Tak rządzi Kaczyński. Widmo poważnego rozłamu wisiało nad Prawem i Sprawiedliwością od kilku tygodni. W nocy z czwartku na piątek minął termin ultimatum postawionego politykom związanym z byłym premierem Mateuszem Morawieckim. W piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił, że nie ma dla nich miejsca w partii. Mówiąc krótko: wojna. To nie pierwszy głośny przypadek napięć w jednej z dwóch największych polskich partii. Politycy skupieni wokół Morawieckiego podkreślali, że nie zamierzają opuszczać PiS, ale jednocześnie chcą pozostać członkami stowarzyszenia Rozwój Plus. „Nie odchodzę z PiS. Natomiast nie dam się zmusić do podpisywania lojalek” – oświadczył Müller. Podobne deklaracje opublikowali między innymi Anna Kwiecień, Szymon Szynkowski vel Sęk, Łukasz Schreiber i Sylwester Tułajew. Kwiecień pisała nawet, że gdyby koledzy usunęli ją z jedynej partii, do której należała, „serce jej pęknie”.Ultimatum było konsekwencją uchwały przyjętej 15 lipca przez kierownictwo PiS. Zobowiązało ono działaczy do wystąpienia ze stowarzyszeń „prowadzących działalność polityczną” wewnątrz ugrupowania. Decyzja dotyczyła przede wszystkim Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego oraz stowarzyszenia Po Pierwsze Polska Jacka Sasina. Rzecznik PiS Rafał Bochenek zapowiadał, że wobec osób, które nie podporządkują się uchwale, zostanie uruchomiona procedura wykluczenia z partii.Sasin podporządkował się decyzji władz i zakończył działalność swojego stowarzyszenia. Morawiecki nie ustąpił. Wielogodzinna rozmowa byłego premiera z Jarosławem Kaczyńskim nie przyniosła rozstrzygnięcia zasadniczego sporu.Decyzja należała więc już tylko do władz PiS, a te zapadają tam właściwie jednoosobowo. Jarosław Kaczyński w piątek ogłosił, że dla buntowników z frakcji Morawieckiego nie ma w PiS miejsca. Unikał jednak sformułowań o „wyrzuceniu z partii”, a – jak mówił – „sami zrezygnowali”.Zanosi się więc na jeden z najpoważniejszych rozłamów w 25-letniej historii ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Ale z pewnością nie pierwszy. Historia PiS pokazuje, że partia nie była wolna od buntów, secesji i spektakularnych odejść. Jej siła polegała raczej na tym, że większość rozłamowców szybko przekonywała się, jak trudno przetrwać na prawicy poza ugrupowaniem Kaczyńskiego. Wielu po kilku latach wracało – czasem do partii, częściej na jej listy wyborcze.Zrobiłem więcej niż KaczyńskiPo zwycięstwie PiS w wyborach w 2005 roku Kaczyński niespodziewanie wskazał Kazimierza Marcinkiewicza jako kandydata na premiera. Początkowo miał być politycznym rozwiązaniem na czas kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego (Polacy obawiali się rządów dwóch braci), szybko jednak zbudował własną popularność.W lipcu 2006 roku, po zaledwie dziewięciu miesiącach, został zastąpiony przez Jarosława Kaczyńskiego. Sam Marcinkiewicz wystąpił z PiS rok później. Nie stworzył własnej partii ani nie wyprowadził zwartej grupy posłów, ale część polityków związanych z jego rządem stopniowo oddalała się od ugrupowania. Radosław Sikorski przeszedł do Platformy Obywatelskiej, Paweł Poncyljusz współtworzył później ugrupowanie Polska jest Najważniejsza, a Kazimierz Ujazdowski kilkukrotnie wchodził w konflikt z kierownictwem partii.Marcinkiewicz po latach nie ukrywał żalu. „Byłem bardzo dobrym premierem. Przez te dziewięć miesięcy zrobiłem więcej niż Kaczyński” – przekonywał.Osobnym przypadkiem była Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego. Nie budowała własnej frakcji i pozostała blisko obozu Kaczyńskich, ale po przegranych przez PiS wyborach w 2007 roku szybko zrezygnowała z mandatu poselskiego. Kaczyński przyznawał, że jej odejście było dla partii ogromnym osłabieniem w sprawach gospodarczych.Pierwszy formalny rozłamPierwszą zorganizowaną secesję przeprowadził