Włochy rozliczają tragedię. Dobiega końca proces w sprawie zawalenia się mostu Morandiego we włoskiej Genui w 2018 roku. Zginęły wówczas 43 osoby. Rodziny ofiar dopiero po ośmiu latach usłyszały słowo: „przepraszamy”. Do zawalenia się mostu w Genui w północnych Włoszech (wiadukt Ponte Morandi) doszło 14 sierpnia 2018 roku. Podczas gwałtownej burzy zerwał się około 200-metrowy odcinek konstrukcji, w tym jeden z głównych pylonów o wysokości 90 metrów. W wyniku tragedii zginęły 43 osoby, a setki okolicznych mieszkańców straciło domy.Autostrade per l'Italia (Aspi) – spółka odpowiadająca za konstrukcję – przez osiem lat nie wystosowała przeprosin. Rok temu zmienił się prezes Aspi, ale również on skierował do rodzin ofiar przeprosiny dopiero teraz, gdy końca dobiega proces w sprawie.– Wciąż wydaje mi się to dziwne, delikatnie mówiąc. Należało wtedy złożyć przeprosiny – powiedziała Egle Possetti, przewodnicząca Komitetu Pamięci Ofiar Mostu Morandi, która straciła w gruzach mostu siostrę Claudię, dzieci Manuele i Camillę w wieku 16 i 12 lat oraz męża Andreę. – Właściciele zmienili się jakiś czas temu: dlaczego te przeprosiny pojawiły się dopiero teraz? – pytała.Wyrok po katastrofie w GenuiWyrok w sprawie katastrofy zostanie ogłoszony w czwartek 16 lipca. Aż 18 lat i 6 miesięcy więzienia domaga się prokuratura dla Giovanniego Castellucciego, byłego prezesa Aspi. Jest on oskarżony o oszczędzanie na konserwacji w celu maksymalizacji zysków spółki, a tym samym akceptowanie ryzyka zawalenia się konstrukcji. – Jestem odpowiedzialny, ale niewinny – przekonywał Castellucci, argumentując, że w tak złożonej strukturze jak Aspi nie mógł osobiście nadzorować poszczególnych inspekcji.CZYTAJ TAKŻE: To miała być odlotowa podróż poślubna. Przeżyła tylko panna młodaCastellucci przebywa już w więzieniu od kwietnia ubiegłego roku, gdy usłyszał wyrok 4 lat pozbawienia wolności po katastrofie w Avellino, gdzie autobus rozbił się o wiadukt. Doszło do niej 28 lipca 2013 roku. Zginęło wówczas 40 osób.Na ławie oskarżonych są też wysocy rangą urzędnicy. Michele Donferri Mitelli, były kierownik ds. utrzymania ruchu, może trafić za kraty na grozi 15 lat i 6 miesięcy, Maurizio Ceneri, były kierownik Spea, firmy satelitarnej Aspi odpowiedzialnej za monitoring, na 13 lat. Na wyrok czeka też Mauro Coletta, dyrektor Ministerstwa Infrastruktury, oskarżony o zaniechanie przeprowadzenia publicznych inspekcji i kontroli.