Tekst Sprawdzamto.pl Jeszcze przed premierą „Odyseja” Christophera Nolana stała się celem zorganizowanej kampanii w mediach społecznościowych. Filmowi zarzucano m.in. „zdradę Homera”, brak „historycznej wierności” i uleganie ideologii „woke”. Sprawdzamy, które z tych oskarżeń mają oparcie w faktach, a które są jedynie elementem internetowej wojny kulturowej i dezinformacji – pisze na łamach portalu Sprawdzamto.pl redaktor Radosław Czyż. O kinie i telewizji piszę od przeszło dekady i nie pamiętam premiery, wokół której w internecie rozpętałaby się tak silna burza. A raczej – zostałaby rozpętana, trudno bowiem nie zauważyć, z jakiej strony sceny politycznej padają zarzuty, czego dotyczą oraz kto wzmacnia ich przekaz – pisze red. Czyż.Podobny przypadek, choć w znacznie mniejszej, bo tylko lokalnej skali, miał miejsce, gdy do kin wchodziła „Zielona granica” Agnieszki Holland.WIĘCEJ WERYFIKACJI I INFORMACJI NA STRONIE PORTALU SPRAWDZAMTO.PLJednak porównywanie skali tamtej awantury z tą, która rozgorzała wokół „Odysei” Christophera Nolana, to jak porównywanie klątwy Posejdona z burzą w szklance wody.Wątków jest tu wiele, zacznijmy więc od tych najbardziej aktualnych.Elon Musk kontra Nolan„Zanim ten rok się skończy, Grok Imagine stworzy pełnometrażowy film na podstawie «Odysei», który będzie historycznie dokładny i wierny sztuce Homera” – zapowiedział Elon Musk, najbogatszy człowiek świata, a prywatnie hejter nowego filmu Nolana.Komentarz umieścił pod postem jednego z użytkowników portalu X, który z pomocą Grok Imagine – należącego do Muska narzędzia generatywnej AI – stworzył krótki fragment wideo „Odysei”, rzekomo zgodny z wizją Homera i prawdą historyczną.Te dwa punkty stały się główną osią argumentacji skrajnej prawicy, zarówno w anglojęzycznym, jak i polskim internecie. Wszędzie powtarzają się te same stwierdzenia i zarzuty. Powołując się na rzekomą „prawdę historyczną”, kwestionowano wybory obsadowe i inscenizacyjne filmu, i to na wiele miesięcy przed jego premierą.Jeszcze w lutym br. Musk pisał o tym, że Nolan „stracił wiarygodność”, czy raczej „integralność”, bo tak dosłownie przełożylibyśmy słowo „integrity” – jeden z ulubionych buzzwordów amerykańskiej alt-prawicy. Od lat korzystają z niego, by opisać czyjąś wierność konserwatywnym zasadom i sprzeciw wobec „ideologii woke” oraz zasad DEI (diversity, equity, inclusion). Prawica o swoich wrogach często mówi, że mają „niską integralność” („low integrity”) albo że brakuje im „charakteru” i twardych zasad.Zdaniem Muska i wielu komentujących o tożsamych z nim poglądach wizja Nolana zwiastuje cywilizacyjny upadek, jakby brytyjski reżyser sam uniósł topór, by wykarczować z teraźniejszości korzenie europejskiej kultury. Czy raczej „kultury białego człowieka”, bo to zazwyczaj kryje się za hasłami faszyzującej alt-prawicy.Fantastyka i wojna kulturowaSłowo „faszyzm” nie jest tu zresztą użyte na wyrost. Nie od dziś wiadomo, że np. włoscy faszyści od dekad zakochani są w twórczości J.R.R. Tolkiena.Hobbici ucieleśniali dla nich aryjskie narody broniące tradycji i walczące z Sauronem oraz Sarumanem, postrzeganymi jako uosobienia kapitalizmu i industrializmu. W latach 90. interpretacja ta ewoluowała. Zamiast kapitalizmu głównym wrogiem stały się idee wolnościowe (w znaczeniu społecznym, nie gospodarczym) oraz „zgniła nowoczesność”.Fantastyka, której korzenie sięgają przecież mitologicznej „Odysei”, jest dla prawicy ważna w ogóle, choć nagminnie zdarza się, że jej