Rosyjskie działanie czy histeria? Dwa duże pożary w ciągu doby w Polsce – w centrum Chorzowa i warsztatu samochodowego na warszawskim Bródnie – wywołały szereg spekulacji. Na platformach społecznościowych pojawiły się już pierwsze teorie, że za tymi zdarzeniami stoją Rosjanie, mimo że służby nie informują na razie o udziale osób trzecich. O ocenę społecznego odbioru tych wydarzeń zapytaliśmy Dariusza Lorantego, eksperta ds. bezpieczeństwa. Były policjant, podkreślił, że na razie „nie znamy przyczyn tego pożaru i nie wiemy, czy należy je łączyć z innymi wydarzeniami politycznym”– Żyjemy w czasach, które nie są szczególnie niebezpieczne, nie ma działań (wojennych – przyp. red.) na naszym terytorium. Nie ma jednak wątpliwości, że strony konfliktu na Ukrainie oddziałują na sytuację w Polsce. Z jednej strony mogą być to Rosjanie, ale nie wierzę, żeby śledczy nie badali też wątku ukraińskich służb specjalnych, które mogą działać np. by wyrobić w Polsce mechanizm większego wsparcia i zaangażowania. Przyjmuje się różne wersje kryminalistyczne: podpalenie na zlecenie Rosjan, ale także Ukraińców – zaznacza były nadkomisarz policji w rozmowie z portalem TVP.Info.Loranty stwierdził także, że „docenia, że nasze służby nie wypowiadają się na ten temat”.– Służby w działaniach operacyjnych pracują inaczej niż policja, która ma szereg obowiązków, również o informowaniu społeczeństwa. Nie mam cienia wątpliwości, że zarówno w jednym, jak i drugim przypadku czynności operacyjne prowadzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Policja sprawdza wątki pod kątem alibi i konfliktu z pracodawcą. Zaś ABW sprawdzi np. czy nie zrobił tego jakiś Ukrainiec z Donbasu, który czuje się Rosjaninem. Służby to zrobią, mimo że społeczeństwu nie podadzą tych informacji – wyjaśnił.Zobacz też: Pożar w centrum Chorzowa. Płonie budynek przy rynkuJak sprawdzić udział osób trzecich?Zapytaliśmy także eksperta ds. bezpieczeństwa o to, jak sprawdzić, czy pożar jest wynikiem ludzkiego błędu, czy też celowym działaniem sabotażowym. Loranty podkreślił, że „są dwie metody procesu wykrywania”. – Pierwszy polega na zbadaniu miejsca zdarzenia i tego, skąd się wziął pożar. Analizuje się czy było to podpalenie zbrodnicze, czy pożar wybuchł z powodów mechanicznych, złej obsługi i zabezpieczeń. W przypadku warsztatu samochodowego jest dużo części elektrycznych, które bardzo łatwo mogą spowodować pożar – stwierdził ekspert.– Drugi sposób zaczyna się od odpowiedzi na pytanie: kto ma w tym interes? A może jest jakiś spadkobierca, a może zamieszane są w to służby specjalne – dodaje.Loranty zwraca uwagę, że z pewnością rozpatrywana jest także teza o możliwej brudnej walce konkurencyjnej. – W Polsce mieliśmy przecież największe w Europie walki konkurencyjne w branży pogrzebowej. Były podpalenia zakładów i wysadzenia w powietrze. Nie należy także wykluczać, że mamy coraz aktywniejszych ekologów, którym przeszkadzają różne rzeczy. W Europie następowały już zamachy terrorystyczne na motywach ekologicznych. Policja buduje sobie szereg wersji i każdą sprawdza – podsumowuje były nadkomisarz policji.Zobacz także: Pożar masowca ze złomem. Na miejscu siedem zastępów strażaków