Wsparcie dla czołgów z USA. Modernizacja polskiej armii już dawno odeszła od prostego modelu zakupu zagranicznego uzbrojenia, na rzecz budowy zintegrowanych zdolności operacyjnych, w których bardzo ważną rolę odgrywa krajowy przemysł obronny. Filozofia jest prosta – pozyskujemy to, co najlepsze na świecie, ale uzupełniamy to własnymi produktami, jeśli tylko trzymają światowy poziom. Tego krajowego sprzętu na wyposażeniu Wojska Polskiego z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej. Przy okazji podpisania umów o dofinansowanie kolejnych projektów w ramach programu PERUN, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zauważył 23 lipca, że obecnie ponad 40 procent sprzętu wojskowego kupowane jest u polskich producentów, przy czym – jak wskazał – w chwili przejmowania przez niego teki ministra obrony narodowej było to 20 proc. Dodał też, że ambicją rządu jest doprowadzenie tej proporcji do stanu 50 na 50.Specjalistyczna oferta KTO Rosomak powiększa sięDobrym przykładem szybkiego rozwijania kompetencji polskiej zbrojeniówki jest produkcja kołowego transportera opancerzonego (KTO) Rosomak. Fabryka w Siemianowicach Śląskich nie tylko zwiększa liczbę przekazywanych do armii pojazdów, ale też rozszerza specjalistyczną ofertę. W 2025 roku spółka dostarczyła 82 transportery dokładnie dwa razy więcej niż rok wcześniej. Czytaj także: Przełomowy krok programu SAFE. Pierwsze umowy podpisanePlan na 2026 roku wygląda podobnie. Oprócz 59 „klasycznych” KTO Rosomak, w ręce żołnierzy trafi jeszcze 31 pojazdów specjalistycznych. W puli tej znajdują się artyleryjskie wozy rozpoznawcze, wozy rozpoznania technicznego, ewakuacji medycznej, a także 12 wozów dowodzenia Abrams (WDA) dla batalionów wyposażonych w czołgi M1A1FEP i M1A2SEPv3.Rosomaki do współpracy z AbramsamiTen ostatni przykład jest symboliczny, bo pokazuje, że polski sprzęt z powodzeniem może współdziałać z amerykańskim uzbrojeniem – czołgi Abrams (szczególnie wersja M1A2SEPv3) są bowiem uznawane za jedne z najlepszych na świecie.Rosomaki WDA to mobilne stanowiska dowodzenia, które mają na wyposażeniu zaawansowane systemy łączności, wymiany danych i kierowania walką umożliwiające efektywne dowodzenie batalionami wyposażonymi w czołgi M1 Abrams. W praktyce oznacza to, że polski pojazd staje się jednym z kluczowych elementów funkcjonowania amerykańskiego systemu uzbrojenia. Bez zaawansowanych środków dowodzenia nawet najnowocześniejszy czołg nie jest w stanie w pełni wykorzystać swojego potencjału bojowego.Współczesne pole walki opiera się bowiem na wymianie informacji w czasie rzeczywistym, synchronizacji działań różnych rodzajów wojsk oraz szybkim podejmowaniu decyzji. To właśnie te zadania realizować będą wozy dowodzenia Rosomak współpracujące z Abramsami. Czytaj także: „Polski” kurs na czołgistów Abramsów. Pierwszy w historiiKrajowa zbrojeniówka nie pełni już tylko roli podwykonawcyW ramach programu związanego z zakupem amerykańskich Abramsów (sumie ma być ich w Polsce 366 do końca 2026 roku) powstaje również infrastruktura szkoleniowa, magazynowa i serwisowa, a polskie przedsiębiorstwa stopniowo przejmują odpowiedzialność za elementy wsparcia eksploatacji. Włączenie do tego systemu wozów dowodzenia Rosomak pokazuje, że krajowy przemysł nie pełni już wyłącznie roli podwykonawcy, lecz staje się integralnym uczestnikiem budowy zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych RP. To kierunek zgodny z doświadczeniami państw NATO. Najbardziej rozwinięte armie świata od lat dążą do tego, aby nawet w przypadku zakupu zagranicznych platform zachować w kraju kompetencje związane z ich utrzymaniem, modernizacją i integracją z narodowymi systemami dowodzenia. Pozwala to zwiększyć odporność państwa na zakłócenia łańcuchów dostaw oraz skrócić czas przywracania sprzętu do gotowości bojowej.Czytaj także: Tych okrętów jeszcze nie ma. Kupiła je Polska. „Bierzemy pod uwagę pewne ryzyko”