Rosja traci każdego dnia od 900 do 1300 żołnierzy. Już tej jesieni ma zostać zmobilizowanych pół miliona Rosjan. Ale to wciąż za mało. Putin szuka najemników niemal na całym świecie. Zagraniczni najemnicy mają jeszcze jedną zaletę: ich śmierć nie wywołuje w Rosji politycznej presji – pisze na łamach portalu Sprawdzamto.pl redaktor Tomasz Jakubowski. Redaktor Jakubowski podkreśla, że według danych ukraińskich Sił Zbrojnych Rosja traci każdego dnia od 900 do 1300 żołnierzy. Ukraińskie źródła szacują, że od mobilizacji do śmierci lub ciężkiego zranienia część nowych poborowych pozostaje w służbie zaledwie kilkanaście dni. Powodem ma być m.in. skracanie szkolenia nawet do kilku godzin przed wysłaniem na front.WIĘCEJ WERYFIKACJI I INFORMACJI NA STRONIE PORTALU SPRAWDZAMTO.PLRosja nadal zdobywa niewielkie obszary, ale okupuje je ogromnymi stratami. Coraz większa liczba żołnierzy nie przekłada się już na przełamanie frontu, lecz na wyniszczającą wojnę na wyczerpanie.Ale to Rosja. Brak sensu nie jest przeszkodą w tym, żeby wojsko posuwało się naprzód. „To dlatego przygotowuje się do mobilizacji tej jesieni nawet ponad 500 tys. nowych żołnierzy. Część z nich zostanie natychmiast wysłana na ukraiński front” – powiedział portalowi RBC-Ukraina szef Centrum Zwalczania Dezinformacji Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Andrij Kowałenko. „Jedni po to, by uszczelnić luki na wschodzie, inni będą przygotowywani na potencjalne otwarcie nowego frontu. Taki jest plan Federacji Rosyjskiej” – dodał Kowałenko.ZOBACZ TAKŻE: Mundial AI. Jak sztuczna inteligencja zagrała w mistrzostwach świataWerbunek na całym świecieMasowe trupy na froncie to jednak dla Putina problem polityczny. Ale martwi cudzoziemcy nie tworzą już takiej presji. Rosja szuka „mięsa armatniego” w innych regionach świata. I znajduje. Przede wszystkim w wielu krajach afrykańskich, takich jak wspomniana Botswana, Kenia czy Uganda, gdzie poziom ubóstwa, bezrobocia i braku perspektyw jest wysoki, a państwo słabo chroni obywateli przed zagranicznymi oszustwami rekrutacyjnymi. Rząd Botswany poinformował niedawno o gwałtownym wzroście liczby przypadków werbowania obywateli tego kraju do udziału w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie. Informację tę podało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Botswany. CZYTAJ TAKŻE: Transpłciowa strażniczka zapłodniła kilkanaście więźniarek? SprawdzamyW resorcie zaznaczono, że obywatele są coraz częściej wprowadzani w błąd fałszywymi ofertami pracy za granicą. Po wyjeździe, według danych ministerstwa, są oni zmuszani do udziału w działaniach wojennych po stronie Rosji.Według dostępnych danych w rosyjskiej armii na ukraińskim froncie walczą cudzoziemcy z dziesiątek państw Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej, Bałkanów i części UE.Najwięcej z Azji Środkowej: Uzbekistanu, Tadżykistanu, Kirgistanu, Kazachstanu (mowa o dziesiątkach tysięcy osób), Azji Południowej i Wschodniej (Nepalu, Pakistanu, Chin oraz innych państw regionu, najczęściej z biedniejszych warstw społecznych) oraz Afryki (Botswana, Kenia, Uganda, Egipt, Jemen, Somalia). Ameryka Południowa to przede wszystkim Kuba. Mówi się o nawet kilkunastu tysiącach kubańskich poborowych.Ilu cudzoziemców zginęło?Ilu z nich wyjechało za lepszym życiem, szukać lepszej pracy i zginęło na froncie? Dokładne szacunki nie są znane.BBC i Mediazona potwierdziły śmierć ponad 520 zagranicznych ochotników i najemników walczących po stronie Rosji, jednak rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa. Wielu poległych nie trafia do publicznych rejestrów, ponieważ ciał nie odzyskano, rodziny nie publikują nekrologów, a rosyjskie władze nie ujawniają pełnych danych o stratach. Jedno wiadomo na pewno –dla Putina to wciąż za mało.