Alfabet Oczkosia. Siedzę sobie wieczorem przy biurku, kawa dawno wystygła, a ja myślę, że dożyłem czasów, w których słowo „inteligentny” straciło ostatnie resztki przyzwoitości. Kiedyś inteligentny był człowiek – najlepiej z przedwojennym wykształceniem, znajomością łaciny i umiejętnością prowadzenia rozmowy przy stole tak, żeby nikogo nie urazić, a jednocześnie wszystkich dobić. Dziś inteligentna jest lodówka. Inteligentny jest telefon, który wie o mnie więcej niż moja rodzina, a i tak udaje, że nie rozumie, kiedy proszę go po prostu o zadzwonienie do fryzjera. Nazwali to sztuczną inteligencją, co samo w sobie jest majstersztykiem uczciwości językowej – bo przecież nikt nie twierdzi, że jest naturalna. I słusznie, bo naturalne w tym kraju jest już tylko oburzenie, które trwa krócej niż powiadomienie push.Inteligencja miała kiedyś łatwiej. Wystarczyło nosić okulary, marszczyć czoło i od czasu do czasu powiedzieć: „To zależy”. Wtedy wszyscy kiwali głowami, bo skoro zależy, to musi być mądre. Dzisiaj inteligencja ma ciężko. Przegrała z pewnością siebie. Bo inteligencja ma tę fatalną wadę, że się zastanawia. A zastanawianie jest obecnie podejrzane. Inteligencja kiedyś czytała książki. Dzisiaj czyta komentarze pod książkami ludzi, którzy książek nie czytają, ale mają bardzo wyrobione zdanie o tym, że autor przesadził. Inteligencja lubi argumenty. Internet lubi caps lock. To nierówna walka.Ale powodów do oburzenia nie brakuje, moi drodzy. Otwieram gazetę – no dobra, otwieram aplikację, bo gazety już nikt nie kupuje, tylko algorytm mu ją streszcza – i czytam, że od nowego roku rządowa aplikacja mObywatel dogadała się wreszcie z krajowym chatbotem opartym na modelu jakimś. Postęp iście stachanowski: kiedyś urzędnik nie wiedział nic i kazał przyjść jutro, dziś sztuczna inteligencja nie wie nic, ale robi to w czasie rzeczywistym i z uśmiechem w interfejsie.Czytaj też: A jak Asystentka. Czyli kto trzyma spodnie w zębach?AI nie jeździ 30/hTymczasem ministerstwa cyfryzacji i finansów – bo i takie u nas są, proszę sobie wyobrazić, dwa osobne ministerstwa do pilnowania jednej rzeczy, którą i tak nikt nie umie upilnować – ogłosiły, że doszły do porozumienia w sprawie nadzoru nad sztuczną inteligencją. Kompromis, jak to u nas bywa, polega zapewne na tym, że każde z nich będzie nadzorować to samo, tylko osobno, a odpowiedzialności nie poniesie żadne. Można powiedzieć, że nadzór nad AI w polskim wydaniu przypomina nadzór nad ruchem drogowym: znaki są, przepisy są, tylko nikt nie przestrzega strefy 30 km/h.A skoro już o nadzorze mowa – firmy od cyberbezpieczeństwa alarmują, że Polska znalazła się w pierwszej trójce krajów najczęściej atakowanych państw w Europie, głównie przez ruskie boty Wladymira i że w tym roku sztuczna inteligencja ma jeszcze sprawniej pomagać przestępcom pisać złośliwe oprogramowanie na żądanie, jak w restauracji. Czyli mamy już AI, która pomaga wypełnić PIT, i AI, która pomaga ten PIT ukraść – obie w tym samym kwartale, obie polskie w sensie ofiar, jeśli nie sprawców. Czyli nareszcie mamy nowoczesność na miarę naszych możliwości organizacyjnych.AI, koperty i krzakiNie samą Polską AI żyje, choć u nas zawsze najciekawsze jest to, co dzieje się gdzie indziej, a my się tylko dowiedzieliśmy. Otóż Albania, kraj, o którym większość z nas pamięta tyle, co z lekcji geografii, powołała ministrę – tak, tak nie Panią minister tylko ministrę – która nie jest człowiekiem, tylko programem o imieniu Delia i kazała jej pilnować zamówień publicznych. Śledzę to z zazdrością, bo u nas przetargi też potrafi wygrać ktoś, kto nie do końca istnieje, tylko że dotąd robiły to spółki-krzaki i koledzy ministra, ewentualnie premiera, a nie oprogramowanie. Ktoś w końcu zauważył, że maszyna przynajmniej nie bierze w kopercie i to jest chyba jedyny argument za sztuczną inteligencją w polityce, jaki dotąd usłyszałem, który mnie w ogóle przekonuje.Eksperci od NASK-u uspokajają zresztą, że w tym roku „hype” na sztuczną inteligencję ma osłabnąć, że wchodzimy w erę spokojnej akceptacji zamiast bezkrytycznego zachwytu. Ja im wierzę tak samo, jak wierzyłem w zapowiedzi, że po wyborach nastąpi uspokojenie sceny politycznej, a prezydent będzie wszystkich Polaków. Osłabnie może hasło na konferencjach, w co wątpię, ale nie osłabnie liczba absolwentów, którzy usłyszą w pracy, że na stanowisko młodszego specjalisty poszukiwany jest już nie człowiek, tylko „senior AI", który tego młodszego specjalistę zastąpi za ułamek etatu. Miękkie kompetencje, jak nas pociesza ta sama