Ojciec: Poddano go praniu mózgu. Domniemany zamachowiec z Berlina był znany służbom, dlaczego więc znalazł się na wolności? – pytają media. Z kolei ojciec Abdula B. uważa, że jego syna poddano „praniu mózgu”. Ofiarą terrorysty jest 65-letnia Polka, pochodząca z Warszawy. Rannych zostało jeszcze 16 osób. Abdul B., domniemany sprawca zamachu na Paradę Równości w Berlinie, został w niedzielę zastrzelony podczas policyjnej obławy. Kilka godzin wcześniej dziennikarze tygodnika „Der Spiegel” rozmawiali telefonicznie z jego ojcem.Pochodzący z południowego Libanu Tawfik B. zapewniał, że choć jego dwie córki noszą hidżab, rodzina nie jest „skrajnie religijna”. – Jesteśmy szyitami. Nie popieramy Państwa Islamskiego (IS) – przekonywał. Przyznał jednak, że jego syn „kochał sunnitów”. Konflikt między tymi dwoma nurtami od lat naznacza świat islamu. Sunnickie terrorystyczne Państwo Islamskie brutalnie prześladuje szyitów.Jak mówi Tawfik B., jakiś czas temu zapytał syna, co sądzi o Państwie Islamskim, a ten zapewnił, że uważa tę grupę terrorystyczną za „złą”. Jednak Abdul B. pokłócił się z ojcem o włosy i brodę. – Nie pozwoliłem mu nosić długiej brody – powiedział Tawfik B., który uznawał to za oznakę ekstremizmu.64-letni mężczyzna opisuje swojego syna jako człowieka „szczodrego, uczuciowego i kochającego”, który miał „serce dziecka”. Na pytanie, dlaczego więc najwyraźniej dopuścił się strasznego zamachu, ojciec przypuszcza: „Został poddany praniu mózgu”.Zamachowiec bez stałej pracyUrodzony i wychowany w Berlinie Abdul B. skończył naukę w szkole na dziesiątej klasie. Potem imał się kilku prac, ale – według ojca – nigdy nie miał stałego zatrudnienia. Noce spędzał przy telefonie albo przed telewizorem i dużo spał, a wstawał dopiero późnym popołudniem.Także według ustaleń śledczych Abdul B. uległ radykalizacji. Media i politycy pytają, dlaczego znalazł się na wolności, skoro podejrzewano, że byłby skłonny do aktu terrorystycznego.Pierwszą wskazówką na radykalizację mężczyzny były jego posty na Instagramie z 2024 roku z zakazaną propagandą Państwa Islamskiego. Jak podała berlińska prokuratura generalna, w ubiegłym roku kilkakrotnie próbował dołączyć do Kalifatu. W maju 2025 roku miał wyjechać do Libanu, żeby stamtąd dostać się do Syrii i dołączyć do tej terrorystycznej grupy.Nie udało się. Trafił na trzy miesiące do aresztu śledczego w Libanie, a potem w Berlinie, w maju 2026 roku, skazano go na podstawie prawa dla nieletnich na rok i dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu za przygotowywanie poważnego, zagrażającego państwu aktu przemocy. Jednym z warunków zawieszenia kary był udział programie deradykalizacji, co jednak nie nastąpiło.Abdul B. przyznał się do winyDecyzję o zawieszeniu kary sąd uzasadnił tym, że B. podczas procesu w Niemczech spędził prawie sześć miesięcy w areszcie śledczym, a także trzy miesiące w areszcie w Libanie. Poza tym sąd wziął pod uwagę, że B. podczas rozprawy głównej w większości przyznał się do zarzutów i zdystansował się od ekstremistów. Prokuratura domagała się kary pozbawienia wolności na prawie trzy lata i złożyła odwołanie od wyroku.Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ), Abdul B. wziął udział we wstępnych rozmowach z organizacją o nazwie „Violence Prevention Network” (VPN), która próbuje nawrócić młodych islamistów, ale też prawicowych ekstremistów.