wiosną 2007 roku urzędujący marszałek Sejmu Marek Jurek. Powodem był sprzeciw wobec niewpisania do konstytucji silniejszej ochrony życia od poczęcia. Jurek określił swoją rezygnację jako „znak odpowiedzialności osobistej”, po czym wraz z Marianem Piłką, Arturem Zawiszą i grupą zwolenników utworzył Prawicę Rzeczypospolitej.Nowa partia nie przekroczyła progu w przedterminowych wyborach w 2007 roku. Po latach Jurek ponownie porozumiał się z Kaczyńskim i wystartował z list PiS do Parlamentu Europejskiego. Pierwszy rozłam zakończył się więc według schematu, który z czasem stał się regułą: samodzielny projekt przegrał, a jego lider wrócił pod wyborczy parasol większej partii. Niczym syn marnotrawny. Bunt wiceprezesówPo przegranych przez PiS wyborach w 2007 roku bunt podnieśli politycy krytykujący sposób zarządzania partią przez Kaczyńskiego. Kazimierz Ujazdowski, Paweł Zalewski i Ludwik Dorn zrezygnowali z funkcji wiceprezesów. Ujazdowski i Zalewski odeszli z partii, a Dorn został ostatecznie usunięty w 2008 roku.Dorn, jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego jeszcze z czasów Porozumienia Centrum, przedstawiał się jako „PiS-owiec na wygnaniu”. Twierdził, że próbował przeciwstawić się „wszechstronnemu kryzysowi” w ugrupowaniu.Część dawnych polityków PiS zaangażowała się w ruch Polska XXI, a następnie w partię Polska Plus. Znaleźli się tam między innymi Ujazdowski, Jarosław Sellin i Jerzy Polaczek. Projekt nie zdobył większego poparcia i w 2010 roku większość jego działaczy ponownie zbliżyła się do PiS.Ujazdowski wrócił, ale nie na zawsze. W 2017 roku ponownie opuścił partię, protestując przeciwko konfliktowi wokół Trybunału Konstytucyjnego. „Nie mogę akceptować polityki trawiącej potencjał Polski w zbędnych konfliktach” – napisał.„Żona alkoholika”Najgłośniejsza fala odejść nastąpiła po przegranych przez Jarosława Kaczyńskiego wyborach prezydenckich w 2010 roku. W partii rozpoczęło się rozliczanie polityków, którzy przygotowali stosunkowo spokojną kampanię prezesa PiS i próbowali pokazać go jako kandydata zdolnego do porozumienia ponad podziałami.Jedną z najważniejszych postaci tego środowiska była Elżbieta Jakubiak. Przez lata należała do najbardziej zaufanych współpracownic Lecha Kaczyńskiego, kierowała jego gabinetem w Pałacu Prezydenckim, a następnie została ministrem sportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.We wrześniu 2010 roku została zawieszona w prawach członka PiS. Bezpośrednim pretekstem była jej obrona prawa do dyskusji po krytycznym liście Marka Migalskiego. Jakubiak mówiła, że „tylko w czasach komunistycznych nie wolno było dyskutować” oraz że w każdej partii powinno się rozmawiać o jej słabościach.W listopadzie Jakubiak i Joanna Kluzik-Rostkowska zostały wyrzucone z PiS w trybie nagłym. Jakubiak twierdziła później, że Kaczyński sam wyjaśnił jej logikę tej decyzji: „Uważał, że jestem najsilniejsza i że inni się przestraszą, kiedy wyrzuci najsilniejszą”.Jej późniejsze wypowiedzi należały do najbardziej gorzkich podsumowań relacji z prezesem PiS. „Zachowuję się jak żona alkoholika, bo byłam lojalna wobec Kaczyńskiego?” – pytała.Wokół Kluzik-Rostkowskiej i Jakubiak powstała Polska Jest Najważniejsza. Do nowego ugrupowania dołączyli m.in. Paweł Kowal, Paweł Poncyljusz, Michał Kamiński i Adam Bielan.PJN nie przekroczyło progu w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Jej politycy rozeszli się w różnych kierunkach. Kluzik-Rostkowska, Kowal i Poncyljusz znaleźli się później w PO lub jej otoczeniu, Michał Kamiński związał się z PSL, natomiast Adam Bielan ponownie został jednym z najważniejszych rozgrywających po prawej stronie.Ziobro wyrzucony, Ziobro potrzebnyPo kolejnej wyborczej porażce PiS w 2011 roku przyszła kolej na Zbigniewa Ziobrę, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Politycy