przedstawiciele mają spory problem z interpretacją ulubionych dzieł.Weźmy przywołanego już Elona Muska, który wśród swoich ulubionych tytułów wymienia polską grę „Cyberpunk 2077”, już samym tytułem nawiązującą do dystopijnego i antykapitalistycznego nurtu literackiego spopularyzowanego przez Williama Gibsona „Neuromancerem”.Musk uwielbia też osadzoną w tym nurcie grę „Deus Ex” – opowieść o globalnym spisku ze sztucznie wywołaną pandemią w tle. Za wszystkim okazuje się tam stać najbogatszy człowiek świata, brylujący w mediach przedsiębiorca, w którym Musk się ewidentnie nie dostrzega. Podobnie zresztą jak w antybohaterze „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa, jednego ze swoich ulubionych pisarzy. O dziwo, Adams w swojej twórczości otwarcie wyszydza bogaczy i kapitalistyczne idee, czyniąc choćby z prezydenta Galaktyki niezbyt lotnego, narcystycznego playboya.AI kontra HomerAle wróćmy do „Odysei”. Musk pod jednym z komentarzy na X zgodził się przeznaczyć 100 mln dol. na wygenerowany przez AI pełnometrażowy film, mający w pełni oddać „wizję Homera” i historyczne realia epoki brązu.Jeśli za wzorzec brać przywołany wcześniej fragment, może być z tym kiepsko: wygenerowany przez AI Odyseusz nosi w nim rzymski pancerz, flota jego okrętów płynie rufami do przodu, a wioślarze siedzą bokiem, a nie przodem do kierunku żeglugi. Ile halucynacji powstanie w animacji pełnometrażowej? Trudno powiedzieć. Podobnie jak to, ile litrów wody zużyją do wygenerowania jej gigantyczne centra danych i kto ów film w ogóle obejrzy, zwłaszcza że ma być adaptacją skrajnie wierną, tj. oddawać każdy wers oryginalnego poematu, a tekst czytany będzie w języku starogreckim. Wszystko po to, by zachować historyczne realia opisujące wydarzenia, które ewidentnie nie miały miejsca.Homer, jeśli w ogóle istniał, o co wciąż spierają się historycy i badacze antyku, zebrał i spisał ustne podania przez setki lat powtarzane przez wędrownych poetów. Sama „Odyseja”, pomijając już nawet elementy fantastyczne, wierna faktom przecież nie jest. Homer miesza w poemacie brąz charakterystyczny dla epoki brązu i współczesne sobie żelazo, opisuje zarówno historyczne, jak i współczesne sobie uzbrojenie oraz obrzędy społeczne i polityczne.Można powiedzieć, że kulturowa spuścizna „Iliady” i „Odysei” polega na ciągłym przepisywaniu mitu, co już chwilę po Homerze robili kolejni poeci i ojcowie antycznego dramatu.Czy Nolan zdradził Homera?Nolan stworzył film w tym samym duchu – jednocześnie współczesny (a więc czytelny dla dzisiejszego widza) i przepełniony odniesieniami do historii. Widowiskowy i spektakularny, a zarazem kameralny i teatralny.Część widzów zarzuca mu anachronizm w kreacji np. kostiumów i pancerzy czy zbyt różnorodną etnicznie obsadę. Decyzje artystyczne reżysera są oczywiście otwarte na interpretacje, ale czuć w nich wspomnianą teatralność. Nieprzypadkowy wydaje się także dobór aktorów – zróżnicowanych etnicznie i kulturowo, a jednocześnie należących niemal wyłącznie do największych gwiazd współczesnego kina.Widzowie czasem krytykują „Odyseję”, twierdząc, że zamiast bohaterów widzieli na ekranie twarze aktorów, co wybijało ich z imersji przedstawienia. Ja zaryzykowałbym stwierdzenie, że tak jak w teatrze antycznym wszystkie role mogli grać wyłącznie mężczyźni i widownia często widziała na scenie nie postać, lecz aktora, tak dziś podobnego dysonansu doświadczamy, oglądając na ekranie gwiazdy największego formatu.Elliot Page i internetowy