Ostatni raz widziana o godz. 4:12. Szesnaście lat po zaginięciu Iwony Wieczorek prokuratura nadal nie używa słowa „przełom”. Z rozmowy TVP.Info z prokuratorem Erykiem Stasielakiem wynika jednak, że śledztwo nie ogranicza się do ponownego przeglądania starych akt. Pojawił się nowy materiał związany z ostatnim potwierdzonym etapem drogi 19-latki.– Jest nowy dowód, który ma związek właśnie z czasem i miejscem przebywania Iwony wtedy w parku – powiedział prokurator Eryk Stasielak, szef Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej.Chodzi o Park Reagana, przez który Iwona miała wracać do domu nad ranem 17 lipca 2010 roku. To właśnie w tym rejonie urywa się jej ostatni potwierdzony ślad.Dowód, nie relacja świadkaProkurator nie ujawnia, czym dokładnie jest nowy materiał, w jaki sposób został pozyskany ani jakie wnioski pozwala wyciągnąć. Potwierdza jednak, że nie pochodzi on od świadka ani od osoby składającej wyjaśnienia.– Można to nazwać dowodem rzeczowym, bo to nie jest dowód pochodzący ze źródła osobowego, czyli krótko mówiąc z zeznań ani z wyjaśnień – wyjaśnił Stasielak.Śledczy nie potwierdzają, czy chodzi np. o nagranie. Nie wiadomo również, czy materiał pozwala odtworzyć kolejne minuty drogi Iwony, wskazuje na obecność innej osoby albo może zostać powiązany z którymś z pojazdów przemieszczających się tamtej nocy w pobliżu parku.Czytaj też: 20 lat za śmiertelny wypadek. Zapadł wyrok w sprawie Łukasza ŻakaZnaczenie tego dowodu może być jednak istotne. Ostatnie znane nagranie Iwony pochodzi z godz. 4:12. Zarejestrowała ją kamera znajdująca się przy wejściu na plażę nr 63 w Gdańsku Jelitkowie. Do domu pozostawało jej około 20 minut drogi. Nigdy tam nie dotarła.Jedna z hipotez wyraźnie osłabłaNowe czynności wpłynęły również na ocenę jednej z poważniejszych wersji osobowych rozpatrywanych w śledztwie. Wbrew pojawiającym się wcześniej informacjom prokuratura nie mówi o jej definitywnym wykluczeniu.– Może nie tyle została wyeliminowana, co jej prawdopodobieństwo bardzo mocno spadło – zaznaczył prokurator.To istotna różnica. W śledztwie trwającym od szesnastu lat osłabienie jednej hipotezy nie oznacza jeszcze, że została ona ostatecznie odrzucona. Pokazuje jednak, że zgromadzony materiał pozwolił śledczym inaczej ocenić jej wiarygodność.Stasielak nie ujawnił, jakiej osoby lub grupy osób dotyczyła ta wersja. Nie odpowiedział również, czy chodziło o kogoś z otoczenia zaginionej. Potwierdził jedynie, że była ona brana pod uwagę już na początku postępowania.Jak wyjaśnił, śledczy porządkują badane scenariusze według stopnia ich prawdopodobieństwa. Kolejne dowody mogą je wzmacniać, osłabiać albo pozwalać na ich wyeliminowanie.– W tym momencie przechodzimy do kolejnych wersji i kierunkujemy czynności dowodowe na ich potwierdzenie albo wyeliminowanie – powiedział.Czytaj również: Walka o niższy wyrok. Obrońcy Żaka zapowiadają apelacjęGeoradar i precyzyjnie wytypowane miejscaUstalenia śledczych przełożyły się także na działania prowadzone w terenie. W ostatnich tygodniach na Pomorzu sprawdzano wytypowane miejsca z użyciem georadaru. Poszukiwano zarówno Iwony, jak i przedmiotów, które mogły być związane z jej zaginięciem.Nie były to przypadkowe poszukiwania prowadzone na rozległym obszarze. Teren został wskazany na podstawie materiału zgromadzonego w postępowaniu. Działania nie doprowadziły do odnalezienia Iwony, ale prokuratura zamierza sprawdzać kolejne miejsca.Park Reagana był przeszukiwany już wcześniej. Jedną z największych operacji przeprowadzono w 2017 roku. Teren podzielono