W PiS-ie iskrzyło od dawna. Prawo i Sprawiedliwość straciło w piątek kilkudziesięciu parlamentarzystów, a w Polsce najpewniej pojawi się najpewniej kolejna partia. Pękać w PiS-ie zaczęło jednak o wiele wcześniej. Zaczęło się od sporu pomiędzy frakcjami „harcerzy” i „maślarzy”. Ci drudzy obecnie triumfują, ale „harcerze” nie powiedzieli ostatniego słowa. „Harcerze” to najbliższe otoczenie Mateusza Morawieckiego. Nazwa wzięła się z tego, że duża część z nich w przeszłości należała do Związku Harcerzy Rzeczpospolitej, jak na przykład Michał Dworczyk. Do „harcerzy” zaliczają się także Piotr Mueller, Waldemar Buda czy Marcin Horała.Nazwa „maślarze” wzięła się od Tobiasza Bocheńskiego i „afery” z niemieckim masłem w samolocie LOT. Do frakcji należą między innymi Jacek Sasin czy Patryk Jaki. „Maślarzy” łączy przede wszystkim niechęć do Morawieckiego. Ich zdaniem PiS powinien dokonać „ostrego skrętu w prawo”, zdobywając przede wszystkim wyborców Konfederacji czy sympatyków Grzegorza Brauna.„Zakonnicy” w odwrocie Warto także pamiętać o „zakonie PC”, czyli politykach, którzy trwają przy prezesie Jarosławie Kaczyńskim jeszcze od czasu Porozumienia Centrum. Większość z nich jest już na politycznym aucie, najbardziej znanym przedstawicielem zakonu pozostaje Mariusz Błaszczak. Frakcja nie odgrywa obecnie większej politycznej roli. „Zakonnikom” zdecydowanie bliżej jest do „maślarzy”.Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości kończy walkę frakcji w Prawie i Sprawiedliwości. Partia pozostanie z bardziej radykalnymi politykami. Oprócz konkurencji na prawo, czyli dwóch Konfederacji, PiS będzie musiał się mierzyć z konkurencją bardziej centroprawicową. Sondaże dają potencjalnej partii Morawieckiego spore szanse na sukces – oczywiście kosztem PiS.