Strach przed powrotem. Rosyjscy żołnierze, którzy uciekają przed udziałem w wojnie przeciwko Ukrainie, coraz częściej mają problemy z uzyskaniem azylu w Niemczech – opisuje Deutsche Welle. Organizacje broniące praw człowieka alarmują, że odmowa ochrony może oznaczać dla dezerterów deportację do Rosji, gdzie grożą im represje, tortury, a nawet ponowne wysłanie na front. Jednym z bohaterów tekstu Deutsche Welle jest 19-letni Nikita Swiezdow z Krasnojarska. Miał 15 lat, kiedy Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie. W kwietniu 2024 roku, tuż po ukończeniu 18 lat, został powołany do wojska. Deutsche Welle zwraca uwagę, że pojawia się coraz więcej doniesień, iż uczniowie i studenci w Rosji są nie tylko nakłaniani do wstępowania do armii, ale niekiedy uniemożliwia im się także zdanie egzaminów, aby można było ich powołać do służby.Jak relacjonuje Swiezdow, trafił do jednostki wojskowej na Dalekim Wschodzie Rosji, gdzie – według jego relacji – poborowych zmuszano do podpisywania kontraktów z armią.– Wysłano mnie na poligon. Oficerowie karali poborowych za wszystko, co tylko możliwe, strzelali nam w nogi. Musieliśmy robić po dwieście pompek w maskach gazowych, biegać po 50 okrążeń w kamizelkach kuloodpornych z dodatkowym obciążeniem od 25 do 30 kilogramów – opowiada mężczyzna.Uciekł przed służbą w oddziałach szturmowych. Władze odmówiły azyluSwiezdow utrzymuje, że po próbie samobójczej został zmuszony do podpisania kontraktu pod groźbą odpowiedzialności karnej. Gdy dowiedział się, że ma trafić do oddziałów szturmowych walczących w pobliżu okupowanego Melitopola, zdecydował się na ucieczkę. Przez Armenię, Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację dotarł do Niemiec, gdzie złożył wniosek o azyl.Jak opisuje Deutsche Welle, niemieckie władze odmówiły mu ochrony i zgodnie z unijnym rozporządzeniem dublińskim uznały, że za rozpatrzenie sprawy odpowiada Chorwacja – pierwszy kraj Unii Europejskiej, do którego wjechał.Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) podkreśla, że każdy wniosek azylowy jest rozpatrywany indywidualnie. Sama mobilizacja do armii lub ryzyko wysłania na front nie stanowią automatycznej podstawy do przyznania ochrony międzynarodowej. Konieczne jest wykazanie realnego i indywidualnego zagrożenia prześladowaniami.„Są bici i głodzeni”Zdaniem organizacji broniących praw człowieka rosyjscy dezerterzy mają obecnie niewielkie szanse na uzyskanie azylu w Niemczech. Cytowany przez Deutsche Welle aktywista Aleksiej Kozłow z organizacji Solidarus wskazuje, że publiczne deklaracje niemieckich polityków o ochronie osób odmawiających służby wojskowej nie znalazły odzwierciedlenia w obowiązujących przepisach. Deutsche Welle przywołuje ustalenia niezależnego rosyjskiego portalu ASTRA, który od początku pełnoskalowej wojny zidentyfikował 29 miejsc, gdzie mają być przetrzymywani rosyjscy żołnierze odmawiający służby. Według relacji świadków osoby te mają być bite, głodzone, torturowane i zmuszane do powrotu na front.Azyl kościelny Po odmowie przyznania ochrony Swiezdow otrzymał tzw. azyl kościelny i zamieszkał w jednej z parafii w pobliżu Akwizgranu (miasto w Niemczech – red.). Dzięki temu uniknął przekazania do Chorwacji.Jak opisuje Deutsche Welle, oczekuje obecnie na upływ terminu przewidzianego w rozporządzeniu dublińskim. Jeśli do końca lipca nie zostanie przekazany do Chorwacji, odpowiedzialność za rozpatrzenie jego wniosku azylowego przejdzie na Niemcy. Nie oznacza to jednak automatycznego przyznania ochrony – niemieckie władze będą musiały ponownie ocenić jego sprawę.Czytaj także: Ukraiński cios w Rosję. Płoną magazyny ropy