Wielka kariera Christophera Nolana. Właściwie każdy jego film to hit. „Odyseją” znów podbił kina na całym świecie, zresztą podobnie jak „Oppenheimerem”, „Interstellarem”, „Incepcją” czy autorską interpretacją „Batmana”. W Hollywood nikt nie ma wątpliwości: Christopher Nolan to geniusz. Czemu zawdzięcza aż takie powodzenie? Michael Caine myślał, że otwiera drzwi kurierowi. Młody, jasnowłosy mężczyzna w eleganckiej marynarce trzymał w ręku pojedynczy egzemplarz scenariusza i oświadczył, że nazywa się Christopher Nolan. Caine, uznawszy, że ma do czynienia z kolejnym „przełomowym” dziełem kina akcji, zaproponował, że przeczyta go później i odeśle uwagi. Nolan stanowczo odmówił. Usiadł na kanapie w salonie aktora, spokojnie popijał herbatę i czekał dwie godziny, aż gwiazdor przeczyta całość na miejscu, po czym zabrał kartki ze sobą.Scenka z przygotowań do realizacji pierwszej części nowego „Batmana” nie była wyłącznie reżyserską fanaberią. Zaledwie kilka lat wcześniej Nolan z przerażeniem obserwował, jak niekontrolowany wyciek scenariusza do planowanego wówczas filmu o Supermanie wywołał falę internetowej krytyki i doprowadził do całkowitego skasowania projektu przez wytwórnię Warner Bros.Dla człowieka, który postrzega kino jako rodzaj wielkiej sztuki iluzjonistycznej – co wyartykułował później w „Prestiżu” słowami „tajemnice są moim życiem” – przeciek oznacza śmierć spektaklu. Jeśli publiczność pozna sekret sztuczki przed wejściem do teatru, czar pryska.Drukowane na czerwonym papierze (co uniemożliwia kserowanie), z widocznymi znakami wodnymi zawierającymi nazwiska konkretnych aktorów, scenariusze Nolana od lat są jednym z jego znaków rozpoznawczych. Aby uniknąć dociekliwości mediów, wielkie produkcje powstają pod roboczymi tytułami zapożyczonymi od imion jego dzieci: „Mroczny Rycerz” krążył w dokumentach jako „Rory’s First Kiss”, „Incepcja” jako „Oliver’s Arrow”, a „Interstellar” – „Flora’s Letter”.Podróż między światamiŻycie Nolana to nieustanna podróż. Dosłownie i w przenośni. Jego matka, Christina, była amerykańską stewardessą w liniach United Airlines. Kiedy w latach 60. poślubiła angielskiego dyrektora kreatywnego z branży reklamowej, przewoźnik – zgodnie z ówczesnymi, jawnie dyskryminującymi przepisami – natychmiast ją zwolnił, wymagając, by personel pokładowy składał się wyłącznie z panien. Christina wraz z grupą innych kobiet wytoczyła proces zbiorowy. Po latach batalii sądowej wygrała, a w ramach zadośćuczynienia linia lotnicza przyznała jej rodzinie prawo do bezpłatnych biletów w trybie standby.To dzięki tej wygranej batalii prawnej Nolan spędził dzieciństwo w powietrzu. Kursował pomiędzy XIX-wieczną, tradycyjną Wielką Brytanią a nowoczesną Ameryką lat 70. „To było szalone. Po prostu wsiadałem w samolot i leciałem, gdzie chciałem” – mówił potem.Rodzice przez znaczną część jego dzieciństwa próbowali ustalić, w którym kraju chcą mieszkać na stałe – w Wielkiej Brytanii czy w USA. W efekcie Christopher i jego bracia wychowywali się w Highgate w Londynie, ale każde lato spędzali w Evanston pod Chicago.Chłodne wychowanieNawet gdy rodzina osiedliła się ostatecznie na stałe w Evanston, Christopher – ze względu na wolę ojca, który chciał utrzymać rodzinne tradycje – pozostał w angielskiej szkole z internatem (Haileybury).Życie w zamkniętym, hierarchicznym systemie internatu nauczyło go budowania własnych, autonomicznych przestrzeni. Leżąc po omacku w łóżku po ciszy nocnej, słuchał na Walkmanie ścieżek dźwiękowych do „Gwiezdnych Wojen” czy „Rydwanów ognia”. Baterie AA rozładowywały się błyskawicznie, więc w ciągu dnia wygrzewał je na żeliwnych kaloryferach, by wycisnąć z nich ostatnie sekundy energii, a taśmę w kasetach przewijał ołówkiem, żeby nie marnować prądu na silniczek. W Ameryce z kolei chłonął seanse w futurystycznym kinie Edens Theater i schodził do piwnicy rodziców, by kręcić własne filmy. Pożyczał od ojca kamerę Super 8, wówczas niemały rarytas, i uczył się opowiadać historię samym obrazem – na pojedynczej szpulce mieściło się zaledwie 2,5 minuty taśmy i nie dało się nagrać ani jednego słowa.Na przekórNolan jest leworęczny – gazety oraz karty dań od dziecka przegląda od tyłu, od ostatniej strony do pierwszej. Jest również częściowym daltonistą: nie posiada receptorów zieleni, widząc ją w odcieniach szarości i brązu. Kiedy po studiach pracował jako operator filmów