Sprawca wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Mężczyzna będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu 15 lat kary. Żak musi jeszcze zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób, a dla poszkodowanej w wypadku znajomej Pauliny 150 tys. zł.Na początku procesu sąd zgodził się na publikację wizerunku i danych osobowych oskarżonego, powołując się przy tym na ważny interes społeczny.Prokuratura wnosiła o 20 lat więzienia, a obrona o „sprawiedliwy wyrok”.Łukasz Żak oskarżony był m.in. o spowodowanie wypadku, kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości, przekroczenie prędkości i niedostosowanie prędkości do warunków na drodze, a także kierowanie samochodem przy aktywnym zakazie prowadzenia pojazdów. Żak przyznał się do dwóch zarzutów – kierowania Volkswagenem oraz przekroczenia prędkości.„Chronię społeczeństwo przed panem”W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera podkreślił, że do wypadku doprowadziło działanie z premedytacją Żaka.– Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Volkswagena Arteona – to „mały czołg” – do 200 km na godzinę? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym Arteonem – powiedział sędzia.– Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan – podkreślił sędzia Mitera. – Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem – dodał. Stwierdził, że na tę karę Żak „pracował latami”, to „wypadkowa całej jego działalności”.Odniósł się też do zachowania skazanego podczas kolejnych rozpraw. – Obserwowałem pana podczas procesu – zero refleksji – podkreślił sędzia Mitera.Współoskarżeni w procesie Łukasza ŻakaWspółoskarżeni w procesie Łukasza Żaka zostali skazani przez sąd za pomoc w próbie uniknięcia przez sprawcę wypadku odpowiedzialności karnej. Otrzymali wyroki od 2 do 5 lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.Wszyscy skazani pomagali Łukaszowi Żakowi w ucieczce z kraju, zacierali ślady i nie pomogli na miejscu wypadku.Kacper K., właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły pojazdy, oskarżony był o prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. W czwartek sędzia Maciej Mitera skazał go łącznie na 5 lat więzienia, a także orzekł zakaz prowadzenia pojazdów przez 6 lat.Aleksander G. i Maciej O. byli oskarżeni o poplecznictwo. Prokuratura zarzucała im m.in. pomoc w zacieraniu śladów oraz utrudnianie ujęcia sprawcy wypadku. Mężczyźni zostali skazani na 2 lata więzienia. Oskarżeni również o poplecznictwo i nieudzielenie pomocy Mikołaj O. i Damian J. zostali skazani na 4 lata więzienia.Wszyscy muszą zapłacić po 40 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla każdego z trojga osób z rodziny ofiary wypadku oraz po 20 tys. zł na rzecz poszkodowanej w wypadku znajomej Żaka – Pauliny. K. Dodatkowo Kacper K. musi wpłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł.Tragiczny wypadek na Trasie ŁazienkowskiejProces w tej sprawie ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Łukasza Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.Do wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Mężczyznę zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.Mowy końcowe w procesie Łukasza ŻakaPodczas mów końcowych, które odbyły się 13 lipca, prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreśliła, że w sprawie Łukasza Żaka nie było żadnych okoliczności łagodzących. Zaznaczyła, że oskarżony był wcześniej wielokrotnie karany – za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przestępstwa prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.– Pomimo tego wszystkiego tamtej nocy Łukasz Żak po raz kolejny w swoim życiu postanowił wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę samochodu, po wypiciu pół butelki wódki. Po raz kolejny postanowił złamać absolutnie wszystkie przepisy ruchu drogowego, postanowił rozpędzić ten samochód do prędkości ponad 200 km/h w centrum Warszawy – powiedziała.Zaznaczyła, że po tym, jak Łukasz Żak wysiadł z samochodu – nie zainteresował się nikim, nawet swoją partnerką, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.Podkreśliła, że również zachowanie oskarżonego po tym, jak został zatrzymany w Niemczech, wskazuje na to, że nie występuje u niego nawet cień pozytywnej prognozy kryminologicznej. Dodała, że przebywając w Niemczech, kontaktował się z aresztu ze wszystkimi w tej sprawie, kierując również groźby. Niejednokrotnie miał też próbować wpływać na świadków.„Czy możemy mówić o przypadkowości?”Prokurator zawnioskowała o wymierzenie Żakowi kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Oprócz tego zawnioskowała o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zadośćuczynienie dla pokrzywdzonej rodziny w łącznej kwocie 600 tys. zł oraz świadczenie 10 tys. zł na fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.Oskarżycielka posiłkowa w mowie końcowej podkreśliła, że wypadek sam w sobie charakteryzuje się przypadkowością.– Ale czy my możemy mówić o przypadkowości w stosunku do osoby, która decyduje się wsiąść za kierownicę samochodu, mając stężenie alkoholu nie mniejsze niż 1,1 promila? Czy możemy mówić o tej przypadkowości, jeżeli ta sama osoba decyduje się na rozpędzenie w Warszawie, w centrum, do prędkości 226 km/h? Czy możemy mówić o przypadkowości, kiedy ta sama osoba robi to po raz kolejny, po raz kolejny łamie prawomocny zakaz prowadzenia pojazdów? Nie, tej przypadkowości nie ma, a przynajmniej być nie powinno – zaznaczyła.Dodała, że nie ma takiej kary, która mogłaby zrekompensować rodzinie pokrzywdzonego to, co się wydarzyło.„Proszę o sprawiedliwość”Głos zabrała również wdowa po mężu, który zginął w wypadku.– Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób – zaznaczyła.– Ja wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, ta historia mojej rodziny ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to ja uważam, że warto. Ja jedynie proszę o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych – powiedziała.„Zapadł wyrok opinii”Pełnomocniczka Łukasza Żaka, adwokat Izabela Ławińska zaznaczyła w mowie końcowej, że jeszcze przed wydaniem wyroku w mediach wykreowano negatywny wizerunek oskarżonego.– Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii – zaznaczyła.Podkreśliła jednak, że sąd nie jest opinią, a miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo. – Jeżeli istnieje moment, w którym państwo prawa zdaje egzamin, to jest właśnie wtedy, gdy na ławie oskarżonych siedzi człowiek powszechnie znienawidzony – dodała.Zaznaczyła, że nie budzi wątpliwości, iż zachowanie oskarżonego było przyczyną wypadku, jednak analiza jego skutków wymaga również uwzględnienia wszystkich okoliczności, które miały na nie wpływ. Przytoczyła m.in. opinię biegłych, którzy uznali, że Żak był poczytalny, ale stwierdzili u niego zaburzenia reakcji na ciężki stres.„Sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa”Ławińska wskazała również, że to Łukasz Żak sam zgłosił się na komisariacie w Niemczech. Zaznaczyła, że oskarżony stanął przed wymiarem sprawiedliwości, przyznał, że popełnił błąd.– Sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa. Sprawiedliwa kara to taka, która pozostaje proporcjonalna – podkreśliła.Łukasz Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężu.Współoskarżonym w procesie prokuratura zarzuciła m.in. utrudnianie postępowania karnego poprzez udzielenie Łukaszowi Żakowi pomocy w uniknięciu odpowiedzialności karnej oraz nieudzielenie pomocy osobom znajdującym się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.Prokurator zawnioskowała w mowie końcowej o uznaniu ich winnymi i wymierzenie im kar pozbawienia wolności. Ich pełnomocnicy w mowach końcowych wnioskowali natomiast o uniewinnienie.