domagali się dyskusji o strategii ugrupowania oraz jego demokratyzacji. Zostali usunięci przez Komitet Polityczny. Ziobro mówił wówczas o „niedobrym dniu dla polskiej prawicy”.Ziobryści utworzyli Solidarną Polskę i zdołali zbudować własny klub parlamentarny, ale w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku nie przekroczyli progu. Polityczna arytmetyka ponownie zaprowadziła rozłamowców do Kaczyńskiego. W 2015 roku wystartowali z list PiS, a następnie przez osiem lat współrządzili w ramach Zjednoczonej Prawicy. W 2024 roku Suwerenna Polska formalnie połączyła się z PiS.Wipler szuka nadziei gdzie indziejWłasnej drogi poza PiS spróbował również Przemysław Wipler. W czerwcu 2013 roku odszedł z partii i klubu parlamentarnego, zapowiadając budowę konserwatywno-liberalnego stowarzyszenia Republikanie.„Jarosław Kaczyński jest nadzieją wielu Polaków, ale my szukamy jej gdzie indziej” – mówił podczas ogłaszania decyzji.Wipler przechodził później przez kolejne prawicowe projekty – Polskę Razem, Kongres Nowej Prawicy i partię KORWiN. Ostatecznie wrócił do Sejmu jako jeden z czołowych polityków Konfederacji. Jego kariera pokazała, że poza PiS można przetrwać, ale wymaga to znalezienia innego elektoratu, a nie tylko próby zabrania Kaczyńskiemu części jego wyborców.Kaczyński ponownie składa prawicęW 2014 roku Kaczyński zdołał zjednoczyć PiS, Solidarną Polskę Ziobry oraz Polskę Razem Jarosława Gowina. Rok później wspólny start przyniósł samodzielną większość w Sejmie.Los Gowina również zakończył się jednak konfliktem. Jako wicepremier najpierw sprzeciwił się organizowaniu wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej podczas pandemii, a następnie starł się z PiS w sprawie ustawy określanej jako „lex TVN”. W 2021 roku został odwołany z rządu, a jego ugrupowanie rozpadło się.Część działaczy Porozumienia przeszła na stronę Adama Bielana, który utworzył Partię Republikańską. Inni, skupieni w stowarzyszeniu OdNowa, również zdecydowali się nadal wspierać rząd PiS. Sam Gowin stopniowo wycofał się z polityki.Maślarze kontra harcerzePo przegranych wyborach w 2023 roku dawne pęknięcia zaczęły odżywać wewnątrz jednego ugrupowania. Ludzie Suwerennej Polski nadal tworzyli rozpoznawalne środowisko, choć problemy zdrowotne i prawne Zbigniewa Ziobry osłabiły jego zdolność do osobistego kierowania frakcją.Część dawnych ziobrystów zbliżyła się do Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego i Jacka Sasina, tworzących obóz określany jako „maślarze”. Z kolei wokół Mateusza Morawieckiego skupili się „harcerze” – politycy widzący w byłym premierze kandydata do przejęcia przywództwa na prawicy.Do kolejnych pęknięć dochodziło jeszcze przed obecnym ultimatum. W kwietniu 2026 roku z PiS i klubu parlamentarnego odszedł Janusz Kowalski, mówiąc, że „wszystko ma swoje granice”.W marcu Kaczyński wskazał Czarnka jako kandydata PiS na premiera po wyborach w 2027 roku, co zostało odebrane jako polityczny cios w ambicje Morawieckiego. Kilka dni temu prezes publicznie dystansował się jednak od wypowiedzi Czarnka o wstrzymaniu finansowania zbrojeń dla Ukrainy. Jego los, przekonują obserwatorzy sceny politycznej, wisi na włosku. W roli potencjalnego premiera, rzecz jasna.Dziś pytanie brzmi więc nie tylko, czy Morawiecki i jego ludzie zostaną usunięci. Chodzi również o to, czy Kaczyński uzna, że partia jest w stanie przetrwać utratę około 40 parlamentarzystów oraz polityka, który przez sześć lat był premierem i pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej prawicy.Historia PiS podpowiada, że Kaczyński najczęściej wygrywał podobne starcia. Teraźniejszość uczy jednak, że prezes dawno nie był tak słaby – zarówno fizycznie, jak i politycznie. Czyżby Morawiecki wyczuł właściwy moment?Zobacz także: Nocne wpisy ludzi Morawieckiego