„Nie była gombrowiczowską głupką”. Witold Gombrowicz mówił, że jest „zwichnięta dramatycznie” i nieporadna życiowo, ale gdyby nie ona, jego twórczość być może w ogóle nie ujrzałaby światła dziennego. – Ta pierwsza, tak ważna dla Witolda recenzja ukazała się wyłącznie dzięki Irenie – mówi w rozmowie z portalem TVP.info Aleksandra Gąsowska, autorka książki „Starsza siostra. Biografia Ireny Gombrowicz”. Jaka naprawdę była? Dlaczego swoją twórczość ukrywała pod pseudonimami? Czy Witold Gombrowicz kiedykolwiek powiedział o niej dobre słowo? Jedno z pierwszych zdań Pani książki brzmi: „Irena nie była gombrowiczowską głupką, egzaltowaną panienką z dobrego domu, rozkapryszoną, leniwą hipochondryczką – córeczką bogatych rodziców. Uczyła się, pracowała, pomagała innym”. Czyżby Irena Gombrowicz była kobietą idealną?Te słowa to nawiązanie do samej twórczości Gombrowicza, a konkretnie do bohaterki „Ferdydurke” – dziewczyny leniwej, zajmującej się sprawami mniejszej wagi, typowego podlotka i lekkoducha. Tak Witold Gombrowicz często przedstawiał kobiety: jako osoby, które nie pracują i nie mają poważnych zadań (w przeciwieństwie do mężczyzn), czasami coś przeczytają albo wezmą udział w mało istotnym spotkaniu. Pisarz traktował ich „zajętości” jako rodzaj kaprysu.Dlatego już w pierwszych słowach mojej książki chciałam się od tego wizerunku odciąć. Sama „głupka” jest z kolei cytatem z „Kronosu”. Witold przywołuje tam dosłownie jednym zdaniem wypowiedź koleżanki Ireny – młodej kobiety o niewielkiej wiedzy na temat sztuki, kultury i literatury. Pisarz bardzo mocno dystansował się od takiego typu kobiecości. Ja natomiast chciałam podkreślić, że Irena nigdy taką osobą nie była.To jaka była? Miała jakieś skazy, słabości?Oczywiście, że tak. Przede wszystkim nie udało jej się zawalczyć o własne wykształcenie – wiemy, że nie przystąpiła do matury. To bardzo przeszkodziło jej później w podjęciu regularnych studiów. Rozpoczęła naukę w Wolnej Wszechnicy Polskiej, a potem, jako wolna słuchaczka, na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Brak pełnego wykształcenia bez wątpienia stanowił dla niej deficyt. Była tego mocno świadoma.Wielu biografów Witolda Gombrowicza podejrzewało też Irenę o niezwykle silną, wręcz toksyczną relację z matką, od której nie potrafiła się odciąć. W książce przedstawiam suche fakty dotyczące tej zależności, nie stawiam jednak diagnoz.Być może Irena zupełnie świadomie wybrała samotność. Nie miała męża ani dzieci i całe życie poświęciła pracy społecznej. Nosiła w sobie żal do matki, o czym wspomina w liście do Witolda. Pisze tam (a właściwie wnioskujemy to z odpowiedzi Witolda, bo listów Ireny nie znamy), że matka wyrządziła jej jakąś krzywdę, która miała ogromny wpływ na jej dorosłe życie.„Być może to właśnie dzięki niej przyszedł mu do głowy pomysł, by na poważnie zająć się literaturą”Irena była starszą siostrą Witolda.I trzecim dzieckiem Gombrowiczów – po Januszu i Jerzym. Od Witolda była starsza o pięć lat. Ogromnie dziwi fakt, że została tak bardzo pominięta w jego biografiach. O Jerzym i najstarszym Januszu wiedzieliśmy już całkiem sporo, ponieważ pojawiały się na ich temat opracowania. Natomiast Irena została zupełnie przeoczona.A przecież każdy z nas jest w stanie wyobrazić sobie relację starszej siostry i młodszego brata. Gdy urodził się Witold, Irena była w pełni świadoma swojej roli, uczyła go, bawiła się z nim. Na późniejszych etapach ta różnica wieku również była istotna – zwłaszcza gdy Witold stawał się nastoletnim młodzieńcem, a Irena