Jest areszt, nie ma aresztantów. Stołeczna policja ustala, czy Damian J., Kacper K. i Mikołaj N., skazani w procesie dotyczącym wypadku na Trasie Łazienkowskiej, zostali zatrzymani i doprowadzeni do aresztu. Skazując ich na kary od 4 do 5 lat więzienia, sędzia Maciej Mitera, zdecydował o aresztowaniu podsądnych, ale żaden z nich nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku. Portal brd24.pl poinformował w czwartek 23 lipca, że żaden z trzech kompanów Łukasza Żaka (skazanego przed tygodniem na 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej) nie zgłosił się dotąd do aresztu. O takiej sankcji zadecydował sędzia Maciej Mitera, po tym jak Damian J., Kacper K. i Mikołaj N. usłyszeli wyroki od 4 do 5 lat więzienia m.in. za pomoc sprawcy w ucieczce z kraju, zacieranie ślady i nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. Żaden z nich nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku (od pewnego czasu odpowiadali z wolnej stopy), więc nie można ich było aresztować na sali sądowej. Zgodnie z procedurą, sąd decydujący o aresztowaniu danej osoby przesyła odpowiednią informację do policji, a ta ma zatrzymać i doprowadzić ją do najbliższego aresztu śledczego. I to jak najszybciej. Osoba, wobec której wydano nakaz aresztowania może się zgłosić do „śledczaka”, ale nie ma takiego obowiązku. Komenda Stołeczna Policji pytana przez portal TVP.Info o zatrzymanie wspomnianej trójki, nie potrafiła udzielić jednoznacznej odpowiedzi. – Poszukiwaniami zajmują się jednostki właściwe do miejsca zamieszkania osób, wobec których sąd zastosował areszt. Wysłaliśmy pytania do tych jednostek, czy doszło do zatrzymania Damiana J., Kacpra K. i Mikołaja N. Na razie nie możemy udzielić więcej informacji – poinformował zespół prasowy KSP. Jest szansa, że KSP będzie wiedzieć więcej w piątek. Czytaj także: Spowodował katastrofę na Trasie Łazienkowskiej. Ustalono, ile wypił Zabił i uciekł, bo pomogli mu koledzy Do wypadku na Trasie Łazienkowskiej doszło 15 września 2024 r oku. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem. Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Łukasza Żaka (kierowcy Volkswagena), którzy pomogli mu uciec. Zatrzymano go w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Według opinii biegłych, Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/godz. Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia i może się ubiegać o zwolnienie warunkowe po 15 latach. Sędzia orzekł również wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz wypłatę zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku – łącznie 900 tys. zł. Poszkodowanej w wypadku znajomej Paulinie K. ma zapłacić 150 tys. zł. Kompani winni poplecznictwa i mataczenia Współoskarżeni w procesie Łukasza Żaka zostali skazani przez warszawski sąd rejonowy za pomoc w próbie uniknięcia przez sprawcę wypadku odpowiedzialności karnej. Kacper K., właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły pojazdy, oskarżony był o prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. Usłyszał wyrok 5 lat więzienia. Aleksander G. i Maciej O. byli oskarżeni o poplecznictwo. Prokuratura zarzucała im m.in. pomoc w zacieraniu śladów oraz utrudnianie ujęcia sprawcy wypadku. Mężczyźni zostali skazani na 2 lata więzienia. Oskarżeni również o poplecznictwo i nieudzielenie pomocy Mikołaj O. i Damian J. zostali skazani na 4 lata więzienia. Wszyscy współoskarżeni muszą zapłacić po 120 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla rodziny ofiary wypadku oraz po 20 tys. zł na rzecz poszkodowanej w wypadku znajomej Żaka – Pauliny. K. Czytaj także: 20 lat za śmiertelny wypadek. Zapadł wyrok w sprawie Łukasza Żaka