korporacyjnych w firmie Electric Airwaves, jego przełożony musiał osobiście sprawdzać diody w kamerach, bo Nolan nie był w stanie dostrzec, czy lampka kontrolna świeci na czerwono, czy na zielono.Zamiast uczynić z tego wadę, Nolan przełożył swoje ograniczenia na unikalny język wizualny. W swoim kinie odrzucił krzykliwe, nasycone kolory na rzecz tekstury światła, kontrastu, stali, szkła i architektonicznego detalu.Został reżyserem, choć zupełnie świadomie pominął szkoły filmowe. Wolał nauczyć się opowiadać historie. I czytać. Jak najwięcej czytać. Wybrał więc literaturę angielską na University College London.Rzemiosła uczył się sam w podziemiach pod uczelnianym Bloomsbury Theatre. W bezokiennej kanciapie studenckiego koła filmowego spędzał każde popołudnie, montując taśmy 16 mm i siedząc na wózku inwalidzkim skradzionym z pobliskiego szpitala, który służył mu zarazem za fotel i wózek kamerowy do ujęć jeżdżonych. Tam poznał Emmę Thomas – studentkę, która została jego żoną i jedyną producentką wszystkich jego późniejszych projektów. Kiedy pewnej nocy po powrocie do ich wspólnego mieszkania w Camden zastał drzwi skopane przez włamywaczy, zderzył się z poczuciem kruchości fizycznych granic. Z tej obserwacji zrodził się jego debiut „Following” (1998). Zbudowany za zaledwie trzy tysiące funtów film powstawał wyłącznie w soboty, przez cały rok, bo w tygodniu ekipa musiała pracować. Reżyser pisał scenariusz na maszynie otrzymanej od ojca na 21. urodziny, a cały sprzęt i obsada mieściły się na tylnym siedzeniu jednej londyńskiej taksówki. Cyfrowa niechęćOgromną samodzielność na planie zachował nawet wtedy, gdy mógł operować milionowymi budżetami. Kiedy projektował Batmobil (Tumbler) do filmu „Batman – Początek”, zamknął się w domowym garażu ze scenografem Nathanem Crowleyem. Lepili makiety pojazdu z plasteliny oraz części modeli do sklejania, lawirując obok pralki i suszarki. Kiedy zaprosili szefów wytwórni Warner Bros. bezpośrednio do garażu, przedstawili im gotowy scenariusz połączony z trójwymiarowym projektem pojazdu. Ta potrzeba obcowania z fizyczną materią tłumaczy również jego radykalną niechęć do cyfrowej łatwizny. Na planie nie stawia „wioski reżyserskiej”, czyli namiotu z podglądem na wielkich ekranach. Stoi tuż obok obiektywu kamery, na tej samej wysokości co aktorzy. Nie używa krzesła reżyserskiego. „Jeśli na planie są krzesła, ludzie na nich siadają, a jak siadają, to nie pracują” – kwituje krótko. Z głębokiej kieszeni jego płaszcza nieustannie wystaje metalowy termos z herbatą Earl Grey, którą pije „na hektolitry”.Jego słynne efekty specjalne realizowane bezpośrednio przed obiektywem (in-camera) wynikają z tego samego przekonania: widz podświadomie wyczuwa fałsz pikseli. Dlatego w „Incepcji” wybudował w hangarze stumetrowy, obracający się o 360 stopni korytarz na żyroskopach, by aktorzy naprawdę biegali po ścianach.W „Interstellar” kazał zasiać 500 akrów prawdziwej kukurydzy w Kanadzie, którą po zakończeniu zdjęć sprzedano z zyskiem.Przy „Dunkierce” rozstawił na plaży płaskie sylwetki żołnierzy z blachy i dykty, ponieważ błysk słońca na odbijającym metalu dawał w obiektywie analogowej kamery IMAX iluzję ruchu, której jego zdaniem nie posiada żaden cyfrowy algorytm.Przy „Tenet”uznał z kolei, że zakup wycofanego z użytku prawdziwego Boeinga 747 i wjechanie nim w hangar będzie tańsze i bardziej realistyczne niż budowanie cyfrowej makiety. Kupił więc samolot i go… rozbił.Zaufanie warte milionyJak to możliwe, że wytwórnie powierzają mu setki milionów dolarów na tak skomplikowane i bezkompromisowe widowiska? Zapracował na to, a o jego rygorze mówi całe Hollywood. Nolan działa z precyzją inżyniera: niemal każdy projekt kończy przed czasem i poniżej założonego budżetu, pracując w sztywnych godzinach od 7:00 do 19:00. Jak sam przekonuje: „Kluczem do wolności w Hollywood jest pracować szybciej i taniej, niż od ciebie oczekują. Jeśli nie dajesz im powodu do narzekania, zostawiają cię w spokoju”.Po „Odysei”, kolejnym swoim dziele, spokoju potrzebuje więcej. Jak twierdzi, następny film zrealizuje najwcześniej za dwa-trzy lata. Cokolwiek to będzie, o czymkolwiek, już teraz wiadomo, że będzie absolutnym hitem. Nolan bowiem, czego się nie dotknie, zamienia w złoto. Jak Midas. Ten hollywoodzki kończy właśnie 56 lat.CZYTAJ TEŻ: „Go woke, go broke”? Jak internet próbował pogrążyć „Odyseję” Nolana