Alfabet Oczkosia. (Może też być: J jak Jatka polityczna albo J jak „Ja pierdziele” polityczne, w zależności od menu i szefa partii… tfu, kuchni oczywiście). Polska scena polityczna od miesięcy sama się kroi, dusi i podaje na tacy, to pomyślałem sobie, że grzechem zaniechania byłoby nieułożenie z tego porządnego menu degustacyjnego. W pierwszej części: restauracja gwiazdkowa, obrus biały jak niewinność poselska, kelner dyskretny jak rzecznik prasowy rządu, to na co tu czekać – zapraszam do stolika. Rezerwacja, niestety, na cały naród.W drugiej części natomiast przejdziemy do polskiego sportu narodowego, grillowania. Ale po kolei.Przystawka pierwsza: Carpaccio ze Zjednoczonej PrawicyCienko krojone – bo inaczej się tej partii ostatnio nie da pokroić – i podawane, przypomnę, na dwóch osobnych talerzykach: jednym podpisanym „PiS”, drugim „Rozwój Plus”. Kucharz odpowiedzialny za ten drugi talerzyk przez lata czekał w kolejce po główne danie, aż w kwietniu zniecierpliwił się i sam otworzył sobie stragan obok. Odpowiedzią kuchni był krótkotrwały eksperyment kolegi od buraczków – stowarzyszenie imienia pewnego byłego ministra aktywów państwowych, rozwiązane błyskawicznie na wyraźne polecenie szefa sali, żeby nie robić precedensu. Całość skropiona uchwałą zakazującą personelowi zakładania własnych straganów pod karą utraty fartucha, choć – jak zauważają stali bywalcy – przepis i tak już dawno wyniesiono kuchennymi drzwiami.Do picia polecam: nic. Do tego dania nikt nic nie spożywa, żeby nie zostać oskarżonym o sympatie frakcyjne.Przystawka druga: Deska serów KonfederacjiTrzy krążki z jednej mleczarni, sprzedawane pod wspólnym szyldem „Wolność i Niepodległość”, choć każdy dojrzewał zupełnie gdzie indziej. Pierwszy, twardy i wytrawny, sygnowany przez Nową Nadzieję. Drugi, bardziej wysublimowany, spod znaku Ruchu Narodowego. Trzeci krążek na desce już nie leży – został formalne wykluczony, jest to ser spod szyldu Korony, którego twórca, jak się okazało, otworzył sobie w międzyczasie osobną serowarnię pod adresem „Konfederacja Korony Polskiej”, a podobno rozważa jeszcze dopisanie do etykiety własnego nazwiska, żeby klient przypadkiem nie kupił nie tego produktu. Zabawne w tym wszystkim jest to, że im głośniej mówi się o niestrawności politycznej, tym lepiej sprzedaje się akurat ten oderwany kawałek – ostatnie sondaże dają mu więcej procent niż niejednej partii z pełnym stażem w karcie dań. I konsument już nie rozróżnia czy ser jest w 10 procentach chudy, czy w 90 procentach tłusty, czy może na odwrót.Do picia polecam: każdy krążek pije osobno i co innego, od piwa przez wino, a na samogończyku kończąc. Razem i tak nie chcą leżeć na jednym talerzu.Czytaj też: B jak Bezradne Pokolenie, czyli BETKA międzygeneracyjnaZupa dnia: Rosół Prezydencki, gotowany bardzo długo, bo bywa odsyłany do kuchniKlasyka, ale w tym sezonie serwowana z dopiskiem „danie może wrócić”. Szef stołu na Krakowskim Przedmieściu w tym roku odesłał do kuchni już dwadzieścia razy więcej dań, niż ktokolwiek się spodziewał, a sala jadalna – trzeba przyznać – ani razu nie zebrała większości potrzebnej, żeby odesłane danie i tak podać gościom. W lipcu na talerz trafiła ustawa o statusie osoby najbliższej – odrzucona, bo przypominała za bardzo danie firmowe kuchni, czyli małżeństwo, które jak wiadomo, w tej restauracji ma status chronionej receptury. Do kompletu odesłano też przepis wdrażający unijne przepisy o usługach cyfrowych, bo – jak tłumaczył szef stołu – zbyt mocno przyprawiał wolność słowa cenzurą, choć organizacje zajmujące się bezpieczeństwem najmłodszych gości restauracji miały zupełnie inne zdanie na temat tej przyprawy. Premier z sąsiedniego stolika skomentował całą sytuację jednym słowem: pogarda. Rosół i tak wraca na kuchnię codziennie, zawsze z tą samą karteczką: „niezgodne z moją wizją dania”.Do picia polecam: cierpliwość, w płynie się nie sprzedaje, ale tu przydałaby się najbardziej, bo inaczej sensacje w autobusie wyborczym się dzieją.Danie główne numer jeden: Kaczka po prezesowsku faszerowana Rozwojem PlusKlasyka polskiej kuchni politycznej od 2001 roku, tym razem w wydaniu specjalnym: kaczka nadziewana ambicjami byłego premiera, który – jak zauważają złośliwi – od zawsze wolał rządzić niż czekać w kolejce. Farsz przygotowuje się z około czterdziestu pięciu posłów, którzy dołączyli do nowego stowarzyszenia, a całość podaje się na przekór kuchni, bo szef sali kazał wszystkim siedzieć przy jednym stole i się nie kłócić. Skórka chrupiąca, ale pod nią – jak to u tej kaczki bywa od lat – frakcje, animozje i stary żal, że koronę przejął ktoś inny.Do picia polecam: czerwone, mocno cierpkie, najlepiej z rocznika 2023 – tego samego, w którym ta kaczka po raz pierwszy zaczęła podskakiwać na talerzu.Czytaj też: C jak Cymbaliści, których bywa wieluNo to teraz Polskie danie Narodowe: Grill na Prawicy, czyli obiad, po którym nikt nie prosi o dokładkę jednościDrodzy Państwo, zakładam, że pierwsza degustacja jednym smakowała, drugim mniej, a trzecim stanęła kością w gardle – wracam więc do fartucha. Tym razem restauracja robi wieczór tematyczny: cała prawa strona sali, od Nowogrodzkiej po Pałac Prezydencki, z przystankiem przy grillu na patio, bo lato, a polska polityka lata nie zna, tylko sezon grzewczy przechodzi prosto w sezon podgrzewany, a potem znowu grzewczy.Zanim usiądziemy do stołu, mała uwaga kuchenna: w tej sali od miesięcy trwa nie tyle wspólna biesiada, ile walka o to, kto zapłaci rachunek, a kto zdąży wyjść przed deserem. Zaczynamy.Danie z grilla numer jeden: Szaszłyk Wolności i NiepodległościNa jednym rożnie trzy rodzaje mięsa, teoretycznie jedna potrawa, w praktyce trzy różne przepisy walczące o to, kto trafi na wierzch talerza przy najbliższym wielkim przyjęciu wyborczym. Kawałek środkowy, przyrządzony przez kuchnię Mentzena, stara się smakować wszystkim naraz – i przedsiębiorcy, i tradycjonaliście, choć bywa, że przypala się na styku z sąsiednim kawałkiem. Kawałek narodowy, sygnowany przez wicemarszałka kuchni, trzyma się twardo swojej marynaty od lat i nie zamierza jej zmieniać dla nikogo. Cały rożen kręci się coraz szybciej, bo w sondażach apetyt na to danie rośnie miesiąc w miesiąc, a rywale przy sąsiednich stołach chudną w oczach.Do picia polecam: piwo rzemieślnicze, koniecznie krajowe, bo tu nikt nie odważy się zaproponować z importu. Tam z… wiadomo skąd.Czytaj też: D jak Demokracja, czyli d… zbitaDanie z grilla numer dwa: Kiełbasa Korony, pieczona na osobnym ogniskuTo danie już dawno odłączono od wspólnego grilla i przeniesiono