Na pomoc obywatelom. Lada moment Sylwia Gregorczyk-Abram zastąpi Marcina Wiącka na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Na antenie TVP Info przekonywała, że będzie „niezawisła i niezależna” oraz „że będzie dbać o sprawy wszystkich obywateli”. Co konkretnie może i w czym pomoże Polakom? Jeden człowiek został skazany, choć sąd nie rozpatrzył prawidłowo jego apelacji. Inny dostał nakaz zapłaty długu wynikającego z umowy, której uczciwości sąd właściwie nie zbadał. Kobietę obciążono zaległościami za mieszkanie komunalne z okresu, kiedy przebywała w domu dziecka. Frankowicze dowiedzieli się o prawomocnym nakazie zapłaty, choć sąd nie sprawdził, czy umowa kredytowa nie zawierała niedozwolonych postanowień.To nie są sprawy, o których rozpisują się gazety. Nikt nie pyta o nie premiera, nie zawraca głowy ministrom, ludzie raczej nie wychodzą na ulice, by solidaryzować się z poszkodowanymi. Dla osób, które przegrywają walkę z bezwzględnymi machinami państwa, często są jednak kwestiami na wagę życia i śmierci. I gdy zawodzą wszelkie środki, gdy znikąd szukać nadziei, każdy obywatel ma jeszcze jedną instancję, która potencjalnie może – i powinna! – pochylić się nad jego problemem. Oto Rzecznik Praw Obywatelskich.Może przejrzeć akta, wejść do postępowania albo zaskarżyć prawomocne orzeczenie do Sądu Najwyższego. Siłą rzeczy, występuje z pozycji większego autorytetu niż „szary obywatel”, co często wystarczy, by odpowiednie organy pochyliły się nad problemem, który wcześniej ignorowały. W 2025 roku RPO wniósł ponad 50 skarg nadzwyczajnych, prawie sto kasacji i skarg kasacyjnych. Z informacji podawanych przez biuro wynika, że większość z nich została uwzględniona przez Sąd Najwyższy. Jak Wiącek czy Bodnar?Pięcioletnia kadencja Marcina Wiącka kończy się 23 lipca. Dzień wcześniej Senat zgodził się, by zastąpiła go adwokatka Sylwia Gregorczyk-Abram. Za jej powołaniem zagłosowało 59 senatorów, przeciwko 25. Sejm wybrał ją wcześniej 233 głosami, pokonując zgłoszonego przez PiS Adama Borowskiego.Wiącek obejmował urząd w zupełnie innych okolicznościach. W 2021 roku wybór następcy Adama Bodnara udał się dopiero przy szóstej próbie. Kolejne kandydatury przepadały w Sejmie (gdzie większość miał PiS) albo Senacie (gdzie rządziło m.in. KO), a spór doprowadził do sytuacji, w której przez pewien czas nie było urzędującego rzecznika. Wiącek został kandydatem kompromisowym: w Sejmie poparło go 380 posłów, a w Senacie otrzymał 93 głosy bez żadnego sprzeciwu.Szybko stało się jasne, że Wiącek nie będzie próbował zostać ani politycznym trybunem, ani następcą Bodnara, który stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy sporu o praworządność. Podkreślał, że urząd powinien pozostawać poza partyjnymi podziałami, a problemy obywateli nie zmieniają charakteru w zależności od tego, kto akurat rządzi.Czytaj też: Senat wyraził zgodę na powołanie Sylwii Gregorczyk-Abram na urząd RPOWiększości się to podobało, niektórym – niekoniecznie. Eksperci podsumowujący kadencję Wiącka wysoko oceniają jego niezależność, merytoryczność i otwartość na organizacje społeczne. Zwracają jednak uwagę, że RPO mógł mocniej inicjować publiczne debaty o reformach państwa i częściej wizytować obszary leżące poza Warszawą. Największą kontrowersję personalną wywołało odwołanie pod koniec 2022 roku zastępczyni RPO Hanny Machińskiej, mocno zaangażowanej m.in. w kontrolowanie sytuacji na granicy z Białorusią i warunków w miejscach pozbawienia wolności. Decyzję krytykowały organizacje społeczne, a sama Machińska mówiła, że nie otrzymała szczegółowego uzasadnienia. Wiącek tłumaczył