Łącznie zginęło 77 osób. 15 lat temu 22 lipca prawicowy ekstremista Anders Breivik przeprowadził w Norwegii dwa ataki terrorystyczne. W pierwszym z nich, w wybuchu bombowym w Oslo zginęło 8 osób, w drugim, na wyspie Utoeya – 69. Łącznie zginęło 77 osób, a ponad 300 zostało rannych. Czas nie leczy ran, on zmienia ranionego człowieka; dziś inaczej przeżywam stres, inaczej tęsknię, stawiam inne pytania – powiedział Magnus Haakonson, który ocalał z masakry. W 2011 roku Magnus Haakonson miał 18 lat. Dziś jest nauczycielem, założył rodzinę i działa jako wiceprzewodniczący Grupy Wsparcia 22 Lipca dla ocalałych, bliskich ofiar i innych osób dotkniętych tamtymi wydarzeniami. Jest jedną z wielu osób, które w chwili zamachu były nastolatkami. Wraz ze zmianami w ich życiu zmienia się organizacja i problemy, którymi się zajmuje.Zamach terrorystyczny na wyspie Utoya22 lipca 2011 r. Anders Breivik podłożył ładunek wybuchowy w dzielnicy rządowej w centrum Oslo. W wyniku eksplozji bomby, ważącej niemal tonę, zginęło osiem osób, a około 210 zostało rannych. Następnie morderca udał się na odległą o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Norwegii wyspę Utoya, gdzie ponad 560 osób uczestniczyło w obozie letnim młodzieżowej centrolewicowej organizacji AUF.Sprawca zabił 77 z nich, a co najmniej 110 ranił. Rok później terrorysta został skazany za oba te ataki na 21 lat więzienia, z możliwością przedłużenia wyroku. Przeżył zamach Andersa Breivika– Czas nie leczy ran, on zmienia ranionego człowieka. W 2011 roku byłem kimś zupełnie innym. (Dziś) inaczej przeżywam stres, inaczej tęsknię, stawiam inne pytania i inaczej na pytania odpowiadam – wyjaśnił Magnus.Siedem lat po zamachu wracał tramwajem z pracy, gdy nagle upadł na podłogę. Po chwili zdołał wstać, wyszedł z tramwaju i usiadł na przystanku. W szpitalu lekarze nie znaleźli niczego niepokojącego. Zapytali go jednak o traumatyczne doświadczenia, a w dokumentacji znaleźli informację, że 22 lipca 2011 roku trafił do szpitala Ringerike. To tam kierowano uratowanych z wyspy Utoya.– Potwierdziłem, że tam byłem, ale (tłumaczyłem, że) to przecież było siedem lat temu. Dla lekarzy sprawa była jasna: miałem atak paniki – wspominał.Czytaj także: Karabin w kradzionym aucie. Mógł być użyty do ataku na paryskich ŻydówKiedy zwolennik skrajnej prawicy Anders Breivik zaczął zabijać na wyspie uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, Magnus próbował uciec z wyspy wpław. W wodzie spędził ponad godzinę. Temperatura jego ciała spadła poniżej 34 stopni Celsjusza.Po zamachu chciał jak najszybciej wrócić do zwykłego życia: ukończyć szkołę, pójść na studia, znaleźć pracę. To miało być lekarstwo na to, co przeżył. – Tłumiłem to i spychałem w głąb siebie, ale mój mózg próbował jakoś przetworzyć te doświadczenia. Spałem nie więcej niż dwie–trzy godziny na dobę. (Ale) ciało wystawiło mi rachunek – powiedział.Grupa wsparcia dla ocalałych z ataku terrorystycznego– Unikałem Grupy Wsparcia 22 Lipca. Wyobrażałem ją sobie jako miejsce, w którym ludzie siedzą w kręgu, rozmawiają o uczuciach, a następnie rozchodzą się do domów. To nic dla mnie – dodał.Atak paniki uświadomił mu jednak, że potrzebuje rozmowy z ludźmi, którzy przeżyli coś podobnego. W 2018 roku pojechał na organizowaną co dwa lata konferencję dla osób ocalałych z zamachów Breivika w Oslo i na Utoeyi. Spotkanie pozwoliło mu po raz pierwszy uporządkować własną historię. Zrozumiał, że jego reakcje są normalne, a inni ocalali dobrze je znają.