Działo się! Małej polskiej wojenki politycznej ciąg dalszy. Mamy czas „trwania”. Trwa spór o to kto lepiej dba o polskich obywateli. Trwa też spór o to komu bardziej na sercu leży los Prawa i Sprawiedliwości. Trwa też walka z przestępcami za kierownicy, a także o tytuł najlepszej piłkarskiej drużyny na świecie. Zapraszam na subiektywny przegląd tygodnia. Karol Nawrocki zawetował ustawę o osobie najbliższej w związku. Nie jest to decyzja zaskakująca, ale wielu obywateli żyło nadzieją, że może być inaczej i podpis jednak się pojawi. Prezydent postanowił na siłę bronić instytucji małżeństwa i robi to mimo społecznego poparcia dla tej ustawy - ponad połowa badanych w sondażach chciała jej podpisania.Pytanie czy małżeństwo wymaga walki w jego obronie. Prezydent mówi w uzasadnieniu: „nie można zaakceptować rozwiązania, które prowadziłoby do utraty szczególnego statusu małżeństwa”. Nikt jednak nie podważa owego szczególnego statusu. Wprowadzenie ustawy o osobie najbliższej nie obniża rangi małżeństwa, nie zastępuje go. Chodzi tylko i wyłącznie o wybór lepszej dla siebie opcji wspólnego życia.Co w tym złego? Co złego przyniesie to społeczeństwu? Co złego w tym, że żyjący ze sobą partnerzy będą ze sobą jeszcze szczęśliwsi i przede wszystkim spokojniejsi? Słowa: jeśli chcecie mieć przywileje – zawrzyjcie małżeństwo, są próbą narzucenia swojej woli: małżeństwo albo nic. Nie ma chęci znalezienia trzeciej drogi, próby pójścia na rękę tym, którzy małżeństwa nie chcą.Prezydent mówi: „Nie zgadzam się na wprowadzanie tylnymi drzwiami związków partnerskich, które mają zastąpić czy podmienić instytucję małżeństwa”. To może jednak podpisać ustawę o osobie najbliższej, a potem walczyć dalej o zablokowanie związków partnerskich? Byłoby to wykazanie się dobrą wolą. Zyskałby Pan na tym Panie Prezydencie. Ale po co, prawda? Lepiej iść w zaparte.Czytaj też: Zignorował znak „stop”. Wjechał pod pociąg towarowyWalka w obronie instytucji małżeństwa przypomina na tym etapie obsesję. Obsesja małżeństwa, podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina i obsesja wartości chrześcijańskich. To fundamentalizm, nie działanie na rzecz obywatela.Może wystarczyłoby broniąc małżeństwa poświecić trochę przykładem i pokazać jego zalety, a nie blokować korzystanie z innych opcji wspólnego życia z partnerką czy partnerem.*Jarosław Kaczyński postawił ultimatum wszystkim stowarzyszeniom, które powstały w ramach Prawa i Sprawiedliwości. Stowarzyszenie albo opuszczenie partii. Szybko decyzję podjął Jacek Sasin, twierdząc, że „dla jednego grilla nie warto rozbijać partii”. Dużo twardszy w tej kwestii jest Mateusz Morawiecki, którego „Rozwój Plus” działa w najlepsze i wydaje się, że nie rozważa zakończenia działalności. Termin ultimatum minie w przyszłym tygodniu.Mało prawdopodobny jest rozpad partii. Ani Kaczyńskiemu, ani Morawieckiemu nie przyniesie to korzyści, a w polityce najważniejsze są korzyści. Zapewne w najbliższych dniach ponownie dojdą do porozumienia, tak jak miało to miejsce kilka miesięcy temu.Swoja drogą w słowach Morawieckiego wybrzmiewa przekonanie, że wszystko co najlepsze to on i rządy PiSu. "Wiem, jak pokonać Platformę Obywatelską i zadbać o rozwój Polski". Pokonać PO rzeczywiście wiedzą jak – populizmem, ale że zadbać o rozwój Polski? Osiem lat rządów PiSu pokazało raczej odwrotny kierunek. Dodaje do tego: "Pokazaliśmy, jak rządzić. Pokazaliśmy, jak wygrywać. Teraz idziemy po trzecie zwycięstwo - nie dajmy szansy zniszczyć dorobku naszych rządów grupie frustratów". Frustratami nazywa wszystkich wewnątrzpartyjnych krytyków działalności jego stowarzyszenia. Trudno w tej sytuacji będzie mu w zgodzie współpracować z działaczami PiS.*Sejm obsadził dwa dość znaczące stanowiska. Rzeczniczką Praw Obywatelskich została Sylwia Gregorczyk-Abram, a nowym szefem Instytutu Pamięci Narodowej Mateusz Szpytma. Te dwa wybory pokazują, że w naszym kraju niemal każdy wybór, słusznie czy nie, wywoływać będzie polityczne napięcie. I, że głosowania odbywać się będą według klucza partyjnego.Mateusz Szpytma nie imponuje ani jako historyk, ani jako menedżer. Przez dziesięć lat był jednak wiceprezesem IPN, również pod prezesurą Karola Nawrockiego. To wystarczający powód dla PiSu, by go poprzeć. A, że Szpytma jest kojarzony z PSLem, to również ludowcy poparli jego kandydaturę. Klucz partyjny okazał się jak widać decydujący.Sylwia Gregorczyk-Abram jest jednoznacznie kojarzona z obozem koalicji rządzącej. Stąd szerokie poparcie tej strony sceny politycznej. Stąd też frontalna krytyka prawej strony, która wystawiła jako kandydata Adama Borowskiego, działacza opozycyjnego z czasów PRLu i szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”. Opozycja grzmi, że Gregorczyk-Abram jest zwolenniczką opcji rządowej, ale proponowanie Sejmowi kogoś z Gazety Polskiej jest skazaniem tej kandydatury na porażkę.Szkoda, że nie było pomysłu, by zarówno na szefa IPN, jak i RPO powołać osoby bez jakichkolwiek skojarzeń politycznych.