na własne palenisko, rozpalane – trzeba przyznać – z talentem do robienia hałasu, jakiego żadna inna kuchnia w tej restauracji nie potrafi powtórzyć. Przepis okraszony hasłami o ewakuacji gości z „eurokołchozu” i podawany zawsze z dodatkowym mottem na serwetce: kościół, szkoła, strzelnica, mennica. Warto pamiętać, że twórca tego dania sam kiedyś ugasił pewne przyjęcie, zanim ktoś zdążył go spróbować – i to niedosłownie, bo gaśnicą, publicznie, na oczach kamer, w samym środku innej, cudzej uroczystości. Krytycy kulinarni od dawna spierają się, czy to jeszcze danie regionalne, czy już przepis z zupełnie innej, znacznie mroczniejszej książki kucharskiej – ale klienci i tak wracają, bo w lipcowym sondażu apetyt na tę kiełbasę sięgnął już ośmiu do dziesięciu procent całej sali, rosnąc kosztem sąsiednich stolików, i tych z prawej, i tych z lewej strony.Do picia polecam: wodę. Dużo wody. Najlepiej w wiadrze, gdyby historia miała się powtórzyć.Danie wegetariańskie: Kotlet sojowy „Neutralność”Pozycja dla gości, którzy nie chcą wybierać między mięsem od Kaczyńskiego, szaszłykiem od Mentzena a ogniskiem Brauna, a jednocześnie nie mają ochoty deklarować się przy stoliku koalicji rządzącej, gdzie akurat serwuje się krem z afery szpitalnej. Kotlet niewinny, roślinny, teoretycznie dla wszystkich – ale i tak znajdzie się ktoś przy grillu, kto oskarży go o bycie zagranicznym spiskiem przeciwko polskiemu rolnictwu, bo sam pomysł, że można nie jeść mięsa i wciąż kochać ojczyznę, u części gości wywołuje większe oburzenie niż jakikolwiek realny kryzys na sali.Do picia polecam: kompot. Bezalkoholowo, bo przy tym stoliku i tak nikogo nie da się przekonać żadnym trunkiem.Deser: Talerz VIP-owski w Pałacu PrezydenckimDeser, który teoretycznie ma cieszyć całą salę, a w praktyce bywa odsyłany częściej niż zamawiany. W tym roku do kuchni wróciły między innymi przepisy na język śląski jako danie regionalne, na uproszczenie handlu ziemią rolną i na likwidację jednego z kuchennych biur kontrolujących, czy w spiżarni czasem ktoś nie podkrada. A ostatnio, co jest skandalem, na możliwość wspólnego jawnego przygotowywania posiłków kucharzy z sobą niespokrewnionych. Gospodarz stołu tłumaczy każdą odesłaną potrawę troską o klientów i całą kuchnię polską, ale sala i tak zauważa, że coraz więcej dań wraca nietknięte, zanim ktoś w ogóle zdążył ich spróbować, a nawet tylko powąchać.Do picia polecam: espresso. Podwójne. Na otrzeźwienie przed kolejnym daniem, które i tak zapewne zostanie odesłane.RachunekJak zwykle Pan płaci, Pani płaci, Społeczeństwo płaci, czyli podatnik, w walucie cierpliwość, która, jak widać po całej tej karcie dań, kurczy się szybciej niż budżet na spiżarnię. Kucharz dziękuje za wizytę i przypomina, że przy stole kuchni polskiej nikt jeszcze nie zamówił zgody, czy to na ciepło czy na zimno, na miejscu czy nawet na wynos. Prawdopodobnie dlatego, że nikt nie wie, jak to danie właściwie smakuje. A wystarczyłoby zaufać wieszczowi i jego wersom o zgodzie. Niestety większość pamięta tylko tytuł.(Zastrzegam sobie prawo do niedojedzenia porcji nienawiści oraz do proszenia o rachunek osobno dla każdej frakcji, aa… i nie oddam fartucha) M. OczkośCzytaj też: Wyniki audytu prokuratury. „Skręcane sprawy” polityków Zjednoczonej Prawicy