utrzymywała się między innymi z pisania. Publikowała swoje pierwsze teksty w „Kierowniku Stowarzyszeń Młodzieży”, współpracowała z katolickim kwartalnikiem „Verbum”. Witold ją obserwował. Być może to właśnie dzięki niej przyszedł mu do głowy pomysł, by na poważnie zająć się literaturą. Wiemy przecież, że tę decyzję podjął dopiero po studiach prawniczych. Wdrażał ten plan w życie w dość wolnym tempie.Czytaj też: Senat uczcił Jana Kasprowicza, „Pozostawił po sobie bogaty dorobek literacki”Czy Irena na pewnym etapie została – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – jego menedżerką, która starała się wypromować talent brata?Tak, zdecydowanie można tak powiedzieć. Miała ogromny wpływ na jego debiut literacki i pierwsze recenzje. Wprowadziła go w środowisko pisma „Verbum” oraz kręgi Lasek, stworzone przez matkę Elżbietę Różę Czacką i księdza Władysława Korniłowicza. Tworzyli je ludzie o niezwykle wysokim poziomie intelektualnym – historycy, filozofowie i artyści. Irena z nimi współpracowała i to im prezentowała twórczość brata.Pierwsza bardzo dobra recenzja „Ferdydurke” pojawiła się właśnie w „Verbum”. W swojej książce ją skróciłam, ponieważ dla przeciętnego czytelnika mogłaby być zbyt trudna i nużąca. To kilka stron głębokiego wywodu filozoficznego na temat dzieła, które w gruncie rzeczy jest przecież pozycją dość lekką. Autorka tej recenzji, siostra Teresa Landy, bardzo wnikliwie przeanalizowała treść powieści. Pisała o niedojrzałości osoby wierzącej; o tym, że katolik to człowiek, który powinien stale się doskonalić i w pokorze przyjmować swoją niewiedzę. Ta recenzja była w zasadzie rodzajem katechezy skierowanej do Witolda. To bardzo ciekawy i pozytywny tekst. Siostra Landy określiła książkę jako wartościową i wartą uwagi, celnie pokazującą młodzieńczy bunt, zagubienie w rzeczywistości oraz problemy związane z dorastaniem.Ta pierwsza, tak ważna dla Witolda recenzja ukazała się wyłącznie dzięki Irenie. Później to ona przekazała maszynopis „Ferdydurke” swojej przyjaciółce – Magdalenie Skarżyńskiej, która była ciotką Konstantego „Kota” Jeleńskiego. Jeleński zafascynował się Gombrowiczem. Przez kolejne lata, aż do śmierci Witolda, był jego wielkim przyjacielem i promotorem twórczości we Francji. Bardzo mocno go wspierał, a wszystko to zaczęło się właśnie od Ireny. Mamy również ślady w korespondencji, z których wynika, że już po wyjeździe do Argentyny Witold prosił Irenę o przepisywanie jego kolejnych tekstów na maszynie i dostarczanie ich do wskazanych osób w Polsce.„Witold przesyłał siostrze pieniądze i wspierał ją finansowo, ale robił to wyłącznie z poczucia obowiązku i odpowiedzialności za rodzinę w kraju”Z wdzięcznością za te przysługi ze strony brata Irena się jednak nie spotkała.Nie, Witold nie był wdzięczny. Gombrowicz to postać niezwykle trudna do jednoznacznej oceny. Był człowiekiem niesamowicie skoncentrowanym na sobie, egoistycznym i narcystycznym. W centrum zawsze stawiał siebie i własne potrzeby. Wiemy też, że w rodzinie Gombrowiczów w ogóle brakowało bliskich relacji. Zachowana korespondencja nie wskazuje na to, by członkowie rodziny pozdrawiali się w czułych słowach czy przesadnie o siebie troszczyli.Ojciec był w tym układzie kompletnie nieobecny. Nie mamy żadnych śladów świadczących o tym, by stanowił dla Witolda ważną postać – poza tym, że pisarz wspominał go jako człowieka bardzo zaradnego i o wysokiej kulturze. Gdy stał nad grobem ojca, mówił, że odeszło już pewne pokolenie, a ojciec był reprezentantem dawnych, dobrych cech: człowiekiem