływanego już podręcznika do historii powszechnej. Zwrócił on uwagę na to, że Powstanie Warszawskie jest obecne także w innych ukraińskich podręcznikach historii powszechnej, choć zakres tego opisu jest zróżnicowany – od kilku zdań po całą stronę. Ponadto zauważył, że temat Powstania ma dziś dla Ukrainy również wymiar współczesny, ponieważ pozwala rozmawiać o cenie walki o niepodległość i o polityce imperialnej Rosji.W Rosji sytuacja okazała się przewidywalna, choć nie aż tak jednoznaczna. Rosyjskie Ministerstwo Oświaty nie odpowiedziało na nasze pytania. Nie odpowiedzieli popularni twórcy historyczni. Zareagowali natomiast indywidualni historycy i nauczyciele. Część z nich nie chciała wypowiadać się pod własnym nazwiskiem, ale wskazała osoby, które mogły pomóc – przywoływaną już nauczycielkę oraz Uwarowa, historyka działającego poza Rosją. Ich głosy pokazują, że rosyjskie środowisko historyczne nie jest całkowicie jednolite, choć osoby krytyczne wobec oficjalnej narracji pozostają w obecnym systemie edukacji na marginesie.Cztery historie, jedna puentaKonkluzje? Najprostsze:· polski uczeń zapamięta godzinę „W”, 63 dni walki, 180 tysięcy zabitych cywilów, zniszczenie 85 proc. miasta. Będzie wiedział, że w Polsce toczy się spór o sens powstania;· niemiecki uczeń – jeśli nie trafi na dodatkowe zajęcia albo nauczyciela, który wybierze ten temat – może nie zetknąć się z Powstaniem wcale; jeśli jednak je pozna, zobaczy przede wszystkim polską tragedię widzianą z perspektywy niemieckiej odpowiedzialności;· rosyjski uczeń zapamięta, że była to „awantura” zorganizowana przez „londyńskich Polaków”, że Armia Czerwona chciała pomóc, ale nie miała sił i nie dowie się o ofiarach ani o zniszczeniu miasta;· ukraiński uczeń nie spotka Powstania Warszawskiego na lekcjach historii Ukrainy, ale usłyszy o nim na historii powszechnej, gdzie przedstawiane jest przede wszystkim w kontekście polityki Stalina wobec Polski oraz walki Armii Krajowej o zachowanie polskiej suwerenności;Na początku napisaliśmy o naszych dzieciach, które podczas wędrówki po Warszawie pytały: dlaczego powstanie wybuchło właśnie wtedy? Dlaczego pomoc nie przyszła? Dlaczego miasto zostało zniszczone?Po przejrzeniu podręczników czterech krajów widać: odpowiedzi zależą od tego, gdzie uczeń siedzi w szkolnej ławce. Polski uczeń usłyszy przede wszystkim o walce i ofierze. Rosyjski – o błędach polskiego podziemia i rzekomej bezsilności Armii Czerwonej. Ukraiński – przede wszystkim o innych, trudnych rozdziałach wspólnej historii. Niemiecki – jeśli temat w ogóle pojawi się na lekcji – o polskiej tragedii widzianej z perspektywy niemieckiej odpowiedzialności.Różnice nie wynikają tylko z tego, jakie fakty trafiają do podręczników, ale także z odmiennego sposobu budowania pamięci. A ta powstaje również z przemilczeń.Czytaj też: Rozkaz o rozpoczęciu powstania. 81 lat temu ta decyzja zmieniła Warszawę