wówczas na sektory, w części z nich wykorzystano georadar, a w jednym z wytypowanych punktów pracowała koparka. Poszukiwania nie przyniosły odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się po ostatnim nagraniu z monitoringu.Po szesnastu latach śledczy mają do dyspozycji rozwiązania technologiczne, których nie wykorzystywano na początku postępowania. Mogą ponownie analizować zabezpieczone materiały, zlecać bardziej zaawansowane ekspertyzy i dokładniej badać konkretne miejsca. Technologia nie jest jednak w stanie odwrócić wszystkich skutków upływu czasu. Potencjalnych śladów jest coraz mniej, a pamięć świadków się zaciera. Nie można również odzyskać materiałów, których nie zabezpieczono w pierwszych dniach po zaginięciu.Biały Fiat Cinquecento nadal w śledztwieJednym ze sprawdzanych wątków pozostaje biały Fiat Cinquecento. Samochód miał przemieszczać się 17 lipca 2010 roku około godz. 5.07 w rejonie Parku Reagana, a później poruszać się trasą prowadzącą przez Rumię, Redę i okolice Pucka.– Biały fiat nadal pozostaje w orbicie naszego zainteresowania – potwierdził Stasielak.Prokurator nie powiedział, czy udało się ustalić kierowcę samochodu. Nie ujawnił także, jaką wagę śledczy przypisują obecnie temu wątkowi.– Zajmujemy się tym wątkiem, natomiast czy jest to jedna z ważniejszych wersji, czy mniej ważnych, na to pani nie odpowiem – zaznaczył.Przestrzegł jednocześnie przed przedstawianiem samochodu jako pewnego klucza do rozwiązania sprawy. – To nie jest tak, że my tego białego fiata fetyszyzujemy, że uważamy, że to jest coś kluczowego. Być może tak, być może nie – powiedział.Biały fiat pozostaje więc jednym z elementów śledztwa, ale prokuratura nie ujawnia, jak wysoko znajduje się w hierarchii badanych tropów. Z wypowiedzi Stasielaka wynika również, że nie ma podstaw, aby automatycznie łączyć samochód z wersją osobową, której prawdopodobieństwo znacząco spadło.Apel policji dotyczący świadków, którzy widzieli auto, jego kierowcę lub mają jakąkolwiek inną wiedzę, pozostaje aktualny. Z policjantami prowadzącymi poszukiwania można skontaktować się pod numerem 573 934 910 albo zgłosić do najbliższej jednostki policji.Prokurator zapewnia, że każde zgłoszenie jest weryfikowane. Przyznaje jednocześnie, że do śledczych trafiają również informacje „mocno nieracjonalne”. Choć przysparzają dodatkowej pracy, nie są automatycznie odrzucane.Ostatnia droga IwonyIwona Wieczorek zaginęła nad ranem 17 lipca 2010 roku. Kilka godzin wcześniej bawiła się ze znajomymi w sopockim Dream Clubie. Po sprzeczce z częścią grupy około godz. 2.50 opuściła lokal i postanowiła wrócić pieszo do domu w Gdańsku.Szła sama nadmorską trasą z Sopotu przez Jelitkowo. Fragmenty jej drogi zarejestrowały kamery monitoringu. Około godz. 4.07 minęła klub Banana Beach znajdujący się przy plaży.Pięć minut później, o godz. 4.12, kamera przy wejściu na plażę nr 63 zarejestrowała ją po raz ostatni. Do domu miała już niedaleko. Nigdy do niego nie dotarła.Na nagraniach widoczne były także inne osoby przemieszczające się tamtej nocy nadmorską trasą. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci stał się mężczyzna niosący ręcznik, określany później przez media jako „Pan Ręcznik”.Przez lata śledczy identyfikowali osoby zarejestrowane przez kamery, analizowali kolejne nagrania i wielokrotnie wracali do ostatnich kilometrów drogi Iwony. Żaden z badanych dotąd wątków nie pozwolił jednoznacznie ustalić, co wydarzyło się po godz. 4.12.Zobacz również: Upał to problem dla armii. Jak wpływa na zdolności bojowe?Pierwsze godziny, których nie da się odzyskaćRankiem 17 lipca rodzina i znajomi próbowali skontaktować się z Iwoną. Początkowo zakładano, że po imprezie mogła zatrzymać się u kogoś, zasnąć albo mieć rozładowany telefon. Gdy kolejne próby kontaktu nie przynosiły rezultatu, rozpoczęły się poszukiwania, a zaginięcie zgłoszono policji.Początkowy etap działań od lat wywołuje pytania. W publikacjach i relacjach osób związanych ze sprawą wskazywano między innymi na opóźnienia w zabezpieczaniu części nagrań z monitoringu, brak koordynacji pierwszych poszukiwań oraz zbyt późne sięganie po niektóre informacje od świadków i operatorów telekomunikacyjnych.W sprawie, w której ślad urywa się na krótkim odcinku między plażą a domem zaginionej, każda godzina mogła mieć znaczenie. Ślady mogły zostać zatarte przez pogodę, pieszych i przejeżdżające samochody, a niezabezpieczone nagrania – nadpisane.Przesłuchania prowadzone po miesiącach lub latach nie były już w stanie odtworzyć pamięci świadków z pierwszego dnia. Rozbieżności w ich relacjach mogły wynikać z niepełnych zeznań, stresu, ale również z naturalnego zacierania się wspomnień.Dzisiejsze narzędzia pozwalają ponownie badać część zabezpieczonych śladów. Nie pozwalają jednak odzyskać materiałów, które bezpowrotnie przepadły, ani cofnąć świadków do poranka 17 lipca 2010 roku.Czytaj też: Sztuka przetrwania wraca do łask. „Najmniejszy schron w cenie stołecznej kawalerki”Paweł P. nadal z zarzutemJedną z osób od lat wymienianych w kontekście sprawy jest Paweł P., który bawił się z Iwoną w noc jej zaginięcia. W 2025 roku szerzej przedstawił swoją wersję wydarzeń autorom książki „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw”. Przekonywał, że łączyła ich relacja koleżeńska, a liczne połączenia telefoniczne oraz jego zaangażowanie w poszukiwania wynikały z niepokoju o znajomą.– Internet zrobił ze mnie kozła ofiarnego – mówił, opisując konsekwencje wieloletnich podejrzeń i medialnych spekulacji.W grudniu 2022 roku Paweł P. usłyszał zarzut utrudniania postępowania. Według Prokuratury Krajowej miał usuwać ślady i dowody, zacierać ślady przestępstwa oraz przekazywać nieprawdziwe informacje dotyczące sprawy Iwony Wieczorek. Nie przyznał się do winy.Zastosowano wobec niego dozór policji, zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu oraz poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł.Pod koniec 2025 roku środki zapobiegawcze zostały uchylone. Paweł P. nie jest już objęty dozorem ani zakazem opuszczania kraju. Nie oznacza to jednak wycofania zarzutu. Według informacji przekazanych przez Prokuraturę Krajową w lipcu 2026 roku postępowanie nadal się toczy, a zarzut utrudniania postępowania pozostaje aktualny.Stasielak informował w mediach, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy śledczy przesłuchali dziesiątki osób, w tym znajomych Iwony. Paweł P. nie znalazł się wśród osób przesłuchiwanych podczas tej serii czynności.Nie wiadomo, czy przesłuchania miały związek z wersją osobową, której prawdopodobieństwo znacząco spadło.Śledztwo szesnaście lat późniejTa sprawa nie potrzebuje kolejnej głośnej hipotezy, lecz dowodu, który połączy ostatni pewny ślad Iwony z tym, co wydarzyło się później. I choć po szesnastu latach wciąż go brakuje, śledztwo nie jest martwe. Kolejne ekspertyzy, przesłuchania i działania w terenie pokazują, że śledczy nadal żmudnie weryfikują trop po tropie, a nowe ustalenia pozwalają im zawężać pole poszukiwań i inaczej oceniać badane od lat wersje.Czytaj również: „Rzeczpospolita Afer”. Komu przeszkadzał Lepper?