honorowym, punktualnym i konkretnym. Może Witold bardzo chciał go naśladować, ale nie do końca mu to wychodziło?Jeśli chodzi o relacje z Ireną, były one kontynuacją chłodnych stosunków z matką, ojcem oraz rozłamu między samymi rodzicami – Antoniną i Janem Gombrowiczami (wiemy, że w ich małżeństwie doszło do poważnego konfliktu i zdrady). Witold przesyłał siostrze pieniądze i wspierał ją finansowo, ale robił to wyłącznie z poczucia obowiązku i odpowiedzialności za rodzinę w kraju. Po jej śmierci pisał o niej w sposób bezwzględny. Świadectwem tego są listy do jej przyjaciela – Jerzego Zawieyskiego. Odsyłam do książki, gdzie przytaczam obszerne fragmenty tej korespondencji.„Fakt, że Irena jako wolna słuchaczka ukończyła kilka lat studiów matematycznych, był czymś, co Gombrowicz w niej autentycznie cenił”Zwykł mawiać o niej, że była „zwichnięta dramatycznie” i nieporadna życiowo. To mocno kłóci się z tym, co dla niego robiła i jak wiele sama osiągnęła.Tym bardziej że była jedyną córką Gombrowiczów, która doskonale poradziła sobie w skrajnie trudnej sytuacji. Po śmierci ojca w 1933 roku została sama z matką. Mieszkały razem, matka nie pracowała, więc Irena musiała utrzymać je obie. Warto pamiętać, że były to czasy, w których nie istniał system emerytalny w dzisiejszym rozumieniu.Po wojnie Gombrowiczom odebrano resztki majątku. Irena po powstaniu warszawskim trafiła do Kielc, gdzie podjęła pracę w księgarni „Jedność”. Zarabiała, opłacała mieszkanie, rachunki i zaspokajała wszystkie potrzeby życiowe swoje i matki. Jej starsi bracia, Janusz i Jerzy, nie radzili sobie w nowej rzeczywistości tak dobrze. Janusz – człowiek świetnie wykształcony i z dobrego domu – handlował walutą na placu Konstytucji w Warszawie, co z pewnością nie było zajęciem na miarę jego przedwojennych możliwości. Irena tymczasem dawała sobie radę sama. Jest idealnym przykładem kobiety, która wbrew opinii znanego brata była niezwykle zaradna życiowo.Czy w ich relacji pojawił się choć jeden przełomowy moment, kiedy Witold spojrzał na siostrę łaskawszym okiem?Tak, w pewnym momencie przyznał, że Irena posiadała wyjątkową wrażliwość intelektualną. Dał jej wtedy taką symboliczną pochwałę, stwierdzając, że jako jedyna w rodzinie rozumiała jego twórczość. Zachęcał ją nawet, by zajęła się recenzowaniem książek. Twierdził, że mogłaby udzielać korepetycji z matematyki, do której miała ogromne zdolności. Fakt, że Irena jako wolna słuchaczka ukończyła kilka lat studiów matematycznych, był czymś, co Gombrowicz w niej autentycznie cenił. Szkoda, że nie poznał jej sztuk teatralnych. Może dzięki nim zyskałaby w jego oczach.Czytaj też: Pierwszy Polak z takim wyróżnieniem. Jeden z najbardziej cenionych artystówDlaczego podpisywała je pseudonimami? Wstydziła się brata czy własnej twórczości?W 1933 roku ukazał się „Pamiętnik z okresu dojrzewania” Witolda Gombrowicza i autor stał się postacią rozpoznawalną, obracającą się w kręgach ziemiaństwa i literatów przedwojennej Warszawy. Wydaje mi się, że decyzja Ireny wynikała głównie z tego kontekstu. Nie chciała być kojarzona z twórczością brata, który po tym debiucie został uznany za postać kontrowersyjną, niepewną i trudną do jednoznacznego sklasyfikowania. Ówczesna krytyka nie wiedziała, w jaką stronę rozwinie się jego talent. Sam Pamiętnik... był zbiorem opowiadań bardzo nierównych, momentami surrealistycznych. Gombrowicz nie został przez to dobrze odebrany i pozostawał w głębokim cieniu Skamandrytów czy niezwykle popularnego wówczas Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.Poza