Nie wie, jak pomóc synowi. Nie interesuję się piłką nożną, od pewnie 25 lat jestem fanką siatkówki i to ona elektryzuje mnie, jako kibickę. Ale trudno przeoczyć finał piłkarskiego mundialu, zwłaszcza gdy jest się w Hiszpanii. Trudno także przejść obojętnie obok historii jednego z hiszpańskich mistrzów, Marca Cucurelli, który (wraz z żoną) głośno mówi o problemach synka, kilkuletniego Mateo. Chłopca, który ma autyzm. Najpierw moją uwagę przykuła informacja o tym, że długie, kręcone włosy Cucurelli to nie efekt wizerunkowej strategii, ani tym bardziej marketingowy, nastawiony na kontrakty reklamowe od producentów preparatów do włosów, chwyt. Mistrz świata nie może swojej burzy loków ściąć, nawet ich nie związuje, co jest dość przecież charakterystyczne, bo synek Mateo dzięki tym jego włosom rozpoznaje tatę na boisku. Zmiana byłaby dla niego ogromnym wyzwaniem, dodatkowym stresem, zupełnie niepotrzebnym w jego świecie zamieszaniem. A Cucurella, jako troskliwy ojciec, odpowiada na potrzeby dziecka.Czytaj też: Mundial 2026 w TVP. Rekordowa oglądalność i 25 mln widzówPrzyznam, że to wyznanie jakoś mnie poruszyło, zaczęłam czytać więc dalej (obejrzałam także wywiad, jakiego Cucurella z żoną Claudią, udzielili niedawno) i okazało się, że tych gestów ojca dla syna było zdecydowanie więcej. Zresztą Cucurella w publicznych wypowiedziach podkreśla, że rodzina jest dla niego najważniejsza, zdecydowanie ważniejsza, niż piłka nożna, która przyniosła mu i sławę, i pieniądze. To dla rodziny wymyślił także boiskową „cieszynkę”, charakterystyczny gest wykonywany po zdobytej bramce. Piłkarz naśladuje wtedy chód pingwina, bo wyczytał, że pingwiny łączą się w pary na całe życie i trwają wiernie przy swoich rodzinach.Oryginalne prawda?Tak samo, jak oryginalna, nietuzinkowa, ciut „inna” jest rodzina Cucurelli. I to nie jest dla nich powód do wstydu, raczej odważnie mówią, o wyzwaniach, na które na swojej drodze natrafiają i lekcjach, które dzięki nim muszą odrobić.Mały Mateo (piłkarz ma jeszcze dwoje dzieci, Río i Bellę) finał mundialu oglądał w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, specjalnej loży, bo hałas generowany przez ponad 80 tysięcy kibiców wypełniających po brzegi MetLife Stadium w New Jersey dla dziecka w spektrum autyzmu byłby zbyt dużym bodźcem. Cucurella mówi też, że wpływ na jego decyzje dotyczące kontraktów ma nie tyle sama sportowa czy finansowa strona tej klubowej układanki, co zaplecze, na jakie w nowym miejscu jako rodzina dziecka z autyzmem mogliby liczyć. Pisząc o zapleczu, mam na myśli specjalizujące się w pracy z takimi dziećmi placówki, możliwości terapii itd. Właśnie to miał sprawdzać, decydując się na transfer do Realu Madryt.Nie wie, jak pomóc synowiA mówiąc to wszystko w wywiadach Cucurella płacze. Mistrz świata wzrusza się, mówiąc o najbliższych. „Mój najstarszy syn naprawdę zmienił całe nasze życie. Kiedy poszedł do przedszkola, zaczęliśmy zauważać pewne rzeczy. Widzieliśmy, że na zdjęciach bawiących się dzieci zawsze był trochę zagubiony i samotny” – powiedział hiszpańskiej telewizji publicznej RTVE. „W miarę jak dorastał, widać było, że niewiele mówił i gaworzył. Ten etap był prawdopodobnie najtrudniejszy. Myślę, że obserwowanie cierpienia dziecka to jedna z najtrudniejszych rzeczy” – wyznał Cucurella dodając, że czasami nie wie, jak pomóc swojemu synowi.Choć, to także dodaje, doskonale zdaje sobie sprawę, że to najbliżsi muszą znaleźć klucz do świata małego Mateo. Bo chłopiec otaczającą go rzeczywistość postrzega inaczej i to rolą rodziny jest spróbować go zrozumieć, przeniknąć, zgłębić i zaakceptować. Jest jeszcze coś, co powiedział Cucurella i co powinniśmy z tej jego historii zapamiętać na dłużej. Bo jak długo można żyć meczowymi statystykami, boiskowymi analizami, jak długo można żyć sportową imprezą, która w gruncie rzeczy nawet na moment nie sprawia, że świat staje się lepszy? Cucurella powiedział, że oddałby wszystkie pieniądze, jakie udało mu się zarobić, gdyby jego syn mógł być zdrowy, rozwijać się, jak rówieśnicy. I moim zdaniem właśnie z tą jego myślą powinniśmy po mundialu zostać. Czytaj też: Kasa się zgadza. Najbardziej dochodowy mundial w historii