Zagrożenie życia lub zdrowia. Samolot Boeing 737 Max 8 PLL LOT z Palma de Mallorca do Warszawy musiał awaryjnie lądować w Mediolanie. Jeden z pilotów miał zasłabnąć, przez co kapitan poprosił o zapewnienie asysty medycznej. Chory pilot trafił do szpitala, a pasażerów zabrała kolejna załoga wysłana przez PLL LOT do Włoch. Do dramatycznego incydentu doszło w nocy ze środy 22 lipca na czwartek 23 lipca. Boeing 737 Max 8 Polskich Linii Lotniczych LOT leciał z Palma de Mallorca do Warszawy. Według danych Flightradar o godz. 4:05, gdy samolot znajdował się nad Morzem Liguryjskim, załoga nadała kod 7700, który w lotnictwie międzynarodowym sygnalizuje awarię lub inną sytuację zagrożenia życia na pokładzie. W tej sytuacji wieża kontroli lotów na lotnisku Mediolan-Malpensa, zezwoliła na awaryjne lądowanie. Zabezpieczały je cztery pojazdy medyczne oraz wóz straży pożarnej. O godz. 4:30 Boeing bez kłopotów wylądował w Mediolanie. Zespoły medyczne natychmiast udzieliły pilotowi pomocy i zabrały go do szpitala. Żadnemu ze 189 pasażerów i reszcie załogi nic się nie stało. Co wydarzyło się na pokładzie Boeinga? Niektóre media i serwisy lotnicze podawały, że pomocy wymagał kapitan maszyny, a stery przejął drugi pilot i to on lądował w Mediolanie. Jednak wersja PLL LOT przeczy tym doniesieniom. „Samolot typu Boeing 737 MAX-8, wykonujący rejs LO6212 z Palma de Mallorca do Warszawy został przekierowany do Mediolanu z przyczyn medycznych. W związku z zasłabnięciem jednego z członków załogi Kapitan poprosił o zapewnienie asysty medycznej. Po wylądowaniu pomoc została niezwłocznie udzielona” – taką informację otrzymał portal TVP.Info z biura prasowego PLL LOT. Do Mediolanu została wysłana druga załoga, która wykonała rejs powrotny z pasażerami feralnego lotu. Czytaj także: Piloci zatruli się przed lotem. Jednemu w kokpicie trzeba było podać tlen