się, że dobór zastępców jest jego ustawowym uprawnieniem i wynikał z przyjętej przez niego wizji funkcjonowania biura.Co może Rzecznik Praw Obywatelskich?Rzecznik nie dysponuje „twardą” władzą. Nie może wydać ministrowi wiążącego polecenia. Nie uchyla decyzji administracyjnych, nie nakłada kar na funkcjonariuszy i nie zmusza parlamentarzystów do głosowania nad przygotowaną ustawą. Gdy zwraca się do ministerstwa o zmianę przepisów, resort może się z nim nie zgodzić, przesłać ogólnikową odpowiedź albo przez lata odkładać problem.Może jednak żądać wyjaśnień i dokumentów, interweniować w indywidualnych sprawach, przedstawiać organom państwa problemy systemowe, przyłączać się do postępowań sądowych i administracyjnych, wnosić kasacje oraz skargi nadzwyczajne. Bierze też udział w sprawach przed Trybunałem Konstytucyjnym, Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Jako Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur jego pracownicy mogą bez zapowiedzi kontrolować więzienia, komisariaty, izby wytrzeźwień, szpitale psychiatryczne, domy pomocy społecznej i inne miejsca, których mieszkańcy nie mogą swobodnie opuścić.W samym 2025 roku do Biura RPO wpłynęło około 25,6 tys. nowych spraw. Pracownicy przeprowadzili ponad 30 tys. rozmów telefonicznych i przyjęli 2,2 tys. interesantów. Rzecznik skierował do Sądu Najwyższego 21 skarg nadzwyczajnych oraz 83 kasacje lub skargi kasacyjne, uczestniczył w postępowaniach przed sądami administracyjnymi i europejskimi trybunałami. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur przeprowadził 111 wizytacji. W ciągu całej kadencji biuro Wiącka rozpatrzyło około 150 tys. spraw.Statystyki nie mówią jednak wszystkiego. Do RPO piszą często ludzie, których problem formalnie nie mieści się w jego kompetencjach albo których sprawa została już prawidłowo rozpatrzona. W niemal połowie zgłoszeń obywatele oczekują przede wszystkim wyjaśnienia przepisów i informacji, jakie kroki mogą jeszcze podjąć. Rzecznik bywa więc nie tylko nadzwyczajnym uczestnikiem procesów, lecz także publicznym punktem poradnictwa prawnego dla tych, których nie stać na długą walkę z urzędem lub sądem.Małe sprawy wielkiej wagiW medialnej debacie urząd RPO kojarzony jest najczęściej z wielkimi sporami konstytucyjnymi. Z listów obywateli wyłania się rola nieco mniej spektakularna. Dominują narzekania na wielomiesięczne kolejki do lekarzy, brak dostępu do terapii, przewlekłe postępowania legalizacyjne, niejasne podatki, problemy mieszkaniowe czy niedostępność instytucji dla osób z niepełnosprawnościami.W 2025 roku do rzecznika wpłynęło około czterech tysięcy wniosków od cudzoziemców. Dotyczyły głównie przewlekłości postępowań związanych z legalizacją pobytu. W Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim 6,3 tys. wniosków o uznanie za obywatela polskiego obsługiwało w pewnym momencie zaledwie czterech pracowników. Zniecierpliwieni, pozbawieni innych możliwości, chwytali się brzytwy, którą w tym przypadku jest list do RPO. W takich „małych” sprawach jego skuteczność jest największa. Najmniejsza tam, gdzie potrzeba woli parlamentu, pieniędzy z budżetu albo zgody skonfliktowanych władz. Nie oznacza to jednak, że wystąpienia, raporty i ponawiane przez lata apele są bezwartościowe. To odbiera państwu potencjalną wymówkę, że o czymś „nie wiedziało” lub „nie słyszało”. Dzięki pracy RPO powstaje dokumentacja, do której mogą sięgnąć sądy, dziennikarze, organizacje społeczne i kolejni ministrowie. Nade wszystko: obywatel ma świadomość, że w walce z państwem nie jest sam. Czytaj też: Sprawa śmierci Jerzego Ziobry. Zapadł wyrok