Czy będzie mobilizacja? Od kilku miesięcy na całym terytorium Białorusi milicja ćwiczy rozpędzanie masowych protestów. OMON, wojska wewnętrzne MSW, drogówka, zamykają centra miast i prowadzą tam ćwiczenia – powiedział w rozmowie z Centrum Europy Uładzimir Żyhar, były oficer białoruskiej milicji, a obecnie analityk ds. bezpieczeństwa regionu Europy Wschodniej białoruskiego opozycyjnego centrum monitoringowego BELPOL. W jego ocenie służby szykują się do pacyfikacji masowych protestów. Tydzień temu rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow po raz pierwszy nazwał „specjalną operację wojskową” na Ukrainie – jak dotychczas określała to Rosja – „prawdziwą wojną”. Eksperci zastanawiają się, czy to przygotowanie rosyjskiego społeczeństwa do mobilizacji po jesiennych wyborach i co będzie to oznaczało dla Białorusi.Mobilizacja w Rosji i na Białorusi?Uładzimir Żyhar widzi kilka powodów do ogłoszenia przez Rosję mobilizacji. – Po raz pierwszy na taką skalę Ukraina uderzyła w Moskwę, okupowany Krym jest zagrożony pełną izolacją, bombardowany jest Petersburg, miasto symboliczne dla samego Putina – mówi.Zaznacza, że sytuacja na Białorusi jest związana z tym, co dzieje się w Rosji: „na chwilę obecną nagłej mobilizacji na Białorusi nie ma, ale to nie oznacza, że jej nie będzie”. – Gdyby Białoruś miała zostać obszarem wyjściowym nowej pełnowymiarowej ofensywy, wtedy obok rosyjskiej mobilizacji odbędzie się też białoruska mobilizacja. Jeśli Białoruś miałaby być jedynie obszarem, z którego będą zadawane uderzenia lotnicze, rakietowe i dronowe, co wymaga jedynie wykorzystania istniejących sił i infrastruktury wojskowej, wtedy mobilizacji nie będzie – wyjaśnia.W jego ocenie Alaksandr Łukaszenka za wszelką cenę „chciałby zachować obecny status quo, w którym Białoruś dostarcza uzbrojenie, dane wywiadowcze, udostępnia swoją przestrzeń powietrzną dla uderzeń lotniczych – ale bez angażowania swojego terytorium i armii w pełnowymiarową wojnę”. Czytaj także: Więzienie za bycie w opozycji. Wcześniej reżim nasłał na niego zbirówKomentując niedawny atak dronowy na białoruskie autobusy w obwodzie briańskim Rosji ekspert ocenia, że mogła to być rosyjska prowokacja w celu zmuszenia Łukaszenki do udziału w pełnowymiarowej wojnie. – Jestem stuprocentowo przekonany, że gdyby związek z tymi atakami mieli Ukraińcy, reżim Łukaszenki od razu by o tym powiedział – zaznacza.Dzieją się niecodzienne wydarzeniaNiezależny portal Flagsztok z Homla przeanalizował przetargi publiczne miejscowych władz. Ma z nich wynikać, że na Białorusi wzmacniana jest obrona terytorialna bezpośrednio przy granicy. Jednocześnie od stycznia trwają ćwiczenia Sił Zbrojnych Białorusi, a jednostki logistyczne są szykowane do działań „w sytuacji kryzysu”. – Na Białorusi dzieją się niecodzienne wydarzenia, będące dla nas ważnym wskaźnikiem. Od kilku miesięcy na całym terytorium kraju milicja ćwiczy rozpędzanie masowych protestów. (…) Wcześniej miało to miejsce tylko przed kampaniami elektoralnymi. Ale teraz w kalendarzu nie ma żadnych wyborów ani innego wydarzenia uzasadniającego takie ćwiczenia – zauważa Uładzimir Żyhar.Szukając wyjaśnienia dla takich działań ekspert wskazuje na dwie możliwe odpowiedzi: „Pierwsza to puste lodówki Białorusinów. Gdy ludzie wyjdą na ulice z bezsilności. A druga to zmiana formy udziału Białorusi w wojnie na Ukrainie”.Jego zdaniem szansa na szybki zwrot Łukaszenki w stronę Europy jest „praktycznie bliska zeru”. „Możliwy jest za to zamach stanu w celu ustanowienia jeszcze bardziej prorosyjskiej władzy. I to nie wymaga rosyjskiej interwencji zbrojnej. A wtedy ten, kto przyjdzie po Łukaszence, szybko odda niepodległość i uczyni Białoruś częścią Federacji Rosyjskiej’ .– Ale jeśli sytuacja w Rosji się pogorszy, Łukaszenka będzie zmuszony do zbliżenia z Zachodem, a jeśli otworzy się okno możliwości, to będzie starał się z niego skorzystać – podsumowuje ekspert.