Jego ideologia wciąż budzi niepokój. Minęło 15 lat od zamachów Andersa Breivika, w których zginęło 77 osób. Norwegia wspomina ofiary największej tragedii we współczesnej historii kraju, ale jednocześnie mierzy się z nowym wyzwaniem – służby alarmują o rosnącej radykalizacji młodych ludzi i coraz większej popularności skrajnie prawicowych ideologii w internecie. W Norwegii odbyły się uroczystości upamiętniające 15. rocznicę zamachów przeprowadzonych przez prawicowego ekstremistę Andersa Breivika. 22 lipca 2011 r. najpierw zdetonował on bombę w dzielnicy rządowej Oslo, a następnie dokonał masakry uczestników obozu młodzieżówki Partii Pracy na wyspie Utoya. Zginęło 77 osób, ponad 300 zostało rannych.Hołd ofiarom oddała również przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola. We wpisie na platformie X przypomniała, że większość zabitych stanowili młodzi ludzie, którzy przyjechali na wyspę z nadzieją i planami na przyszłość. Podkreśliła, że najlepszym sposobem uczczenia ich pamięci jest niedopuszczenie do tego, by nienawiść definiowała europejskie społeczeństwa. Dwa ataki w ciągu kilku godzinW dniu zamachu nic nie zapowiadało tragedii. Rząd pracował w wakacyjnym składzie, a około 600 uczestników letniego obozu młodzieżówki Partii Pracy przebywało na oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Oslo wyspie Utoya.Tymczasem 32-letni Breivik realizował przygotowywany od miesięcy plan. W opublikowanym wcześniej manifeście „2083 – A European Declaration of Independence” przedstawiał islam, marksizm i wielokulturowość jako największe zagrożenia dla Europy. Sam twierdził później, że zamach miał zwrócić uwagę właśnie na jego ideologię.Czytaj także: Atak Rosji na stolicę Ukrainy. Rakiety w ciągu dnia leciały na KijówBomba w Oslo, masakra na UtoyiPierwszym celem terrorysty była dzielnica rządowa w Oslo. Samochód wypełniony materiałami wybuchowymi zaparkował w pobliżu biura premiera Jensa Stoltenberga. Eksplozja zabiła osiem osób i raniła ponad 200 kolejnych. Siła wybuchu zniszczyła okoliczne budynki, jednak samego szefa rządu nie było wówczas w gabinecie.Po zamachu Breivik pojechał na Utoyę. Podszywając się pod policjanta, dostał się na teren obozu, gdzie początkowo wzbudził zaufanie organizatorów. Kiedy jego tożsamość zaczęła budzić podejrzenia, zastrzelił ochroniarza i opiekunkę, a następnie rozpoczął trwającą ponad godzinę masakrę. Na wyspie zginęło 69 osób, a 110 zostało rannych. Po przybyciu policji sprawca poddał się bez walki.Norwegia odpowiedziała demokracjąPo zamachach wielu obserwatorów spodziewało się, że Norwegia zaostrzy politykę i odejdzie od modelu otwartego społeczeństwa. Stało się jednak odwrotnie. Ówczesny premier Jens Stoltenberg przekonywał, że odpowiedzią na terror nie może być strach, lecz „więcej otwartości i więcej demokracji”. Zapewniał, że zamachowcowi nie uda się zniszczyć wartości, na których zbudowane jest państwo.Od tamtej pory każdego roku odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary zamachów. W tym roku w odnowionej dzielnicy rządowej Oslo odsłonięto nowy pomnik „Upholding” („Podtrzymywanie” lub „Obrona”). Monument z nazwiskami wszystkich 77 ofiar ma nie tylko przypominać o tragedii, ale także symbolizować odporność demokracji wobec skrajnych ideologii.W uroczystości uczestniczyli ocaleni, rodziny ofiar, przedstawiciele władz oraz następca tronu książę Haakon. Premier Jonas Gahr Støre podkreślił, że pomnik i działające od 2015 roku Centrum 22 Lipca mają pomagać