tym Irena prawdopodobnie nie była pewna własnego talentu. Mówimy tutaj o sztukach pisanych dla teatrów młodzieżowych, wydawanych przez poznańską „Ostoję”. Może po trosze wstydziła się tego, jak bardzo pasjonuje ją teatr? A okazuje się, że jej sztuki wcale nie były złe. Oczywiście pisano je pod ówczesne zapotrzebowanie dydaktyczne, ale miały w sobie mnóstwo uroku i lekkości. Irena potrafiła znakomicie zbudować napięcie w trzech aktach, dobrze rozłożyć akcenty i stworzyć wyraziste postaci o charakterystycznych cechach. Te teksty potrafią bawić do łez i autentycznie wzruszać, mają wręcz charakter kabaretowy. Moim zdaniem dzisiaj, przy drobnym retuszu i odpowiedniej scenografii, z powodzeniem mogłyby być wystawiane w teatrach.„Gdyby jej kariera potoczyła się inaczej, jej twórczość mogłaby osiągnąć poziom literacki zbliżony do dokonań Witolda”Jakich dokładnie pseudonimów używała?Pisała jako Irgo – to pseudonim stworzony z pierwszych liter jej imienia i nazwiska. Ukrywała się też pod pseudonimem Irella. Często podpisywała się jedynie inicjałami IG lub samym imieniem „Irena”. Pod pełnym nazwiskiem publikowała w zasadzie tylko w „Kierowniku Stowarzyszeń Młodzieży” – były to duże, przekrojowe teksty publicystyczne, z których była wówczas znana.Moim zdaniem wielka szkoda, że tak bardzo się ukrywała. Gdyby jej kariera potoczyła się inaczej, jej twórczość mogłaby osiągnąć poziom literacki zbliżony do dokonań Witolda. Wiemy przecież, że brat również posiadał niezwykle abstrakcyjne poczucie humoru, potrafił kreować absurdalne dialogi i nietypowe relacje między bohaterami, czego doskonałym przykładem jest „Iwona, księżniczka Burgunda”.Właśnie – pierwowzorem Iwony była podobno sama Irena. Czy w innych utworach Witold również uwiecznił siostrę?Myślę, że Witold wrzucił do jednego worka cechy wielu kobiet ze Stowarzyszenia Ziemianek, które spotykał na wyjazdach w Rabce czy Zakopanem, i na tej podstawie tworzył swoje literackie bohaterki. Co ciekawe, w jego twórczości na próżno szukać kobiet silnych, samodzielnych czy przedsiębiorczych, mimo że w realnym życiu dorastał i przebywał w otoczeniu takich właśnie liderek. Przykładem była nie tylko Irena, ale też Maria Rodziewiczówna (z którą przyjaźniła się ich matka) czy Zofia Nałkowska – kobiety niezwykle twórcze i niezależne.Gombrowicz wolał jednak pisać o kobietach rachitycznych, bezradnych, zaangażowanych w błahe, wymyślone problemy. W „Iwonie...” mamy obraz kobiety całkowicie bezwolnej, pozbawionej realnego osądu rzeczywistości, która nie potrafi skomunikować się z otoczeniem. Przez większość czasu milczy, a kiedy już się odzywa, mówi wyłącznie o Bogu. Najprawdopodobniej był to karykaturalny obraz jego własnej matki, którą w ten sposób postrzegał i traktował.To bardzo niesprawiedliwy portret, biorąc pod uwagę, kim naprawdę była Antonina Gombrowicz.Niezwykle niesprawiedliwy. Antonina Gombrowicz była w rzeczywistości gorącą zwolenniczką równouprawnienia kobiet i ich aktywnego udziału w samorządach. Chciała wychowywać córki tak, by nie tylko potrafiły haftować, grać na pianinie czy gotować. Zależało jej, by społeczeństwo dostrzegło ich potencjał intelektualny, wrażliwość i talenty. Głosiła, że edukacja dziewcząt musi iść z duchem czasu. W mojej książce staram się całkowicie obalić ten krzywdzący mit na temat matki pisarza.