„Muszą jednak sami chcieć w tym uczestniczyć – to podstawowy warunek, którego Abdul B., po dwóch wstępnych rozmowach z organizacją w czerwcu i lipcu, najwyraźniej nie spełniał. Mówi się, że nie dało się jeszcze dostrzec wystarczającej świadomości problemu” – twierdziła gazeta.„Zamiast tego w sieciach społecznościowych pojawiły się jego zdjęcia, na których pozuje z bronią w ręku. Mógł więc dalej działać i planować zamach, do czego musiał na przykład wynająć samochód i zbadać teren wokół parady z okazji Christopher Street Day” – wskazała.Islamista pod obserwacją„Wygląda na to, że nikt ze służb nie zwrócił na to uwagi, mimo że prawdopodobnie był pod obserwacją, a może nawet czasami go śledzono” – zaznaczył „FAZ”. Porównał przypadek Abdula B. ze sprawą zamachowca na jarmark świąteczny w Berlinie w 2016 roku Anisa Amriego, w której również wykazano zaniedbania i błędy służb.Niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrint przyznał w wywiadzie telewizyjnym, że „postawienie wyłącznie na program deradykalizacji było z pewnością naiwne”.– W pojedynczych przypadkach to działa, ale w wielu innych – nie. Osoby stanowiące zagrożenie muszą być pod obserwacją i kontrolą. Chodzi po prostu o to, żeby można było ograniczyć swobodę poruszania się tych osób – powiedział minister w telewizji ZDF. Według Dobrindta sprawa potraktowania Abdula B. przez sąd ma zostać zbadana.Krytyczny wobec decyzji wymiaru sprawiedliwości jest także burmistrz Berlina Kai Wegner. Abdul B. „został skazany (…) na podstawie prawa karnego dla nieletnich. A potem sąd niestety orzekł karę z zawieszeniem. Nie chcę tego oceniać, bo to kwestia niezależności wymiaru sprawiedliwości, ale naprawdę brakuje mi słów” – powiedział polityk CDU wieczorem w programie „Abendschau” stacji RBB.Szef MSW Bawarii: Decydowana katastrofaZ kolei minister spraw wewnętrznych Bawarii Joachim Herrmann uznał, że zawieszenie kary dla znanego służbom podejrzanego islamisty było „decydowaną katastrofą”. – Sędziowie, którzy mają rozpatrywać takie sprawy, muszą oczywiście zdawać sobie sprawę z tego, jaką odpowiedzialność ponoszą za bezpieczeństwo ludzi – ocenił w rozmowie z rozgłośnią Bayerischer Rundfunk.Zdaniem polityków rządzącej w Niemczech chadecji konieczne jest zaostrzenie podejścia wobec podejrzanych o islamski radykalizm. – Potrzebne są rozwiązania, które pozwolą na trwałe usunięcie z życia publicznego osób uznanych za zagrożenie – powiedział wiceprzewodniczący frakcji CDU w Bundestagu Guenter Krings, cytowany przez Deutschlandfunk. Jak ocenił, tych, których nie da się wydalić z kraju z powodu niemieckiego obywatelstwa, trzeba na stałe zamknąć u nas za kratkami.Z kolei szef młodzieżówki chadeckiej Junge Union Johannes Winkel zażądał w rozmowie z magazynem „Stern” weryfikacji całych ram prawnych dotyczących postępowania z podejrzanymi islamistami.– W przypadku osób stanowiących zagrożenie nie można skazywać ich na podstawie prawa karnego dla nieletnich, tylko trzeba stosować prawo karne dla dorosłych – ocenił. Według „Sterna” berliński sąd zastosował prawo karne dla nieletnich najprawdopodobniej ze względu na niedojrzałość emocjonalną i społeczną sprawcy.Czytaj także: Udawał policjanta i strzelał do Demokratów. Jest wyrok