fake newsNajwiększe oburzenie od miesięcy wywołują jednak dwa wybory obsadowe: Lupita Nyong’o i Elliot Page.O tym drugim przed miesiącami spekulowano, że wcieli się w Achillesa. Ten fake news rozpalał manosferę i inne transfobiczne środowiska do czerwoności. W rzeczywistości Page wciela się w Sinona, jednego z żołnierzy Odyseusza, który u Homera nie występuje. W późniejszych przekazach mitu (choćby u Arktinosa z Miletu i Wergiliusza) funkcjonuje jednak jako bohater, który zwiódł Trojan, przekazując im pozostawionego przez Greków konia trojańskiego.Nolan wykorzystuje tę postać, odczarowując jej ponurą literacką spuściznę. Choćby u Dantego Sinon wymieniany jest jako jeden z praojców kłamstwa. W „Odysei” sam zostaje jednak oszukany przez Odyseusza i jako nieświadomy męczennik staje się ofiarą nie tylko Trojan, ale i własnego przywódcy. To krótki, ale niezwykle wymowny wątek, a duch Sinona staje się moralnym kompasem całej opowieści, którą reżyser tak zręcznie reinterpretuje.Spór o Lupitę Nyong’oNajgłośniejsza dyskusja toczy się jednak wokół Lupity Nyong’o i to jej poświęćmy więcej uwagi.Laureatka Oscara wciela się tu w Helenę Trojańską i jej siostrę Klitajmestrę. Kto widział film, ten wie, jak zgrabnie i sprytnie Nolan ogrywa wątek najpiękniejszej kobiety świata, przez której lico na wojnę posłano tysiąc okrętów.Krytyka tego wyboru obsadowego jest ewidentnie rasistowska – Nyong’o jest ze wszech miar atrakcyjną kobietą. Jeśli chcemy jednak wejść w polemikę z argumentami jej przeciwników, wystarczy zapytać, jakiego koloru skóry powinna być kobieta, która wykluła się z jaja i została spłodzona przez Zeusa pod postacią łabędzia.W amerykańskim internecie spotkałem się już z opiniami, że antyczni Grecy byli błękitnookimi blondynami o jasnej karnacji (komentujący nie sprecyzował, czy chodziło mu o Achajów, czyli przedstawicieli kultury mykeńskiej, czy Greków z późniejszej epoki, już po tzw. wiekach ciemnych).A co z założeniem, że mityczna Helena faktycznie miała ciemną skórę? Homer opisuje ją jako „białoramienną” (w tłumaczeniu Roberta Chodkowskiego), ale użyty w grece przymiotnik oznaczać miał kogoś o wyjątkowo urodziwej cerze, tak pięknej, że niemal boskiej. Żartobliwie określano nim zaś osoby niepracujące fizycznie, czyli – mówiąc wprost – leniwe.Dodatkowo Achajowie dobrze znali osoby o czarnym kolorze skóry. Mieli kontakt z kulturami zamieszkującymi ziemie na południe od Egiptu, które nazywali Etiopią (gr. Aithiopia), znanymi dziś historykom jako królestwo Kusz i późniejsze Aksum. Samo słowo odnosiło się do ciemnego koloru twarzy ich mieszkańców i oznaczało mniej więcej tyle, co „spalone twarze”. Hezjod, jeden z najstarszych następców Homera, pisał zresztą, że Etiopczycy ze względu na swoją ogładę i wygląd cieszyli się szczególnymi względami greckich bogów – zwłaszcza Zeusa.W mitologii ojcostwo Heleny przypisywane jest Tyndareosowi, mężowi Ledy (którą to miał wykorzystać Zeus). Helena, choć piękniejsza od Klitajmestry, miała być do niej podobna (dlatego u Nolana gra je ta sama aktorka). Jeśli tak było, to faktycznie mogła nosić podobieństwo do Etiopczyków. Matką Tyndareosa była wszak Gorgofona, a jej rodzicami – Perseusz i Andromeda, królewna etiopska.Czy zatem, przyjmując na chwilę – wyłącznie na potrzeby odparcia tego argumentu – że Helena Trojańska nie tylko nie wykluła się z jaja, lecz także istniała naprawdę, mogłaby zostać zagrana przez czarną aktorkę bez uszczerbku dla mitycznej wierności realiom (czy