*Cała Polska zainteresowała się autobusem w Bielsku-Białej. Pewien mężczyzna zaatakował słownie jadące komunikacją miejską ukraińskie dziewczynki. Jedna z nich sprytnie nagrała jego „mowę motywacyjną” zachęcającą ją do powrotu do ojczyzny i opublikowała to nagranie.Sytuacja budząca niesmak i zażenowanie (trudno nawet znaleźć słowa), jest niczym w porównaniu do wszelkich ocen (nawet polityków) i komentarzy w sieci. Ludzi myślących jak ten człowiek z autobusu są setki, może nawet tysiące. I nie mają żadnych hamulców, by się tym podzielić z resztą. Argumenty jakie w tej fali nienawiści padają budzą zdumienie. „Bo Wołyń”, „Bo UPA”, „Bo nie jesteście wdzięczni”, „Bo my tu rządzimy, wy możecie u siebie”.Czytaj też: Im goręcej, tym gorzej pracujemy. Nawet jeden stopień robi różnicęObywatele słuchają polityków. Tak się składa, że akurat zwolennicy prawej strony ślepo i dość bezkrytycznie. Słuchają Czarnka, Brauna, Bosaka i odbierają ich słowa jak prawdę objawioną. A politycy ci nie są świadomi, że czasem wystarczy ciche przyzwolenie, by zło wyzwoliło się z ograniczeń wynikających z moralności i zaatakuje ze zdwojoną siłą. Zbrodniarze niemieccy podczas drugiej wojny światowej, zanim uwierzyli Hitlerowi, byli zwykłymi obywatelami. Wystarczyło jednak przyzwolenie i przekonanie, że działają w imię wyższej konieczności. To nie jest porównanie. To przykład.Politycy prawicy nie zdają sobie sprawy również z tego, że im częściej będą szafować argumentem wołyńskim, tym mniejsze on będzie miał znaczenie. To dezawuwoanie rzezi wołyńskiej poprzez przywoływanie tego faktu w sytuacjach, które na to nie zasługują. Stało się tak już ze słowami patriotyzm, ojczyzna czy nawet powtarzane bez umiaru „Polki i Polacy”. Istnieją w języku polskim słowa i określenia, których nie należy wypowiadać przy byle okazji, bo tracą na znaczeniu.*Łukasz Żak skazany na dwadzieścia lat więzienia za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. Wypadek na Trasie Łazienkowskiej zrobił wrażenie na wszystkich. Pędzący z niewyobrażalną prędkością pijany Żak staranował jadący dość wolno samochód. Zginął jeden z pasażerów. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, odnaleziono go w Niemczech i ostatecznie stanął przed polskim sądem. Uderzające były słowa sędziego uzasadniające wyrok. Zwrócił uwagę na lekkie podejście oskarżonego do procesu, brak refleksji i skruchy, zainteresowanie wszystkim poza procesem i losem poszkodowanych. We wszystkich medialnych relacjach z tego procesu uderzała jego pewność siebie, znudzenie tym, co dzieje się wokół niego.Przeraża fakt, że tacy ludzie żyją pośród nas. Jeden z psychologów stwierdził, że to osoba z brakiem empatii, poczucia winy czy uczuciowości wyższej. Nie przestrzega nawet minimalnych zasad społecznych.15 września 2024 roku jechałem Trasą Łazienkowską do pracy, na poranny dyżur w TVP Info. Była 4:30. Trzy godziny po tym wypadku. Od świateł wozów policyjnych mogło zakręcić się w głowie, ale dostrzegłem dwa rozbite samochody i czerwony parawan, za którym zwykle udziela się pomocy poszkodowanym. Dopiero kilka godzin później pojawiła się informacja co się wydarzyło.*Mistrzostwa Świata w piłce nożnej dobiegają końca. W chwili, w której piszę te słowa, przed nami jeszcze finał. Ale za nami najbardziej efektowne spotkanie tego turnieju. Mecz o trzecie miejsce jest nazywany zwykle finałem pocieszenia, ale trudno o pocieszenie dla piłkarzy, którzy kilka dni wcześniej przegrali szansę zagrania o tytuł mistrza świata. Trudno też o motywację, co widać było w postawie Francuzów. W 1982 roku było podobnie. W meczu o trzecie miejsce grali z Polską. Nie wystawili Michela Platiniego, który był tak zawiedziony porażką w półfinale z RFN, że nie chciał już zagrać. Nie grał też Alain Giresse i choć Francja zagrała dobry mecz, to brak tych zawodników był widoczny. Polska wygrała 3:2.Teraz wprawdzie najskuteczniejszy z Francuzów – Kylian Mbappe wyszedł na murawę, ale zabrakło w wyjściowej jedenastce Dembele. Zabrakło też zawziętości i motywacji. Dlatego do przerwy Francja przegrywała 0:4. Ostateczny wynik to 6:4 dla Anglików. Mecz, który zapamięta cały piłkarski światW finale Hiszpania, która mistrzowsko spacyfikowała w półfinale Francję, zagra z Argentyną, która w końcówce półfinału rzuciła się na Anglię z takim impetem z jakim Niemcy rozbijali mur berliński w 1989 roku.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień.