Brak znamion czynu zabronionego. Dowody zgromadzone w śledztwie nie pozwalają przyjąć, że Jarosław Kaczyński przedstawiał się Geraldowi Birgfellnerowi jako osoba decydująca o wszystkich kwestiach związanych z budową tzw. dwóch wież. Zdaniem prokuratury austriacki biznesmen mógł jedynie pozostawać w subiektywnym przekonaniu, że tak było. Takie stanowisko znalazło się w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu śledztwa. Śledztwo zakończone umorzeniemPod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o umorzeniu śledztwa wszczętego 10 lutego 2025 roku. Powodem był brak znamion czynu zabronionego.Postępowanie dotyczyło niezrealizowanych planów budowy dwóch wieżowców na warszawskiej działce należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna. W przedsięwzięcie miała być również zaangażowana Fundacja „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego”.Śledczy badali, czy w okresie od maja 2017 roku do lipca 2018 roku doszło do doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości – w kwocie „nie mniejszej niż 1 300 000 euro” – przez osoby działające w imieniu spółki Srebrna.Nie stwierdzono oszustwa ani łapownictwaRzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba zapowiadał wcześniej, że szczegółowe uzasadnienie zostanie przedstawione dopiero po przetłumaczeniu postanowienia na język niemiecki.W opublikowanym komunikacie poinformował, że śledczy nie dopatrzyli się znamion ani oszustwa, ani łapownictwa gospodarczego.Jak wskazała prokuratura, zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala uznać, że Jarosław Kaczyński przedstawiał się Birgfellnerowi jako osoba, która „faktycznie decyduje o wszystkich sprawach związanych z realizacją planowanej inwestycji”. Wręcz przeciwnie – „od początku przekazywał pokrzywdzonemu, że kwestie jego zaangażowania w tę inwestycję musi omówić z zarządem spółki Srebrna”.Według śledczych nie potwierdziły się również twierdzenia, że osoby związane ze spółką wykonywały wyłącznie polecenia prezesa PiS.Prokuratura o roli Jarosława KaczyńskiegoŚledczy zaznaczyli, że materiał dowodowy potwierdza, iż Jarosław Kaczyński wiedział o planowanej inwestycji, znał członków zarządu spółki Srebrna i rozmawiał z nimi na jej temat. Jako przewodniczący rady Fundacji „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" wyraził również zgodę na przedsięwzięcie, czego potwierdzeniem była uchwała rady.Jednocześnie – jak podkreślono – śledztwo nie wykazało, aby wpływał na decyzje podejmowane przez zarząd spółki Srebrna.Czytaj także: Wniosek o zatrzymanie posła PiS. Ma zostać przymusowo doprowadzony do prokuratury Nie było wprowadzenia w błądProkuratura uznała, że zebrane dowody nie potwierdzają, by Jarosław Kaczyński wprowadził Geralda Birgfellnera w błąd co do swoich kompetencji do podejmowania decyzji w imieniu spółki, zamiaru realizacji inwestycji czy zapłaty za wykonane prace.Śledczy nie znaleźli również dowodów, że działał z zamiarem doprowadzenia biznesmena do niekorzystnego rozporządzenia mieniem lub osiągnięcia korzyści majątkowej dla siebie bądź innych osób.Nie potwierdzono także, aby Kaczyński lub przedstawiciele spółki Srebrna już na początku współpracy 0132wprowadzili go w błąd co do swojego faktycznego zamiaru0148 realizacji inwestycji.Dlaczego projekt nie został zrealizowany?Jak wskazała prokuratura, Jarosław Kaczyński zeznał, że decyzja o wypowiedzeniu Birgfellnerowi pełnomocnictwa miała charakter polityczny. Wyjaśnił, że wynikała ona zarówno ze zbliżających się wyborów i obaw o ich wpływ na wynik głosowania, jak i ze stanowiska władz Warszawy, które miały sygnalizować brak zgody na realizację inwestycji.Zdaniem śledczych0132"wyraźnie wskazuje, że jego wola co do realizacji tej inwestycji zmieniła się z czasem0148.Spór powinien zostać rozstrzygnięty cywilnieProkuratura podkreśliła, że 0132odstąpienie od umowy, a tym bardziej rezygnacja z jej zawarcia z powodu zmiany okoliczności, a nawet brak zapłaty – o ile nie był z góry zaplanowany – żadną miarą nie dają podstawy do uznania zaistniałego zdarzenia za oszustwo0148.W ocenie śledczych cała sprawa 0132powinno być więc rozstrzygane wyłącznie na kanwie cywilno-prawnej0148. Dotyczy to również roszczeń finansowych wysuwanych przez Birgfellnera wobec spółki Srebrna i Jarosława Kaczyńskiego.Czytaj także: Akt oskarżenia wobec Antoniego Macierewicza Nie ustalono wynagrodzeniaJak wskazała prokuratura, zgromadzone dowody nie potwierdzają, aby strony ustaliły konkretne wynagrodzenie za prace wykonywane przez Geralda Birgfellnera ani termin czy zasady jego wypłaty. Śledczy podkreślili, że ustalenia miały jedynie wstępny charakter, a ostatecznie nie podpisano umowy określającej wysokość wynagrodzenia ani szczegółowej umowy zlecenia.„Trudno więc mówić o wprowadzeniu w błąd co do braku zamiaru zapłaty wynagrodzenia, jeśli nie ustalono ostatecznie jego wysokości i warunków wypłaty” – stwierdziła prokuratura.Wydatki biznesmena były jego decyzjąZdaniem śledczych nie doszło również do „doprowadzenia pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem”. Jak zaznaczono, Birgfellner sam podejmował decyzje dotyczące ponoszonych kosztów, nie uzgadniając ich ani z Jarosławem Kaczyńskim, ani z zarządem spółki Srebrna.„Jeśli wydatki te nie były ustalone z Jarosławem Kaczyńskim ani z zarządem spółki Srebrna, a co więcej – nie były objęte przez nich świadomością – nie można mówić, że podjęli oni działania prowadzące do rozporządzenia mieniem przez pokrzywdzonego” – wskazała prokuratura.Według śledczych poniesione wydatki i utracone dochody biznesmena nie mogły doprowadzić do wzbogacenia spółki Srebrna, Fundacji „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego”, Jarosława Kaczyńskiego ani żadnej innej osoby fizycznej.Prok. Piotr Antoni Skiba wyjaśnił, że brak zapłaty wynagrodzenia mógłby oznaczać osiągnięcie korzyści majątkowej tylko wtedy, gdyby zlecenie zostało wykonane, zleceniodawca nie zapłacił za nie i od początku miał taki zamiar.Wątek tzw. koperty dla księdzaOsobno oceniono wątek dotyczący przekazania tzw. koperty dla księdza.Jak poinformował prok. Skiba, Fundacja „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego” nie prowadzi działalności gospodarczej, a duchowny, który „jakoby miał przyjąć od Gerarda Birgfellnera łapówkę w wysokości 50.000 zł, czego zresztą też nie udowodniono”, był jedynie członkiem rady fundacji, a nie pełnił w niej funkcji kierowniczej.Decyzja nie jest prawomocnaProkuratura poinformowała, że „Postanowienie o umorzeniu śledztwa jest nieprawomocne, stronom i ich pełnomocnikom przysługuje prawo złożenia zażalenia do Sądu. Do stron przesłano odpisy postanowień”.Po ogłoszeniu decyzji pełnomocnik Geralda Birgfellnera, mec. Roman Giertych, zapowiedział złożenie zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa.Czytaj także: Potyczki między frakcjami w PiS. „Mam już tego potąd”