Elity ziemiańskie kontra nacjonaliści. Chociaż na konflikty polsko-ukraińskie ogromny wpływ miała zbrodnia wołyńska, jeszcze przed tymi wydarzeniami trudno było o jedność. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeszkodą był z jednej strony ukraiński nacjonalizm, który dążył do własnego państwa, a z drugiej – polskie elity ziemiańskie, w tym konserwatywne, z Małopolski i Wołynia – przyznał historyk z gdańskiego IPN Bartosz Januszewski. Januszewski jest autorem książki „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza (1918-1945)". Ekspert przyznaje jednak, że relacje obu narodów były niełatwe również w przededniu II wojny światowej?– Z różnych względów dla każdej z dwóch społeczności żyjących w II Rzeczypospolitej inne wydarzenia miały zasadnicze znaczenie. Stosunek Polaków do mniejszości ukraińskiej z pewnością kształtowała działalność Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, a następnie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, które od samego początku kontestowały władzę państwa polskiego nad kresami południowo-wschodnimi, uważając je za okupowane ziemie zachodnioukraińskie. Te ugrupowania nie prowadziły walki politycznej na drodze parlamentarnej, lecz z pomocą dywersji, terroru oraz agenturalnej współpracy z ówczesnymi wrogami Polski: z Niemcami, Litwą, Czechosłowacją, a nawet ze Związkiem Sowieckim – przypomina Januszewski.„Spora część Ukraińców nigdy nie zaakceptowała życia w Rzeczypospolitej Polskiej”Historyk wskazuje, że ugrupowania te „dopuszczały się także zamachów, na szczęście nieudanych, na funkcjonariuszy państwowych i samorządowych: Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, wojewodę lwowskiego Kazimierza Grabowskiego czy kuratora lwowskiego okręgu szkolnego Stanisława Gadomskiego. Inne zamachy, niestety, powiodły się, a ich ofiarami padli poseł i działacz ruchu prometejskiego Tadeusz Hołówko, lwowski kurator szkolny Stanisław Sobiński, a przede wszystkim minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki”. Jak dodaje, zamachy potwierdzały wrogość ukraińskich radykałów wobec państwa polskiego.Organizacje ekstremistyczne decydowały się także na działania o charakterze sabotażowym, dywersyjnym i wywrotowym. Chodzi na przykład o tak zwane wystąpienia UWO, pierwsze przeprowadzone w latach 1922-1923, a drugie w 1930 roku. Te dwie akcje objęły około 500 aktów sabotażu i dywersji: podpaleń majątków i zbiorów rolnych, napadów na banki i placówki pocztowe, niszczenia infrastruktury drogowej, kolejowej i telegraficznej, profanowania polskich symboli narodowych, wreszcie zamachów. – Spora część Ukraińców nigdy nie zaakceptowała życia w Rzeczypospolitej Polskiej. Ich nastawienie do II RP było od początku skrajnie negatywne – przyznaje Januszewski.CZYTAJ TEŻ: Zełenski dziękuje Polsce i proponuje „nowe otwarcie” w sprawie WołyniaJeśli szukamy wydarzeń, które mogły uzasadniać niechęć ukraińskiej mniejszości do państwa polskiego, można wskazać choćby niezrealizowany postulat autonomii dla Małopolski Wschodniej wraz z utworzeniem Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie. – Takim wydarzeniem była również tzw. pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku, przeprowadzona w odwecie za wspomniane drugie wystąpienie UWO, a także wdrażany pod koniec lat 30., już po śmierci Piłsudskiego i w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej, tzw. program wzmacniania polskości kraju, będący z ducha projektem endeckim, zakładającym polonizację części Ukraińców, zwłaszcza na Chełmszczyźnie i