raczej samemu mitowi)? Owszem, jeszcze jak!Oscary, DEI i kolejny fake newsMusk i podobni mu obrońcy europejskiej spuścizny twierdzą, że Nolan wszystkich tych zamachów na świętość Homera dokonał tylko po to, by film mógł kwalifikować się do walki o Oscary. I tu również krąży pewien fake news .Owszem, w 2020 r. Akademia wprowadziła nowe wytyczne równościowe dla twórców ubiegających się o Oscara w głównej kategorii dla najlepszego filmu. Aby się do niej zakwalifikować, wystarczy jednak spełnić dwa z czterech możliwych kryteriów.Nolan wcale nie musiał stawiać na zróżnicowaną etnicznie i rasowo obsadę. Wystarczyło, by osoby z grup niedoreprezentowanych (kobiety, mniejszości rasowe i seksualne itd.) stanowiły 30 proc. ekipy filmowej, kierowały częścią pionów technicznych albo by studio prowadziło specjalne programy stażowe.Zresztą dokładnie te same wymogi dotyczyły m.in. „Oppenheimera”, a nie sposób powiedzieć, by wyłącznie biała obsada poprzedniego przeboju Nolana była różnorodna etnicznie.Review bombing zamiast recenzjiHejterzy „Odysei” wieszczyli jej artystyczny i komercyjny upadek, zgodnie z zasadą pamiętającą jeszcze niesławne Gamergate: „go woke, go broke” [„zostań woke, klep biedę”] .Gdy więc pierwsze recenzje krytyków z całego świata były w ogromnej większości pozytywne, posypały się argumenty o kupowaniu recenzji – klasyczny fake news w branży rozrywkowej.Aby zrównoważyć pozytywne opinie rzekomo „przekupionych” krytyków, na serwisach filmowych i agregatorach ocen przeprowadzono oddolną kampanię tzw. review bombingu, czyli zasypywania danego tytułu falą skrajnie negatywnych ocen. Oczywiście bez uprzedniego obejrzenia filmu.I tak w rodzimym serwisie Filmweb „Odyseja” przez kilka dni od premiery otrzymywała głównie oceny 1/10, ale z czasem zaczęto hejterskie opinie weryfikować i usuwać.Podobne ataki przeprowadzono także w zagranicznych serwisach Metacritic i Rotten Tomatoes, jednak te z falą skrajnych ocen poradziły sobie znacznie szybciej.Frekwencja nie potwierdziła internetowych prognozNie sprawdziły się też przewidywania, że Nolan na „Odysei” nie zarobi. Weekend otwarcia okazał się dla reżysera bardziej niż udany – z wynikiem 264 mln dol. film pobił jego dotychczasowy rekord.To również trzecie najlepsze otwarcie tego roku (po „The Super Mario Galaxy Film” i „Toy Story 5”), co jest niezwykle imponujące, biorąc pod uwagę, że film przeznaczony jest wyłącznie dla widzów pełnoletnich, co znacząco ogranicza jego docelową grupę odbiorców.Nowa teoria spiskowaTeraz w wojnie kulturowej przeciwko „Odysei” wytoczono więc nowe działa. Film cieszy się tak dużym zainteresowaniem, że – zwłaszcza w kinach IMAX – trudno znaleźć dogodne miejsca w popularnych godzinach wyświetlania. Rezerwacji na całym świecie dokonuje się z dużym wyprzedzeniem, więc film ma realną szansę na tegoroczny rekord frekwencji.Część osób węszy jednak teorię spiskową, według której wytwórnia Universal (albo i sam Nolan!) wykupuje bilety lub przekupiła właścicieli kin, by ci blokowali możliwość rezerwacji, sztucznie ograniczając podaż i maskując niski popyt na film. W mediach społecznościowych krążą cytaty (publikowane głównie z ukrytych lub niedawno założonych kont, być może prowadzonych przez boty) o pustych salach kinowych oraz screeny ze stron kin pokazujące przepełnione rezerwacje.O dziwo, zdjęć tych pustych sal brak.Być może Grok nie zdążył ich jeszcze wygenerować – zajęty jest tworzeniem nowej „Odysei”, tej wiernej prawdzie i Homerowi.