– Nieważne, ile daję Grupie Wsparcia, ona daje mi więcej (...). Jeden plus jeden daje tu znacznie więcej niż dwa – powiedział.Dziś jest wiceprzewodniczącym organizacji zrzeszającej około 2 tys. ocalałych, bliskich ofiar oraz przyjaciół i krewnych osób w ten czy inny sposób dotkniętych zamachami. Grupa reprezentuje ich w kontaktach z władzami. O pomoc i swoje prawa ocalali oraz rodziny zabitych musieli się jednak dopominać. Spotykali się też ze stygmatyzacją.– Mojej narzeczonej o tym, że jestem jednym z Utoeyi, powiedziałem na początku naszej pierwszej randki. Dziś jesteśmy razem, mamy dziecko, a ona sama dołączyła do Grupy – opowiedział Magnus.Organizacja doradza grupom powstającym po zamachach w innych państwach. – Wyróżnia nas to, że mimo różnych potrzeb ocalałych i rodzin zabitych nie rozpadliśmy się na frakcje i podgrupy – podkreślił.Grupa Wsparcia 22 Lipca współpracuje z Norweskim Centrum Badań nad Przemocą i Stresem Traumatycznym. Prowadzi również finansowane przez rząd projekty, w ramach których ocaleni opowiadają o swoich przeżyciach uczniom i nauczycielom.Czytaj również: Tragiczny finał poszukiwań. Studentka zamordowana we własnym mieszkaniuMagnus, który sam zajmuje się nauczaniem, uważa, że edukacja może ograniczać popularność poglądów ekstremistycznych, ale szkoła nie powinna przekazywać młodzieży gotowego zestawu dozwolonych opinii.– Klasa powinna być „wspólnotą niezgody” – miejscem, w którym można i należy spierać się bez wykluczania któregokolwiek z rozmówców. Nauczyciele muszą podejmować kontrowersyjne tematy z poczuciem, że są wspierani przez szkołę i władze. Musimy umieć się ze sobą nie zgadzać – podkreślił.Opublikowane w czerwcu wyniki badań Uniwersytetu w Oslo wskazały, że 3 proc. Norwegów prezentuje lub popiera skrajnie prawicowe postawy.– Dlatego samo powiedzenie uczniowi, że nie wolno mu tak myśleć, nie rozwiąże problemu. Powinniśmy pytać, dlaczego mówi to, co mówi, i skąd biorą się jego przekonania. Często za radykalnymi słowami stoi potrzeba bycia zauważonym i wysłuchanym – ocenił Magnus.Jego zdaniem media nadal zbyt często koncentrują się na sprawcach aktów terroru i pytaniu, kto zabił i dlaczego.– Trzeba odwrócić perspektywę. Pytajmy, dlaczego konkretni ludzie stali się celem. 22 lipca 2011 roku utraciliśmy niewinność. Po zamachach ówczesny premier Jens Stoltenberg mówił, że naszą odpowiedzią będzie otwartość i demokracja, ale nigdy naiwność. Zdaje się, że o tej ostatniej części zapomnieliśmy – ocenił.Czytaj także: Matka zabójcy Henry’ego Nowaka skazana. Ukryła narzędzie zbrodniAnders Breivik odbywa karęAnders Breivik, który w 2017 roku zmienił nazwisko na Fjotolf Hansen, odbywa zasądzoną w 2012 roku 21-letnią karę w więzieniu o zaostrzonym rygorze w miejscowości Skien, położonej około 100 kilometrów od Oslo. Choć początkowo nie odwołał się od samego wyroku skazującego, w kolejnych latach wielokrotnie inicjował procesy przeciwko państwu norweskiemu. Skarżył się na naruszenie praw człowieka i „nieludzkie traktowanie” z powodu izolacji od innych więźniów. Jego absurdalne żądania obejmowały między innymi prawo do swobodnej korespondencji z sympatykami neofaszyzmu, lepsze konsole do gier, a jedzenie odgrzewane w mikrofali i zimną kawę nazywał torturami.W 2016 roku sąd pierwszej instancji przyznał mu częściową rację w kwestii izolacji, ale wyrok ten został szybko uchylony po apelacji rządu. Wszelkie kolejne skargi Breivika były systematycznie odrzucane przez norweski Sąd Najwyższy oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.Ofiary zamachów Breivika upamiętnia pomnik odsłonięty w Oslo w 2019 roku. Jest to betonowy krąg, w którym znajduje się tysiąc metalowych róż. Żelazne kwiaty zostały wykonane przez ludzi z całego świata, w tym również bliskich ofiar.Czytaj także: Finał sprawy głośnego morderstwa w Warszawie. Sąd nie miał litości