Celem Arktyka. Zimna wojna to nie termin z historii, ten konflikt między Zachodem a Rosją i również Chinami rozgorzał na nowo. Jednym z kluczowych frontów jest Arktyka. Jej potencjał jest niebagatelny; to nie tylko strategiczne położenie i możliwość szachowania wroga, ale też ogromne złoża surowców – głównie ropy naftowej i gazu ziemnego. Wyścig o przejęcie tego regionu wyraźnie przyspieszył w ostatnich latach. Tu nie ma miejsca na fair play. Zwycięzca nie weźmie jeńców. Arktyka to już nie są bezkresne pola lodowe, białe niedźwiedzie, misje naukowe i romantycy na nartach ciągnący sanki ze szpejem, by dojść na biegun północny. Tematem nie jest już troska ekologów ostrzegających przed globalnym ociepleniem, które objawy są szczególnie widocznie właśnie tam.Owszem, Svalbard jest najszybciej ocieplającym się miejscem na naszej planecie. Średnia temperatura na tej wyspie rośnie od około sześciu do siedmiu razy szybciej, niż wynosi średnia światowa. Ale kogo wśród światowych przywódców to interesuje? Owszem, troska o Arktykę jest, ale taka, by się do niej dorwać, przez rywalami.Stawka w tym wyścigu jest ogromna. Znajdują się tu między innymi ogromne złoża ropy naftowej, szacowane na 30 procent światowych zasobów, oraz gazu, przypuszczalnie od 10 do 15 procent. Do tego dochodzą bogate pokłady minerałów jak złoto, platyna, ołów, cynk, mangan czy surowców krytycznych jak nikiel i lit, wreszcie okazja dla rybołówstwa.Zmieniający się klimat stworzył tu również nowy, szybszy szlak handlowy pomiędzy Azją, czyli przede wszystkim Chinami a Europą. Zwykle trasa kontenerowców z chińskiego Ningbo do Hamburga przez Przylądek Horn i Kanał Sueski trwa nawet 50 dni. Northern Sea Route, czyli Północna Trasa Morska wzdłuż wybrzeży Rosji i Norwegii, skraca go do około 20 dni zaś dystans o około 4,5 tysiąca kilometrów.Alternatywa dla cieśniny OrmuzPerpektywiczne jest też Przejście Północno-Zachodnie przez Kanadę i Alaskę. Są to więc odcinki tak ważne dla światowego handlu, jak wcześniej Kanał Sueski czy Kanał Panamski. Dodatkowo teoretycznie nie są tak niestabilne geopolitycznie, jak cieśnina Ormuz.Jeżeli chodzi o Antarktydę, ludzkość dość niedawno ludzkość uznała, że jest dziedzictwem ludzkości, a nie domena konkretnych państw. Z Akrtyką jest tudniej, gdyż nie jest lądem. Ocean Arktyczny, czyli około 5,5 miliona kilometrów kwadratowych, nad dnem w dużej części będącym szelfami kontynentalnymi.Obowiązuje prawo morskie, które zakłada, że w obrębie 200 mil morskich, czyli około 370 kilometrów, od linii brzegowej państwa ma ono wyłączne prawo do wydobywania z dna morskiego surowców. Do tego, jeśli udowodni, że dno morskie jest częścią szelfu kontynentalnego i wykracza poza tę odległość, może rozszerzyć swoje prawa co całego obszaru.Sprawy się jednak komplikują. Status prawny Arktyki można podciągnąć pod jeszcze dwie teorie. Jedna to teoria prawa morskiego, które zakłada na terenie Arktyki wolność żeglugi, jak na każdym innym morzu pełnym. Teoretycznie uczciwie, o ile nie trzeba płynąć za zdezelowanym rosyjskim lodołamaczem.Teoria sektorówDruga to teoria sektorów, czyli prawo cwańszego. Kraj, którego terytorium przylega do obszarów arktycznych, wyciąga po