Wołyniu – wyjaśnia ekspert.Historyk: w II RP na przeszkodzie zbliżenia stał ukraiński nacjonalizm i polskie elity ziemiańskieJego zdaniem akcja nie przyczyniła się do polonizacji tych terenów, za to skonsolidowała środowiska rusińskie na Lubelszczyźnie i w pewnym sensie pchnęła je w objęcia radykałów z OUN. – Argument o konieczności usunięcia skutków rusyfikacji z czasów zaborów, wysuwany przez inicjatorów akcji, a także sprzeciw wobec bezprawnych działań metropolity prawosławnego Dionizego, który nielegalnie próbował przejmować opuszczone cerkwie, wydawały się mocno naciągane, tym bardziej że dotychczas na Chełmszczyźnie nie obserwowano nastrojów nacjonalistycznych, a część miejscowych Rusinów nawet nie przejawiała identyfikacji ukraińskiej – przyznaje Bartosz Januszewski.Jak dodaje, „ta akcja polonizacyjno-rewindykacyjna, w zasadzie niesprowokowana działaniami ultranacjonalistów, była zupełnie niepotrzebnym zaognianiem i tak niełatwych stosunków oraz niemądrym burzeniem kruchego pokoju społecznego, jaki został wypracowany w połowie lat 30.”.Historyk uważa jednak, że krzywdy wyrządzone przez państwo polskie nie miały decydującego wpływu na postawy ukraińskiej mniejszości. – Dla wielu Ukraińców było to państwo obce, niezależnie od wielu prób pozyskania społeczności ukraińskiej i ustępstw czynionych zarówno przez władze centralne, jak i samorządowe – w tym kontekście interesujący wydaje się tzw. eksperyment wojewody wołyńskiego Józewskiego, który polegał na uznaniu aspiracji narodowych Ukraińców pod warunkiem lojalności wobec II RP. Właśnie ta obcość wydaje się kluczowa dla zrozumienia tego swoistego węzła gordyjskiego, jakim była sprawa ukraińska w II Rzeczypospolitej. Jakich gestów RP nie czyniłaby względem Ukraińców, część z nich i tak, może nawet szczególnie wtedy, nie akceptowałaby porządku prawnego i destabilizowała Polskę – ocenia.Polska stała przed wyzwaniem zintegrowania terenów. Jedną trzecią mieszkańców stanowiły mniejszości– Nie zatem niesprawiedliwość czy rzekome krzywdy wyrządzone Ukraińcom przez państwo polskiego stały u źródeł coraz bardziej nabrzmiewającego problemu ukraińskiego, lecz silnie rozwinięta świadomość narodowa, zmysł państwowotwórczy i absolutny brak identyfikacji z Polską, chociaż Ukraińcom na tle innych państw, zwłaszcza Związku Sowieckiego, ale również Rumunii i Węgier, na pewno nie żyło się tu źle. Dla nich jednak kluczowe było uczucie frustracji z powodu nieutrzymania państwowości powstałych w 1918 i 1920 roku. To poczucie krzywdy narastało i w zasadzie pozostawało niemożliwe do przezwyciężenia, dopóki państwo polskie istniało w ówczesnych granicach – przyznaje specjalista.Jak dodaje, „Polska po wywalczeniu niepodległości i ustaleniu granic stanęła przed niezwykle trudnym wyzwaniem zintegrowania ziem należących wcześniej do trzech zaborów. Do tego jedną trzecią ludności kraju stanowiły mniejszości narodowe i wyznaniowe”.– Podejmowana przez Warszawę w dobrej wierze próba zachowania równowagi między poszanowaniem praw mniejszości i dążeniem do pozyskania ich akceptacji dla wspólnego państwa a obroną nienaruszalności granic była wewnętrznie sprzeczna i nie mogła doprowadzić do trwałego ułożenia stosunków między mniejszością ukraińską a państwem polskim. Na przeszkodzie stał ukraiński integralny nacjonalizm, bezwzględny i bezkompromisowy ruch polityczny dążący do ustanowienia za wszelką cenę niepodległego, zjednoczonego i niezależnego państwa – przekonuje Bartosz Januszewski.CZYTAJ TEŻ: Odnaleziono szczątki kolejnych ofiar zbrodni wołyńskiej