„Mam wrażenie, że ziemiański etos sprawiał, iż ludzie z pokolenia Ireny po prostu mierzyli się z rzeczywistością taką, jaka była. Potrafili odnaleźć się w nowym, wrogim komunistycznym systemie”Wspomniała Pani o Bogu. Kolejną poważną kością niezgody między Witoldem a Ireną była przecież kwestia wiary.Zdecydowanie tak. Witold uważał się za zdeklarowanego ateistę. W jego tekstach czy dziennikach nie znajdziemy odwołań do tradycyjnie pojętej religii. W listach do Ireny pisał wprost, że nie wierzy w nagłe, spektakularne nawrócenie człowieka – uważał to za bajki. Często powtarzał, że drażni go stawianie Boga w centrum świata zamiast człowieka. Jego zdaniem to ludzie powinni być dobrzy dla siebie nawzajem, bez oglądania się na „wyimaginowanego” Boga. Nawet pod koniec życia bardzo krytycznie i ostatecznie odcinał się od wiary. Swoją matkę definiował jeszcze jako osobę wierzącą w sposób naturalny – oparty na tradycji, modlitwie, obrzędowości i chodzeniu do kościoła. Natomiast religijność Ireny uważał za sztuczną, wysiloną i – jak to ujął – „zaprogramowaną wieloma rękami”. Ja w swoich badaniach nie znalazłam żadnych dowodów na to, by Irena miała jakikolwiek problem ze swoją duchowością. Wręcz przeciwnie. Z artykułów, które publikowała, wyłania się bardzo zdroworozsądkowe i pragmatyczne podejście do wiary. Uważała, że na pierwszym miejscu zawsze stoją obowiązki stanu – czyli jeśli jesteś matką, musisz najpierw zająć się dziećmi i domem, a dopiero potem angażować się w religijne stowarzyszenia.Irena pisała, że współczesny człowiek lat 30. i 40. bez przerwy za czymś goni i nigdy nie odnajdzie szczęścia w dobrach doczesnych. W jednym z cytatów, które umieściłam na początku książki, podkreślała, że religijność nie może opierać się na taniej tkliwości, smutku czy powierzchownym wzruszeniu. Prawdziwa wiara realizuje się wtedy, gdy człowiek w swojej codzienności postępuje zgodnie z normami moralnymi i jest po prostu uczciwy, pracowity oraz honorowy. To niezwykle aktualne słowa – również dzisiaj nadmierna, wymuszona emocjonalność w religii bywa szkodliwa. Dlatego absolutnie nie można zarzucić Irenie dewocji. Tym bardziej że jej wiara przekładała się na konkretne czyny: działała w wielu organizacjach i ciężko pracowała na rzecz potrzebujących, między innymi pomagając niewidomym dzieciom w Laskach pod Warszawą. Jej religijność nie była bezczynnym klepaniem zdrowasiek, lecz aktywną służbą drugiemu człowiekowi.Co Pani najbardziej imponuje w Irenie Gombrowicz? Co z jej przemyśleń warto zapamiętać na dłużej?Podoba mi się w niej wiele cech. To, że była osobą niezwykle konkretną, a przy tym łagodną i stanowczą w swoich przekonaniach. Możemy to szczegółowo prześledzić w jej listach z czasów pracy w Kielcach, gdy władza komunistyczna zaczęła brutalnie zagrażać istnieniu tamtejszego wydawnictwa. Irena w sposób niesamowicie opanowany, rzeczowy i kulturalny wyjaśniała sytuację firmy. Trzeba podziwiać jej hart ducha i to wspaniałe, przedwojenne wychowanie.Dziś często jesteśmy zbyt mocno skoncentrowani na sobie, nadwrażliwi i skłonni do użalania się nad własnym losem. Mam wrażenie, że ziemiański etos sprawiał, iż ludzie z pokolenia Ireny po prostu mierzyli się z rzeczywistością taką, jaka była. Potrafili odnaleźć się w nowym, wrogim komunistycznym systemie. Bez pieniędzy, bez odebranego majątku, ale za to z olbrzymią kulturą osobistą wykonywali powierzoną im pracę na najwyższym poziomie i nigdy się nie poddawali.Irena Gombrowicz to postać, która bez wątpienia zasługuje na ponowne odkrycie. Myślę, że biografia nie zamyka tematu. Wierzę, że dzięki postępującej digitalizacji archiwów ujrzy światło dzienne jeszcze wiele jej nieznanych listów i tekstów ukrytych pod literackimi pseudonimami.