sztuczna inteligencja zapytana o własną przyszłość, mają zyskać na wartości – co jest chyba pierwszym w historii przypadkiem, gdy maszyna sama sobie wystawia świadectwo skromności, żeby nam było raźniej.Czytaj też: B jak Bezradne Pokolenie, czyli BETKA międzygeneracyjnaAI, plastikowy uśmiech bez wujka i rejestratorkaObserwuję też, jak ludzie używają tej całej inteligencji do pisania tekstów/postów w internecie. Wpisują temat, maszyna wypluwa tekst gładki jak polerowana klamka w nowym szpitalu wojewódzkim, pełen ogólników i bez jednego zdania, za które można by komuś podpaść. Można to spokojnie rozpoznać – tak jak poznaje się plastikowy uśmiech na zdjęciu z konwencji partyjnej. Prawdziwy tekst ma w sobie odrobinę złośliwości, jedno zdanie, za które ktoś się obrazi przy najbliższym spotkaniu. Maszyna tego nie potrafi, bo wychowano ją grzecznie, bez wujka Jarka, który nauczyłby ją, że czasem warto komuś dokopać, żeby było zabawnie i że regulamin etyczny to nie to samo co poczucie humoru.A jednak dałem się skusić, przyznaję się, napisałem promptu i zapytałem tę inteligencję, co sądzi o naszym życiu społeczno-politycznym. Odpowiedziała wyważenie, obiektywnie, z uwzględnieniem wielu punktów widzenia, jakby cytowała komunikat prasowy dowolnej partii politycznej tuż po komitecie politycznym. Poczułem się dziwnie, jakbym rozmawiał z kimś, kto nigdy nie stał w kolejce na SOR ani nie czekał na przyznanie kredytu. To nie jest wada maszyny. To po prostu dowód, że nigdy nie miała okazji się porządnie wkurzyć – a u nas, żeby zrozumieć nasz kraj, trzeba się wkurzyć przynajmniej raz dziennie, najlepiej w urzędzie skarbowym, albo przed ekranem komputera.Boję się jednego: że ta cała sztuczna inteligencja w końcu nauczy się polskiej ironii, deepfake'ów robionych nie dla zabawy, tylko dla zemsty sąsiedzkiej, i że wtedy naprawdę zrobi się niebezpiecznie – bo dotąd jedyną naszą przewagą nad maszynami było to, że umiemy powiedzieć komplement tak, żeby zabolał, i podziękować tak, żeby zabrzmiało, jak groźba. Jak i to nam odbiorą, zostanie nam już tylko kolejka do lekarza, gdzie przynajmniej rejestratorka wciąż jest w stu procentach naturalna, złośliwa i nieprzekupna żadnym algorytmem. Kłopot będzie wtedy, jak ją zastąpią botem, to naprawdę nie będzie miał kto nas nie wpuścić bez skierowania.AI, IQ, IK i minionkiI tu dochodzimy do paradoksu. Kiedy pojawiła się sztuczna inteligencja, wielu ludzi postanowiło zostać sztuczną głupotą. Jakby uznali, że skoro maszyny będą mądre, to ktoś musi utrzymać równowagę ekosystemu. Nigdy wcześniej tylu ludzi nie potrafiło wypowiadać się z taką stanowczością na tematy, których nie rozumieją. To jak konkurs śpiewu dla osób niesłyszących, oceniany przez jury, które przyszło na zawody szachowe. Powstała nawet nowa jednostka inteligencji. Nie jest to IQ. To IK – Intensywność Kategoryczna. Im mniej wiesz, tym bardziej jesteś pewny. Przy wysokim IK człowiek potrafi wyjaśnić ekonomię, medycynę, geopolitykę, pogodę, mechanikę kwantową i hodowlę kapibar jednym zdaniem. To nieważne, że najczęściej błędnym. Ale za to zdecydowanym. Inteligencja nigdy nie krzyczy. Dlatego przegrywa z tymi, co wrzeszczą na obywateli, gdzie tylko mogą. Inteligencja, nie obraża. Dlatego przegrywa z komentarzami w internecie. Nie musi mieć ostatniego słowa. I właśnie dlatego rzadko jest zapraszana do telewizji.Humor sytuacji polega na tym, że wszyscy deklarują szacunek dla inteligencji. Podobnie jak dla zdrowego rozsądku, kultury osobistej i sygnału kierunkowskazu. W teorii każdy jest za. Tyle tylko, że w teorii nie ma żadnej różnicy między teorią a praktyką, a w praktyce różnica jest olbrzymia. W praktyce te wszystkie cechy i zachowania można spotkać równie często jak minionka na stacji benzynowej. A przecież inteligencja nie polega na tym, żeby znać odpowiedź na każde pytanie. Polega na tym, żeby wiedzieć, które pytanie warto zadać. I może właśnie dlatego jest dziś towarem luksusowym. Bo żyjemy w czasach, w których odpowiedzi produkowane są masowo. Pytania... tylko w limitowanej edycji. A przecież między opinią a wiedzą jest mniej więcej taka różnica jak między pilotem do telewizora a pilotem Boeinga. Jednym można przełączać kanały. Drugi zabierze cię na Malediwy. Problem polega na tym, że coraz więcej ludzi jest przekonanych, że to dokładnie to samo… urządzenie.„Chcę Cię mieć przy sobie noce dnie Więc mnie proszę nie strasz swą absencją Ukochana nie opuszczaj mnie Nie wycofuj się Inteligencjo”Wojciech MłynarskiCzytaj też: D jak Demokracja, czyli d… zbita