nie rękę, aż do bieguna północnego, wzdłuż południków ciągnących się od bieguna i wyznaczających wschodnią i zachodnią granicę. Zgodnie z nią Kanada, Stany Zjednoczone, Dania (Grenlandia), Norwegia i Rosja uznają, że Ocean Arktyczny należy się im do podziału. Islandia nie jest brana pod uwagę, bo gdy koncepcja była opracowywana ponad sto lat temu, pozostawała w unii personalnej z Danią.Trwają już przedbiegi, by zająć możliwie największy obszar Arktyki. Rosja już kilka razy robiła przymiarki w Komisji ds. Delimitacji Szelfu Kontynentalnego ONZ. Przedstawiała swoją wersję przebiegu granicy szelfu kontynentalnego w oparciu o podwodny grzbiet Łomonosowa. Dania sugeruje z kolei, że grzbiet jest przedłużeniem szelfu, na którym znajduje się jej Grenlandia i tak dalej.Kreml nie przejmuje się deklaracjami, tylko działa. Już w 2007 roku jej okręt podwodny umieścił na głębokości 4 km flagę na grzbiecie Łomonosowa pod Biegunem Północnym, potem założono port i bazę wojskową na wyspie Kotielnyj należącej do archipelagu wysp Nowosyberyjskich. Łącznie Rosjanie mają w regionie około 40 baz, w tym co najmniej trzy lotnicze – w Olenji trzymane są bombowce strategiczne wykorzystywane w atakach na Ukrainę.– Arktyka była i będzie częścią Rosji i że nie przewiduje oddania jej pod międzynarodową kontrolę – mówił w 2013 roku Władimir Putin, gdy był jeszcze w miarę uznawany przez Zachód jako partner do negocjacji. Od tego czasu Moskwa stopniowo zwiększa poziom agresji w działaniach.Geopolityczne cele RosjiPróbuje to robić między innymi poprzez zmiany w swoim prawodawstwie. Były więc choćby Strategia rozwoju Arktycznej Strefy i zapewnienia bezpieczeństwa narodowego do 2035 roku z 2020 roku, Koncepcja polityki zagranicznej z 2023 roku czy Doktryna morska z 2022 roku. W ubiegłym roku ta pierwsza została zaktualizowana.Rosja ma dwa główne cele – gospodarczy i militarny. Jeżeli chodzi o ten pierwszy, oprócz surowców to kontrola Północnej Trasy Morskiej. W kwietniu kremlowska propaganda piała z zachwytu, że wolumen ładunków przewożonym tą trasą mają przekroczyć rekordowe 40 milionów ton do końca roku.Czytaj także: Amerykański parasol nad Polską. Jak trwała jest obecność wojsk USA?Jeżeli chodzi o wojskowość, liczy się każda możliwość pokazania swojej siły i grożenia NATO. Tworzenia stałego i realnego zagrożenia – od podwodnych kabli po ryzyko ataku nuklearnego. Nie bez znaczenia jest doraźna retoryka „oblężonej Rosji” przez wraże siły z NATO. Paranoja Putina sprawiła już w 2022 roku Rada Arktyczna – Stany Zjednoczone, Kanada, Islandia, Dania, Norwegia, Szwecja i Finlandia – podjęła decyzję o zawieszeniu większości współpracy arktycznej z agresywnym partnerem.Rosja w klasyczny sobie sposób łamie dane słowo. Nie przejmuje się deklaracją arktyczną podpisaną w 2008 roku w Ilulissat na Grenlandii, która zobligowała także ją przestrzegania konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza oraz innych obowiązujących ram prawnych.Dokument miał też gwarantować pokojowe rozwiązywanie sporów o obszary morskie i współpracę w zakresie ochrony środowiska oraz zrównoważonego wykorzystania zasobów naturalnych. Dla Putina od współpracy międzynarodowej ważniejsza własna neoimperialna ambicja. – Rosja będzie bronić swoich interesów narodowych w Arktyce – grzmiał podczas posiedzenia rządu w kwietniu tego roku.Na Svalbardzie działa placówka górniczo-badawcza Barentsburg, zamieszkała niemal wyłącznie przez Rosjan, którzy wystawili tam nawet popiersie komunistycznego zbrodniarza Włodzimierza Lenina. Reżim Putina prowadzi rozmaite prowokacyjne działania, a jednocześnie obłudnie oskarża Norwegię o „militaryzację”.Prowokacyjne działania KremlaW 2023 roku Rosja zorganizowała tu paradę w stylu wojskowym, z udziałem między innymi konwoju ciężarówek i skuterów śnieżnych z rosyjskimi flagami. W ubiegłym roku rosyjski deputowany Siergiej Mironow zasugerował, aby zmienić nazwę Svalbardu na Wyspy Pomorskie, nawiązując do myśliwych i traperów z terenów dzisiejszej Rosji, którzy mieli się tu zapuszczać przed wiekami. Można założyć, że kolejnym krokiem byłaby konieczność „ochrony rosyjskojęzycznych mieszkańców Svalbardu”.Geopolityczną temperaturę podnoszą także Chiny. Sęk w tym, że geografia nie jest ich sojusznikiem. Kraj leży około 3 tysiące kilometrów od bieguna. Do tego żadna jego część nie wystaje w taki sposób, że opierałaby się na szelfie kontynentalnym. Mimo to Pekin nie odpuszcza. Ponieważ siła idzie przed prawem, stawia na siłę ekonomiczną.Chiny mają za dużo do ugrania, żeby nie wykorzystać potencjału Arktyki. Już w 2013 zostały państwem-obserwatorem w Radzie Arktycznej. Pięć lat później znaczenie regionu podniesiono w Białej Księdze. „Chiny, orędownik rozwoju wspólnoty o wspólnej przyszłości dla ludzkości, są aktywnym uczestnikiem, budowniczym i współtwórcą spraw Arktyki, nie szczędząc wysiłków, aby wnieść swoją mądrość do rozwoju regionu Arktyki” – popłynęły skrzydlate słowa.Geograficzny dystans do tego regionu skrócono zgrabnym zwrotem, że Chiny są „państwem bliskim Arktyce”. „Warunki naturalne Arktyki i ich zmiany mają bezpośredni wpływ na chiński system klimatyczny i środowisko ekologiczne, a tym samym na interesy gospodarcze Chin w rolnictwie, leśnictwie, rybołówstwie, przemyśle morskim i innych sektorach” – wyjaśniono.Chiny są ważnym interesariuszem w sprawach Arktyki. Geograficznie są – jak twierdzą – „państwem bliskim Arktyki”. „Warunki naturalne Arktyki i ich zmiany mają bezpośredni wpływ na chiński system klimatyczny i środowisko ekologiczne, a tym samym na interesy gospodarcze Chin w rolnictwie, leśnictwie, rybołówstwie, przemyśle morskim i innych sektorach” – tym samym Pekin zadeklarował włączenie się w obronę tego tak ważnego na ludzkości miejsca.Cel ChinPada też więcej pięknych, pokojowych zwrotów o „wzajemnym szacunku”, „wielopoziomowej, wielowymiarowej i szeroko zakrojonej współpracy w tym obszarze” czy „zrównoważonym rozwoju”. My możemy oddzielić ziarno od plew i przyjąć, że celem supermocarstwa jest dominacja, zwycięstwo w wyścigu. A więc dostęp do surowców i kontrola nad trasą morską. Troska o klimat, badania naukowe, ochronę życia i mienia i tak dalej jest trochę mniej ważna.Działania już są prowadzone. To między innymi inwestycje w infrastrukturę, także krytyczną, ale wachlarz jest oczywiście szerszy. – Nazywają badaniami naukowymi. Widzieliśmy ogromny wzrost ich obecności w Arktyce. Oni mapują dno morskie i gromadzą informacje wywiadowcze – wskazał w 2024 roku ówczesny kanadyjski minister obrony Bill Blair.– Ważne jest uznanie, że Chiny w coraz większym stopniu wykorzystują swoją siłę i potencjał gospodarczy, aby realizować swoje cele, polegające na przekształcaniu porządku międzynarodowego – podkreślał podczas Międzynarodowego Forum Bezpieczeństwa w Halifax.W przypadku Arktyki Chiny próbują włożyć nogę między framugę i częściowo otwarte drzwi. Takim punktem zaczepienia jest Svalbard, norweska prowincja zamieszkała przez około 3 tysiące ludzi na Oceanie Arktycznym. Stuletni Traktat Spitsbergeński przyznaje Norwegii pełną suwerenność, ale pozwala również obywatelom blisko 50 krajów sygnatariuszy – w tym Chin i Rosji – na pobyt i pracę na Svalbardzie bez konieczności posiadania wizy.Oslo reaguje na chińskie działaniaKraj Środka postawił więc stację badawczą w osadzie Ny-Ålesund. Nie ma stuprocentowej pewności, co było obiektem badań, ale działalność najwyraźniej nie spodobała się rządowi w Oslo. W maju norweska państwowa firma zarządzająca osadą usunęła rzeźby chińskich lwów strzegących stacji. W czerwcu usunięto tablicę z napisem „Stacja Żółtej Rzeki”. W maju Chińczyk został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa.Eivind Vad Petersson, sekretarz stanu w norweskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, przyznał, że przez dziesięciolecia hasłem obowiązującym w regionie było „Daleka Północ; niskie napięcie”, ale „nie jest to już precyzyjny opis rzeczywistości”. Geopolityczną temperaturę podnosi także Rosja.Swoją taktykę wobec Arktyki ma Waszyngton, choć trudno stwierdzić, czy jest ona dalekosiężna czy też wynika wyłącznie z twierdzeń Donalda Trumpa albo podszeptów osób z jego otoczenia. Na pewno nie jest konsekwentna. Po zakończeniu zimnej wojny Pentagon nie był nią zainteresowany, a programy budowy lodołamaczy, portów systemów satelitarnych czy innych instalacji były opóźnione.W efekcie Amerykanie jeszcze kilkanaście lat temu nie mieli jak śledzić chińskich okrętów wojennych u wybrzeży Alaski, musieli korzystać ze zwiadu lotniczego, nie mieli jak szybko dotrzeć do rosyjskich jednostek, które urządziły strzelanie na Aleutach.Teraz Waszyngton naprawia stare zaniedbania i inwestuje w tym regionie. Poszły pieniądze na 14 lodołamaczy, w tym trzy ciężkie, efekt między innymi rozmów z Finlandią. Siły Kosmiczne modernizują obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową na Alasce, w Kanadzie i na Grenlandii. Prace godne supermocarstwa, ale też, jak to supermocarstwo, Stany Zjednoczone uważają, że należy im się więcej, niż tylko to, co wynika z położenia Alaski.W geopolitycznej układance kalkulacje Ameryki są logiczne. Przejęcie Kanady nie wchodzi w rachubę, a potrzeba rozszerzenia wpływów pozostała, skoro robią to Rosja i Chiny, padło więc na Grenlandię. Od wielu miesięcy Trump robi przymiarki do tej największej wyspy na świecie, która strzeże dostępu do Ameryki Północnej od strony Arktyki i północnego Atlantyku.Trump znów celuje w GrenlandięTrump powrócił do pomysłu podczas ostatniego szczytu NATO w Turcji. Ponownie podnosił, że kontrola nad wyspą jest konieczna dla bezpieczeństwa