Rolnicy szukają ratunku. Rosyjskie ograniczenia na import armeńskich produktów rolnych sprawiły, że słynne morele z doliny Araratu znalazły się w samym centrum sporu między Moskwą a Zachodem. Embargo objęło m.in. owoce, warzywa i kwiaty. Rolnicy szukają pomocy w Europie. Dla 75-letniego sadownika Aramaisa Kazaryana z miejscowości Vosketap sytuacja ma wymiar nie tylko ekonomiczny, ale także symboliczny. – Morela jest symbolem Armenii – mówi rolnik, którego sad znajduje się nieopodal góry Ararat.Armeńskie morele od lat należą do najbardziej rozpoznawalnych produktów kraju. W starożytnym Rzymie nazywano je nawet „armeńskim jabłkiem”. Do niedawna zdecydowana większość zbiorów trafiała na rynek rosyjski.Rosja zamyka granice dla armeńskich owocówRosja, powołując się na względy sanitarne, wprowadziła jednak zakazy i ograniczenia dotyczące importu wielu armeńskich produktów, w tym moreli, ryb, wody mineralnej Jermuk, wina i brandy. W opinii rolników decyzja ma charakter polityczny.Po zwycięstwie partii Paszyniana w czerwcowych wyborach parlamentarnych Armenia kontynuuje politykę stopniowego ograniczania zależności od Rosji. Władze zamroziły udział w kierowanej przez Moskwę organizacji bezpieczeństwa, rozwijają współpracę z Unią Europejską i USA oraz deklarują chęć przyszłego członkostwa w UE.Rząd Armenii próbuje ograniczyć skutki rosyjskich restrykcji. Wprowadzono programy wsparcia dla producentów, dopłaty do eksportu oraz rekompensaty kosztów celnych przy sprzedaży świeżych owoców, warzyw i kwiatów do Unii Europejskiej. Komisja Europejska zadeklarowała ponad 50 mln euro natychmiastowej pomocy oraz ułatwienia handlowe, dzięki którym blisko 80 proc. armeńskiego eksportu będzie mogło trafiać na unijny rynek bez ceł.Eksperci ostrzegają jednak, że zmiana kierunku eksportu nie będzie łatwa.Czytaj także: Estonia szykuje szkoły na atak dronów. Specjalna ochrona w oknach