kolejnym pokoleniom zrozumieć przebieg zamachów oraz sposób, w jaki norweskie społeczeństwo odpowiedziało na tę tragedię. Szefowa stowarzyszenia rodzin ofiar Merete Stamneshagen przypomniała natomiast, że 22 lipca 2011 roku celem ataku była nie tylko grupa ludzi, lecz także sama norweska demokracja.Czytaj także: UE otwiera program dla Wielkiej Brytanii. Kijów kupi ich brońBreivik nadal uznawany za zagrożenieSam Anders Breivik przez 15 lat nie okazał skruchy. Wielokrotnie podważał warunki odbywania kary i próbował walczyć z państwem przed sądami. W 2016 roku częściowo wygrał proces dotyczący naruszenia jego praw człowieka, jednak wyrok został później uchylony.Sąd odmówił mu warunkowego zwolnienia w 2022 roku, uznając, że nadal stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Dwa lata później bez powodzenia pozwał państwo, twierdząc, że jego izolacja od innych więźniów narusza jego prawa.Zdaniem psychiatrów Breivik cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości, wykazuje poważne zaburzenia emocjonalne i całkowity brak empatii. Wciąż utrzymuje swoje skrajnie ekstremistyczne poglądy, przedstawia siebie jako przyszłego przywódcę Norwegii i deklaruje gotowość do dalszego zabijania osób, które uznaje za „zdrajców”.Coraz groźniejsza ideologia zamachowcaChoć sprawca pozostaje za kratami, norweskie służby coraz większe zagrożenie widzą w rozpowszechnianiu jego ideologii. Breivik stał się inspiracją dla kolejnych zamachowców, m.in. sprawcy ataku w centrum handlowym w Monachium w 2016 roku czy terrorysty odpowiedzialnego za masakrę w Christchurch w Nowej Zelandii. Jego poglądami fascynował się również Brunon Kwiecień, zatrzymany przez ABW za przygotowywanie zamachu na polski Sejm.Najnowszy raport Norweskiej Służby Bezpieczeństwa Policji (PST) wskazuje na rosnącą liczbę chłopców w wieku 12–17 lat, którzy radykalizują się w kierunku prawicowego ekstremizmu. Rekrutacja odbywa się przede wszystkim za pośrednictwem mediów społecznościowych.Niepokojące są również wyniki badania przeprowadzonego wśród działaczy młodzieżówki Partii Pracy (AUF). Co czwarty ankietowany przyznał, że spotkał się z groźbami inspirowanymi ideologią Breivika.Czytaj także: Morawiecki zaproponował, że zrezygnuje. „Lojalki bardzo źle mi się kojarzą”Media społecznościowe pod lupąLiderka AUF Gaute Skjervø od dawna ostrzega przed narastającą radykalizacją młodych ludzi. Jej zdaniem brak zdecydowanych działań może doprowadzić do kolejnych aktów przemocy.Podobne obawy wyraża premier Jonas Gahr Støre, zwraca uwagę, że propaganda i idee stojące za zamachami z 22 lipca są dziś coraz częściej rozpowszechniane przez skrajnych ekstremistów w internecie.Eksperci z norweskiej policji bezpieczeństwa podkreślają, że w radykalizacji młodzieży coraz większą rolę odgrywają media społecznościowe. Według Caroline Cecilie Iwarsson z wydziału antyterrorystycznego PST Breivik urósł w internetowych środowiskach skrajnej prawicy do rangi symbolu, a nawet „świętego”.Zdaniem Skjervø odpowiedzialność za ten problem spoczywa nie tylko na rodzicach, ale również na platformach cyfrowych. Jak podkreśla, dorośli zbyt długo pozostawiali wychowanie dzieci algorytmom mediów społecznościowych. Efekt jest taki, że część nastolatków zaczyna gloryfikować skrajnie prawicowy terroryzm. – Te dzieci także są ofiarami. Są ofiarami świata dorosłych, który nie potrafił ich ochronić – ostrzegła działaczka.Czytaj także: Tragedia w Tatrach Wysokich. Polak zmarł w słowackim schronisku