USA. – Grenlandia jest bardzo ważna dla Stanów Zjednoczonych, ale nie dla Danii – twierdził prezydent. – Potrzebujemy jej dla ochrony świata, nie tylko Stanów Zjednoczonych – przekonywał, choć nikogo nie przekonał.Czytaj także: Bomba z afrodyzjakiem, atomowe kury. Tak wojsko chciało pokonać wrogaFaktem jest, że tym razem powstrzymał się od groźby użycia siły. Pokornie pomijał też niezwykle bogate surowce Grenlandii oraz dostęp do Oceanu Arktycznego z jeszcze większym podwodnym bogactwem. Obyło się też bez gróźb celnych wobec sojuszników, to słowa na marginesie, że Grenlandia „powinna być kontrolowana przez Stany Zjednoczone, a nie przez Danię”.Praktycznie, Waszyngton i tak ma wyspę pod kontrolą. Zarządza przecież bazą kosmiczną Pituffik w północno-zachodniej Grenlandii, którą zbudowano po podpisaniu przez USA i Danię Traktatu o obronie Grenlandii w 1951 roku. Baza wspiera operacje ostrzegania przed rakietami, obrony przeciwrakietowej i nadzoru przestrzeni kosmicznej dla USA i NATO. Spełnia więc cele militarne, ale – niefortunnie dla Amerykanów – gospodarczych już nie.Można mieć poważne wątpliwości, czy to właściwy kierunek postępowania wobec sojuszników. Prowokacyjne działania Trumpa powodują napięcia, tymczasem dla wspólnego bezpieczeństwa kluczowa jest współpraca i jedna linia obrony wobec realnych zagrożeń. Na szczęście są sygnały, że taka jedność jest.To choćby misja „Arctic Sentry”, zainaugurowana w tym roku, polegająca na wzmocnieniu działań wywiadowczych, obserwacyjnych i rozpoznawczych. Jej przekazy jest jasny. NATO będzie broniło swojego terytorium i swoich interesów także Na Oceanie Arktycznym. Tu panowała pełna zgodność: Brytyjczycy wysłali lotniskowiec, Niemcy cztery myśliwce i tak dalej.Kanada inwestujeSą też oddzielne interesy. Swój ma choćby Kanada, która też nie zamierza odpuszczać ani oglądać się na Stany Zjednoczone, szczególnie wobec twierdzeń Trumpa, że kraj ten powinien zostać kolejnym stanem USA. W marcu ubiegłego roku Ottawa zobowiązała się do przeznaczenia 28 miliardów dolarów na modernizację arktycznego systemu radarowego i unowocześnienie wspólnego z Amerykanami systemu obrony powietrznej NORAD.W marcu tego roku przeznaczono kolejnych 29 miliardów dolarów na budowę trzech wysuniętych baz operacyjnych, ulepszenie wojskowej łączności satelitarnej i modernizację lotnisk w regionie. Stawia się też na zbliżenie z Państwami Nordyckimi. I tu nie próżnują.Dania przeznaczyła ponad 6 miliardów dolarów na wystawienie trzech nowych arktycznych okrętów patrolowych, dronów dalekiego zasięgu i radarowego systemu nadzoru powietrznego. Norwegia i Wielka Brytania dogadały się w sprawie wzmocnienia swoich zdolności w zakresie zwalczania okrętów podwodnych na północnym Atlantyku.Lista celów wszystkich państw zainteresowanych Arktyką jest długa i rozbieżna. Perspektywy są jednak niepokojące. Potencjał gospodarczy i militarny tego regionu jest zbyt duży, żeby wrogie bloki były w stanie się dogadać. W tej kombinacji możliwe jest wyłącznie zaostrzenie konfliktu o obszar, który powinien być wspólnym dziedzictwem ludzkości, tymczasem jest kolejnym punktem zapalnym. Możemy nawet wyznaczyć konkretny punkt – to przesmyk GIUK.